Sen jest dla słabych, czyli test napoju kawowego Bellarom Espresso Macchiato
1 vote, 3.00 avg. rating (70% score)

To wpis w stylu „nie sądźcie po pozorach”. Bellarom Espresso Macchiato (uff, co za nazwa) znajdziemy na półkach Lidla. Generalnie z napojami kawowymi jest ten problem, że albo udają kawę, albo udają napój, a już na pewno udają, że mają kofeinę.

Troszkę to symptomatyczne, że drugi test jaki tu sobie strzelam znowu dotyczy czegoś w pewien sposób energetyzującego. No cóż, moi drodzy, o ile Kuchnia Cyniczna nie stanowi mojego źródła utrzymania i stanowić go nie będzie (bo taki jestem niepokorny, że nie chcę monetyzować mojego kulinarnego pisania tutaj ;)), to jakoś trzeba na życie zarobić. Owo zarabianie wiąże się z pisaniem i graniem w gry komputerowe. I jednego i drugiego mam ostatnio bardzo dużo do zrobienia, więc trzeba sobie zafundować jakieś deprywatory snu. Na energetyki już patrzeć nie mogę, stąd właśnie pomysł z Bellaromem.

Generalnie – zabijcie, nie pamiętam jak to się nazywało, ale chyba IQ – kiedyś dawno temu trafiłem podczas wojaży z kumplem na napój kawowy w puszce, który dawał całkiem sensownego kopa. Otóż w tym momencie wkracza na scenę BEM (będę skracał, bo zgłupieję jak mam za każdym razem pełną nazwę pisać).

Smakowo nie porywa, ale nie wali też jakimś ulepem a la Starbucks. Ale! Najciekawszy jest skład. Otóż w przeciwieństwie do większości napojów kawowych pt. „1% arabiki”, w składzie BEM jest mleko (77%), napar z arabiki (18%), cukier i stabilizatory. Mało, a co jeszcze lepsze – woltaż jest znacznie wyższy niż w 90% dostępnych na rynku energetyków. Czemuż to? No, jak sobie spojrzycie na etykietę dowolnego napoju to z reguły ma on 32mg kofeiny na 100ml. W tym momencie BEM oferuje nam 52mg/100ml co jest znacznie większym doładowaniem. No i nie smakuje jak landryna. Napój ma 330 ml, także łatwo przeliczyć ile miligramów kofeiny ląduje w naszym cielsku. Fuck yeah.

Jak macie ochotę na zmianę nawyków deprywujących sen – polecam. Bellarom Espresso Macchiato wali w baniak jak trzeba, nie smakuje jak sraka, a w dodatku kosztuje jakieś 2,5 zeta (nie pamiętam dokładnie, biorę machinalnie :P). Aha – występuje też w dwóch innych wersjach, ale one mają mniej kofeiny, więc nie są dla mnie tak interesujące.