Krótki przewodnik po pułapkach (a czasem zaletach!) sklepowego żarcia – cz. 1, produkty mięsne

kc logoOto wpis, w którym Chimek przedstawia pierwszą, dotyczącą mięsa część swojego poradnika po sklepowym żarciu. Dalej…

Befsztyk nieco warszawski, z opiekanymi ziemniaczkami i duszoną w maśle marchewką. Plus obowiązkowe rozważania, tym razem historyczne.

 Jak niejeden czytelnik wie, ostatnio ślęczę nad starymi księgami w migrenogennym świetle jarzeniówek Biblioteki Narodowej. Moje szperanie na temat kuchni XVI-wiecznej to rzecz powolna, na którą jeszcze mam nieco czasu, dlatego też, pokątnie, podczytuję różne inne historyczne książki kucharskie. Strasznie się, że tak powiem, wkręciłem w ten temat. Być może dlatego, że choćby promil wiedzy na temat kuchni polskiej z wieków dawniejszych jest nie do przecenienia. I aż człowiek chce wejść na pudło po mydle przy np. pomniku Kopernika i mówić do ludu, że choćby wieprzowina to wcale nie jest kuchnia staropolska. Tak, zapał neofity i poczucie misji to rzecz tyleż pożądana, co i niebezpieczna.

Dlatego udaję się do kuchni, bo nic tak nie uczy pokory jak kuchnia (i branża dziennikarska, w której pracuję od prawie dekady). Dzisiaj zatem… Dalej…

Carbonade Flamande Chimkande

Galia est omnis divisa in partes tres, quarum unam incolunt Belgae…

I tak dalej, tak pisał wiadomy wódz (a śpiewał Jacek Kaczmarski). Z kuchnią belgijską jest troszkę tak, że dopóki nie poszukamy, nie znajdziemy. Włochy – atakują na każdym kroku i jak mówi się teraz makaron, ktoś odpowiada „pasta”. Za co ja biję w twarz, także nie polecam mówić przy mnie „pasta” na polskie, 4-jajeczne siekane nitki. Tak samo Francja kojarzy się z wieloma rzeczami (tak, croissanty i żabie udka, ech… ;)), w tym z frytkami.

Cała Francja?

O, nie, jest taka mała… Ekhm. Belgia. Dalej…

Papryki faszerowane w stylu Burzy i Naporu

 Szybkie, proste i urywa tyłek oraz kubki smakowe. To jest danie typu „sturm und drang”, i ta literacka paralela nie jest wstawiona bez powodu. Literaci z okresu Burzy i Naporu byli takimi, powiedzmy, protoromantykami – czyli grawitowali w stronę irracjonalizmu, intuicji i paru innych ciekawych słówek. I tak samo ja, kilka dni temu. Biegam, miotam się po tej mojej kuchni, aż w końcu stwierdzam. Chcę wołowinę. I cheddar, ale taki prawdziwy.

Brakowało tylko papryki… Dalej…

Stefánia szelet

 Brzmi srogo, ale nic się nie bójcie – to coś na kształt znanego nam klopsa. Stefánia szelet to była ciekawa wyprawa kulinarna. Przyznam się wam, że najlepiej jazdę w stylu „znajdź nową potrawę” uskuteczniam za pomocą angielskiej wikipedii, poczynając wikiwalka od „regional/global cuisines”. Trzeba przyznać, że o ile polska – wiadomo, to angielska wiki pod tym względem jest po prostu kolosem. Ale czasem nie ma wszystkich potraw, a zwłaszcza tych mniej popularnych – stąd moje zainteresowanie stefánia szelet. Ale nawet jeśli nie znamy węgierskiego, to przecież jest translator google (uch), fantazja, wykształcenie lingwistyczne oraz niewątpliwy talent do języków. 😉 Przyznam też, że gdy już w kwestii tego przepisu pozostało niewiele tajemnic, okazało się że nie różni się stefánia szelet zbytnio od naszego klopsa… Dlatego też, o czym niektóre węgierskie blogi zapominały – podbiłem czym trzeba, by było bardziej madziarsko. Do dzieła! Dalej…

Mince&Tatties czyli odrobina Szkocji na Mokotowie

 Jakoś podczas przeglądania fejsbukowych albumów ze zdjęciami trafiłem na ten z naszej wycieczki do znajomych w Edynburgu. Język mi momentalnie do tyłka uciekł, jak sobie przypomniałem Glenfiddicha 18yo, haddock&chips z „jes jest vinegar jes” niewyobrażalną ilością octu oraz naturalnie haggisa. Co prawda ze zrobieniem w Polsce haggisa byłby mały problem, ale pomyślałem – a, poszukam czegoś bardziej szkockiego niż angielskiego (Anglicy jak wiadomo, w przeciwieństwie do Szkotów, nie mają duszy :P). Po nieco przydługim dywagowaniu nad tymi i owymi daniami w końcu stwierdziłem, że zaraz mi sklep zamkną, zatem wystarczy mince&tatties, a właściwie mince&chips, bo Lud się zbuntował i chciał frytki koniecznie zamiast tatties, czyli tłuczonych ziemniaków. No to co to jest to mince? A-a-a… Już tłumaczę. Dalej…

Köttbullar a la Ikea ;)

 Z Köttbullar jest ten problem, że te znane przez szwedzki koncern Ikea klopsiki to coś w deseń naszego bigosu i żurku – znają wszyscy, ale w każdym domu robimy inaczej. Dlatego na fejsie powstają grupy fanów ikeowych kulek. Dlatego też ja postanowiłem chociaż częściowo zrobić podobną pierdółkę, poprzedzając przepis intensywnym przeszukiwaniem internetów. Łącznie ze stronami kulinarnymi w tym barbarzyńskim języku (no ok, fiński brzmi jeszcze gorzej i ma za dużo dyftongów;)). Jak wyszło – zaraz zobaczycie. Dalej…

Adana kebab, tyle że krótki

 No bo ten tru turecki to nawet i dochodzi do pół metra albo i więcej! Jednakże mawiał Pan od Kebabu z Kabat, z Jemenu, „biali nie potrafią robić kebabów”. Ja też dlatego nie przejmuję się zupełnie i zrobiłem krótsze ;). Dalej…

Ragu alla bolognese, po prostu

Niedawno mieliśmy taką małą dyskusję na temat sosu bolońskiego (przez moment wymieszanego ze spaghetti alla bolognese). Sprawiła owa wymiana zdań, że ruszyłem dupę do gugla, spędziłem w nim jakieś 4-5 minut i wróciłem do was z przepisem na tradycyjne rag? prosto z Bolonii. Do dzieła. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...