DIY, czyli zdziwienie na twarzy rozmówcy – cz. 1

 Nie wiem czy będą części następne, ale się asekuruję, żeby nie było potem zamieszania. Dzisiaj niecodziennie, bo raczej felieton, aniżeli przepis czy kulturowe smaganie palcem kulinarnej mapy świata (chyba, że koniecznie chcecie bym napisał o np. Balut ;)). DIY czyli w skrócie – Do It Yourself. Pierwotnie odnosiło się do budownictwa raczej, takiego majsterkowania a la Adam Słodowy (ktoś jeszcze pamięta?). Teraz pole semantyczne niby takie samo, ale więcej dziedzin. Zaczniemy jednak od anegdotek. Dalej…

Odżywiajmy się (nie)zdrowo!

 W czym rzecz? Czemu mielibyśmy się odżywiać niekoniecznie zdrowo? Albo zdrowo? Jak w ogóle powinniśmy się odżywiać. Te pytania zadajemy sobie mniej więcej od momentu, kiedy wprowadzono kryterium poprawności językowej. Czyli niedawno. Tak ze sto lat z haczykiem. I tak jak w przypadku językoznawstwa, tak i w kuchni panuje ten sam faszyzm i szowinizm. I ja mówię onym „a idźta w cholerę”! Zaraz też dowiodę, dlaczego warto powtórzyć za mną te słowa.

(zwracam uwagę na pewien historyzm zdjęcia, bo od 1 października b.r. nie palę ;)). Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...