Lazurowy ryż / Azure rice

 Lazurowy ryż to typowe danie „zrobiłem przypadkiem”. Wtedy kiedy albo nie masz pomysłu na to, co zrobić na obiad, albo masz pewien zestaw produktów w lodówce, a dupa jest zbyt ciężka by ją ruszyć do sklepu (ew. sklep jest zamknięty). Jak się okazało, lazurowy ryż podbił podniebienia Ludu (bo moje się nie liczy), zatem na stałe wchodzi w moje tzw. pokazówki, zajmując zaszczytne miejsce obok Mafe. Jest to też kategoria, którą nazywam „proste&zajebiste”.

Ok, so Azure Rice is a dish that was, as many others, made by accident. 😉 It’s the type when you either have no idea what is going to impress The Crowd or you have fixed set of ingredients in the fridge (and you’re too lazy to move your ass to the grocery). So! As it turned out my azure rice quickly gained its fair place amongst my greatest creations (including e.g. Mafe). Azure Rice falls into „simple&awesome” category. Before we’ll get to work. Why Azure? Because in Poland we have rather nice equivalent of Roquefort cheese, which is simply called „Lazur” (Azure). It’s made from the very same fungus, penicillium roqueforti, it’s just not made in that one freakin’ cave in France. 😉 Now, shall we? 😉 Dalej…

Zapiekane ostarowe jajka

 Rrrrany boskie, cóż to znaczy to środkowe słowo? Ano zbierałem się chyba dobre pół roku z moim jak to sobie żartowałem „pogańskim jadłospisem”. Postanowiłem, że przy okazji robienia tych wszystkich rzeczy ogólnie, przecież i na święta specjalnie robię różne rzeczy – to czemu by tego nie podkreślić? Jako że zbliża się Ostara, czas i na dedykowane temu momentowi przepisy. Aha – kto nie wie, co to Ostara, nie zaglądajcie na Wikipedię, bo piszą tam że to wiccańskie święto, co dowodzi tylko że Wikipedia nie zawsze jest najlepszym źródłem na sprawdzanie rzeczy, o których czegoś nie wiemy (disclaimer: to ogólnopogańskie święto, nie jest zarezerwowane dla jednej ścieżki). ;> Dalej…

Biryani lekko płonie

 Strasznie polubiłem kuchnię indyjską. Może to dlatego, że nie jest europejska, w sensie – nie ma zestawu przykazów, nakazów, tego nie wolno, tamto musisz itp. O ile w Europie generalnie panuje ceremonializm, o tyle Indie to taka nebula, albo raczej rzeka – płyniesz, gdzie zaniesie. Gdy tylko się człowiek nauczy podstaw (czyli np. prażenia, robienia różnych mieszanek itp.), nagle okazuje się że otwiera się przed nami świat przypraw taki, że aż się smutno robi, jak wracamy do Europy.;) Nie bez powodu ludzie się mordowali po to, by przepuszczać przez palce zagraniczne „spajsy”. Jako pierwszą rzecz co prawda nie wybierałem czegoś, co u indyjskich wirtuozów składa się z 200 smaków, ale dość prostą wersję biryani, taką bardziej ostrzejszą niż łagodną. Jak się niestety okazało – za ostrą dla testerki (zatem większość zjadłem sam ^^”). Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...