Sos lazurowy z suszonymi pomidorami

 Na obrazku poglądowym, wyjątkowo upiornym, bo robionym niestety w nocy, towarzyszą mu placki ziemniaczane. Sos ten jest potwornie prosty, a gwarantuję, że od razu wam posmakuje. Minęły te czasy, kiedy Polska była potentatem w dziedzinie sosów, minęły lata wirtuozerii, minął wiek, gdzie upieczenie mięsa czy znajomość kuchni była niczym wobec robienia dobrych bulionów i sosów. No, ale nie uciekajmy w krainę sentymentu. Lazur czeka.
Dalej…

Bruschetta Uzdrowiciela

 Bruschettę już raz robiłem. Tym razem mamy do czynienia z nieco innym motywem niż kurkowe sprawy. Jak wskazuje nam tytuł – chodzi o uzdrawianie. O ile ja sam należe do Zakonu Czosnkowego i moim credo jest „nie ma czegoś takiego, jak za dużo czosnku”, zaś główkę tego cudownego warzywa zjadłbym i na surowo bez problemu, o tyle Lud już niekoniecznie. A zatem trzeba coś wymyślić, jak Lud nam gorączkuje albo niedomaga. Stąd – bruschetta uzdrowiciela. Dalej…

Frittata z suszonymi pomidorami, naturalnie w stylu zen

 Frittata jak frittata, wiadomo że chodzi tu o cudowną Narcię, która właśnie wygląda przez okno. 😉 Świetna rzecz na śniadanie, jeśli akuratnie obrzydła nam jajecznica, albo po prostu mamy ochotę na coś, co nie będzie tak upierdliwe jak omlet. Kiedyś pisałem o frittacie, jednakże był to inny  eon oraz geometria (koniecznie nieeuklidesowa). Ostatnio mam potworne parcie na suszone pomidory. Nie wiem czemu, ale dzień bez kilku takowych to po prostu czas stracony. Przy okazji – frittata jest świetnym daniem, jeśli akurat „wyszło” nam z domu pieczywo, a niekoniecznie mamy ochotę nastawiać ciasto na nową porcję bułek. Bo np. rano to możemy tylko kląć na czym świat stoi idąc w kierunku pierwszej kawy. A frittata prosta, pożywna, dobra, no czego chcieć więcej? Dalej…

Farfalle przeciwbakteryjne

 Stało się. Lud zachorowała. Sesja na weterynarii rodzi się w bólach, jak Antychryst w „Dziecku Rosemary”, a Lud – po wizycie w Krakowie – smarka, kicha, ledwie gada. Wygonić do lekarza nie sposób, medice cura te ipsum. Trzeba domowymi sposobami. Najpierw robimy dobrze naczyniom krwionośnym za pomocą wszelakich koktajli i bomb witaminy C. No ale potem czas na kurację bardziej hardkorową. Cóż jest lepszego w zakresie domowego leczenia i quasi-antybiotyków, jeśli nie czosnek? Dużo czosnku! Ale żeby kuracja była przyjemnością, a nie torturą, to trzeba sprawę rozwiązać w sposób chytry. Jasne, niektórzy lubią trzy ząbki czosnku w plasterkach na kanapce, ale Lud jednak woli inaczej. Co zatem robimy? Oglio&olio z pomidorowym twistem. Dalej…

Zapiekane ostarowe jajka

 Rrrrany boskie, cóż to znaczy to środkowe słowo? Ano zbierałem się chyba dobre pół roku z moim jak to sobie żartowałem „pogańskim jadłospisem”. Postanowiłem, że przy okazji robienia tych wszystkich rzeczy ogólnie, przecież i na święta specjalnie robię różne rzeczy – to czemu by tego nie podkreślić? Jako że zbliża się Ostara, czas i na dedykowane temu momentowi przepisy. Aha – kto nie wie, co to Ostara, nie zaglądajcie na Wikipedię, bo piszą tam że to wiccańskie święto, co dowodzi tylko że Wikipedia nie zawsze jest najlepszym źródłem na sprawdzanie rzeczy, o których czegoś nie wiemy (disclaimer: to ogólnopogańskie święto, nie jest zarezerwowane dla jednej ścieżki). ;> Dalej…

Boczniaki w pomidorach

 To (chwilowo!) ostatni przepis z cudnego bloga Kuchnia pod Wulkanem. Zaszokował mnie na tyle, że dodaję go dopiero teraz. 😉 A poważnie – tutaj przyzwyczajeni jesteśmy, że jeśli boczniaki to obsmażone na patelce, ewentualnie w jakimś śmietanowym ustrojstwie. Strasznie mnie zaciekawiło, jak będzie smakować boczniak uduszony w przecierze. Jako, że miałem też na stanie nieco suszonych pomidorów – i one znalazły się w tym żarełku, co było wyjątkowo dobrym pomysłem. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...