Krokieciki serowo-orzechowe / Cheese&walnut croquettes

 To jedna z „przegryzek”, które szczególnie lubię – to znaczy, wszystko co usmażone i serowe. Niestety czeka nas minimalny szok kulturowy, albowiem krokiety (czy ten deminutiw z tytułu) w Polsce, a na świecie to dwie zupełnie różne sprawy. U nas krokietem nazywa się zwykłego naleśnika, który ma np. mięsno-grzybowy farsz. Tenże naleśnik jest obtoczony w jajku i bułce tartej, a następnie powtórnie usmażony. No cóż – wszędzie indziej 😉 krokiet zrobiony jest z gotowanych ziemniaków lub sosu beszamelowego, uformowany w wałki (bądź pokrojony jeśli jest „z blachy”) i usmażony w głębokim tłuszczu. I mniej więcej coś takiego zrobimy, tyle że po mojemu.

 

This is a snack that I particularly like – well, I like everything that’s fried and cheesy. 😉 But first – a cultural shock. In Poland, apart from the rest of the world, croquette is a plain French alike cr?pe filled with e.g. meat and mushrooms, then coated in beaten egg and bread crumbs and finally – fried. Well. Everywhere else on the other hand croquette is something made either from mashed potatoes or bechamel sauce, formed in cylinders (or cut if it was made on a shallow pan) and deep fried. And that’s what we’re gonna do – my way. Dalej…

Pizza rzeźnicza na drożdżowym cieście

 Czemu rzeźnicza to już tłumaczę. Otóż Lud dzisiaj ma kolejną wizytę w rzeźni w ramach praktyk weterynaryjnych. Rzeźnia to jest generalnie mało przyjemne miejsce, zwłaszcza ta, gdzie jest ubój krów. Jako że Lud wraca zawsze z rzeźni wypluty i wymięty, Ludowi robię wtedy specjalne żarcie. Dziś aż się zmusiłem do zmontowania pizzy (Lud uwielbia pizzę, co jest dość smutne, bo jest tyle fajnych potraw) i to nawet na drożdżowym cieście. Ciasto drożdżowe to zawsze dla mnie taka gra va banque – jak się kupi przemarznięte drożdże to choćby człowiek kręcił piruety rzęsami – nic nie wyjdzie. Potem można je przegrzać i zabić jeśli woda jest za ciepła. Mogą nie wyrosnąć jak będzie przeciąg w mieszkaniu. Ciasto może mieć zakalec. Etc. etc. etc.

Dlatego z reguły robiłem na kruchym, bo kruche ciasto to ja mam – jak moja przyjaciółka Ola mówi o biszkopcie – w pamięci i o trzeciej nad ranem zrobię. 😉

Ale do rzeczy. Pizza na kształt tzw. „wiejskiej”. Cudzysłów celowy, bo niby czemu ogór kiszony, kiełbasa i boczek miałyby się kojarzyć z wsią. Duh. Niechże będzie zatem – rzeźnicza. Dalej…

Za co zabija Kanadyjczyk, czyli Poutine

 Od razu muszę z przykrością stwierdzić – poniższe Poutine nie jest prawdziwym Trve Grim Canadian Poutine. To prawdziwe robi się z hmmm… powiedzmy, że czegoś a la twaróg po serze Cheddar (hint: cheese curd). Niestety tego w Polsce nie dostaniemy. Natomiast dostaniemy ser Gouda, a smak jest dość podobny, łagodny (choć nie ma tego piszczenia na zębach). Czym jest Poutine? To typowy heartstopper – kanadyjski fast-food, który podobno jest obdarzony dwoma uczuciami jednocześnie – miłością i obrzydzeniem. Jak to ktoś od nich powiedział:

Jedynymi ludźmi którzy nie zjedzą Poutine są ludzie na diecie

Poutine to kanadyjskie dobro narodowe, a przy okazji jedna z potraw, którą zażerałem się w biednym i smutnym dzieciństwie, nie wiedząc że gdzieś po drugiej stronie świata ludzie urządzają zawody w jej pożeraniu. Ale – do rzeczy! Dalej…

Kurczak belgradzki

 Kurczak zwie się belgradzkim nie dlatego, że z Serbii, lecz z tego prostego powodu, że jest to pewna daleka reminiscencja kurczaka jakiego zdarzało mi się jadać w wybornej restauracji na warszawskim Natolinie – „Mały Belgrad”. Danie to jest dość proste do zrobienia poza wiadomą smutną koniecznością spinania piersi. Mnie spinanie wkurza zawsze, albowiem zamiast wreszcie kupić długi „patyk” 😉 do mięs, ciągle bawię się mikroskopijnymi wykałaczkami. Ale… Do dzieła! Dalej…

Nieznośna lekkość kuciaka

 Nieznośna lekkość kuciaka to kwintesencja kuchni NaWinie. I proszę się nie zrażać tym dość kontrowersyjnym zdjęciem. Kuciak to dokładnie ten moment, kiedy masz coś tam w lodówce, parę otwartych torebek z przyprawami, no i trzeba zjeść porządny obiad. Ten kuciak to znowu taki lekki nie był, i obiad też nie powstał w 10 minut, ale generalnie nie chodzi o szybko, a o dobrze.  No, ale dość już gadania, do roboty! Dalej…

Musaka, czyli „proste a dziwi”

 Musaka to przykład dania, które pokazuje jak kuchnia ochoczo przyjmuje wszelkie działania militarne, zmiany terytorialne czy tę niebywałą zdolność ludzi do mordowania innych z własnego gatunku. Gdy pojedziemy do Grecji – musaka. Gdy wpadniemy do Serbii czy Bułgarii – musaka. To może Turcja? Musaka. Prawda jest taka, że gdyby pod Wiedniem Jan III Sobieski nie spuścił łomotu Turkom zatrzymując tym samym ich europejski walec, kto wie – może dzisiaj też byśmy mówili, że musaka to nasza narodowa potrawa. No, ale dość tego gadania o historii, bo się głodny robię. Zatem – do dzieła! Dalej…

Roladki schabowe wypchane serem i cebulą

 Co by tu nie gadać, schabik dobra rzecz. Zwłaszcza, gdy schabik od teściowej darowany. Jak widać żyję, zatem proszę tu nie pokpiwać. Co ze schabem można zrobić? Wiela rzeczy, ale mnie coś naszło na roladki. Nakląłem się co moje, ale wyszły tak, że próba kontrolna wciągnęła tyłkiem prześcieradło. Dalej…

Kolokithokeftedes, czyli „przeczytajcie to 3x szybciej, barbaroi!”

 No nie ukrywajmy, na języku greckim można połamać sobie język (mówi to ten, co się ostatnio chińskiego uczy…). Ale za to jaką Grecy mają kuchnię! O, to jest inna sprawa. Dziś zatem dość lekko, czyli placuszki z cukinii i sera feta, zwane „kolokithokeftedes”. Gdy czwarty raz już zapisuję tę nazwę, zaczynam powoli zapamiętywać jak to się mówi… Dalej…

Canelloni na zadupiu

 Nie ukrywam, że potwornie bawią mnie nazwy potraw. Np. kurczak fitness to po prostu albo kurczak gotowany albo na warzywach. Tak samo pizza wiejska po prostu ma nawalone kiełbachy i kiszonego ogóra. No to skoro przy tej konwencji jesteśmy, dzisiaj przepis na canelloni na zadupiu. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...