Rożek francuskawy z szynką i fetą

 Uwielbiam ciasto francuskie. Serio, ubóstwiam. Za cholerę mi się go nie chce robić w domu (kto wie jaki upierdliwy jest proces, ten mnie rozumie ;)), ale uwielbiam je ze względu na totalną elastyczność – w ciasto francuskie włożysz i dżem truskawkowy i ogóra kiszonego. I będą smakować tak samo dobrze (byle nie jednocześnie…).

Stąd – dla leniwych, mikro-przepis na szybkie rożki, jak jest akurat 1. w nocy i nie chce nam się gotować czegoś większego. A! Ponieważ uważny czytelnik odgrzebał ostatnio wpis „Nie marnuj„, przypomniałem sobie, że w końcu nie napisałem o białym oszustwie czyli mleku. To jutro, natomiast dziś – rożki. 😉 Dalej…

Tapenada pogromcy wampirów

 Tapenada w tym wydaniu jest dość klasyczna i tak naprawdę stanowi raczej przyczynek do konstruowania innych potraw, niźli samodzielną wyżerkę. Jest mocna, aromatyczna i zatłucze każdego wąpierza w promieniu 10 km. Dlaczego jest dość klasyczna? Bo tru tapenada jest z oliwek i kaparów. Dlaczego tylko „dość”? Ano dlatego, że dodałem prawie ortodoksyjne rzeczy w stylu anchois i czosnku. Ale to i tak w sumie konserwatywne podejście biorąc pod uwagę, że tapenadę robi się i z tuńczykiem, i z majonezem (uch), a także w – jak to nazywam „post kuchni” – praktycznie wszystkim, począwszy od buraków, na gobliniej grasicy skończywszy. Skąd wiem, że gobliny mają grasicę? Nie pytajcie! Dalej…

Śliwki z boczkiem w cieście francuskim

 Klasyka przyjęć z czasów, kiedy słone paluszki w szklance i wódka (też w szklance) przestały być modne. Ciasto francuskie wkroczyło zaś nie tyle na salony, co pod każdą strzechę. Suszone śliwki zaś, no cóż. Inwokujmy jesień. Suszone śliwki kojarzą się nie tylko z pewnym alkoholem, ale i samą jesienną Polską. Z jakimś rago?t, np. późnojesiennym 😉 Ale suszone śliwki to nie tylko megaciężkie gulasze, czy inne tam eintopfy.

Z reguły ta przekąska, która występuje na internecie w pierdyliardzie przepisów, składa się jedynie ze śliwki i plasterka boczku, przebitego wykałaczką, żeby nam się sprawa nie rozwaliła. Tu – pasek tyleż ochronny, co funkcjonalny, złożony z ciasta francuskiego. Do dzieła. Dalej…

Niebezpiecznie klasyczne Calzone

 Calzone z kolei, to takie żarełko które nieodmiennie kojarzy mi się z rodzinnym miastem i tym okresem 19-21. Właśnie kończę szkołę średnią, palimy ze znajomą trawkę w bramach przy Placu Wolności,  a potem – bach! – na żarcie do piekarni „Pod Telegrafem”. Piekarnia ta wyszła z założenia, poniekąd słusznego, że poza tysiącem chlebów, bułek i ciast zrobi coś jeszcze. Był to prawdopodobnie najlepszy ruch biznesowy, jaki można było w naszym zapadłym regionie zrobić. Zaczęli wypuszczać bułki z pieczarkami, półfrancuskie rożki z szynką, rzeczone calzone, pizze oraz wiele innych rzeczy.

Gdy już liceum i palenie trawki w bramach z chichoczącą koleżanką-hipiską gdzieś umknęło w mroki niepamięci, calzone powróciło na stół dopiero przy okazji seminariów magisterskich dra Marcina Preyznera, na które uczęszczałem na 1. roku studiów polonistycznych. Seminarium wyglądało tak, że… Dalej…

Cha Siu Bao (???) mocniejsze niż zwykle

 Będzie troszkę znaczków dzisiaj. Cha Siu Bao (???) to literalnie „bułki z pieczoną wieprzowiną”. Samo baozi (??) to bułka gotowana na parze. Ale! Zaraz zaraz, bo te bao (tak mówią na nie Chińczycy w skrócie) wcale nie muszą być parowane. W przeważającej większości tak się dzieje, jednakże czasem pojawia się ich pieczona wersja (?, kao). I takie też postanowiłem zrobić, bo mnie trochę czas gonił. Dalej…

Panir – przepis podstawowy

 Dum dum dummm! Wreszcie, pierwszy ser. Kto wie, co to jest panir (albo szybko zerknie niżej) zaraz powie – eee, Chimek, zrób Roqueforta! Albo bleu d’Auvergne! Albo Gruyere! A nie będziesz cwaniakował czymś, co ogarniasz w jeden wieczór. No dobra, dobra. Panir to ekstremalnie prosty do wykonania ser, Dalej…

Boczniaki na lazurowym sosie [PL/ENG]

 Wyobraźcie sobie, że przepis będzie dwujęzyczny. To eksperyment, którego zasad pozwolę sobie chwilowo nie tłumaczyć. Do rzeczy. Bardzo lubię boczniaki. Nie potrafię też od jakiegoś czasu żyć bez sosu na bazie sera Lazur, czyli polskiej wersji Roqueforta. Dodajcie dwa i dwa i wychodzi nam pyszne i proste danie w sam raz na leniwe piątkowe popołudnie. Dlaczego akurat na serze pleśniowym? Bo sosów śmietanowych do grzybów jest milion i prędzej czy później dojdziemy do wniosku, że to potwornie nudne. 😉

 

Well, imagine that – this recipe will be in two languages. It’s an experiment and I’m not going to explain why on earth I translated this snack. Ok, let’s get to the point. I just adore pleutoruses. Lately I couldn’t live without a cheese sauce based on „Lazur” cheese either (Lazur is simply a polish version of Roquefort cheese). Add this up and we got nice and easy dish that is perfect for lazy friday afternoon. Why on mould cheese? Well, there are millions of sour cream based sauces. Sooner or later we would find them booooring. 😉 Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...