Kurczak w kurkach, niby letnio, a melancholijnie…

 Jeszcze kurki w domu. Pogoda troszkę jakby upadła na duchu, ale powoli się przejaśnia. Połowa lipca, a mnie gdzieś tak za nogę do jesieni już ciągnie nowe Dead Can Dance. No i – niby lato, a jednak kurki jakoś (w takiej formie) kojarzą mi się z jesienią, ale taką wczesną. Już kończy się wrzesień, może zaczyna październik, bywa że parki miejskie sypią się złotem (i niestety czerwienią od obcych nam dębów). Dalej…

Burrito Fusion ? la Caprese

Cztery języki w tytule – naczy się dziś musowo alterglobalistycznie będzie i w ogóle och ach jejku jej! Dlaczego tak? Burrito, bo zawinięte – fusion, bo kura przyprawiona już całkiem międzynarodowo, a caprese, bo w środku pomidorki, mozarella i bazylia. Jako że przebywam w domku rodzinnym, ogromną zaletą jest ogródek z własnymi ziołami – postanowiłem więc okrasić całość sosem miętowo-bazyliowym.

Niniejszym przepisem debiutuję na Kuchni Cynicznej i mam nadzieję, że uda mi się pokonać wrodzoną niechęć do czynności innych niż spanie, a w konsekwencji częściej kontrybuować mniej lub bardziej wartościowe treści ;> Dalej…

Słoneczny nabój Drake’a

 Kto to jest Drake? Ach, poniższy wpis wymaga w ogóle nieco większej glosy i disclaimera. Otóż nie tak dawno zobaczyłem strasznie fajną inicjatywę wśród nagle rodzącego się fandomu marvelowskiego;), która przejawiała się m.in. w potrawach dedykowanych. Pojawiły się drinki, sałatki, słowem – fajne rzeczy, które wychodzą poza klasyczne gotowanie. Jak wiecie (albo nie wiecie ;)) od lat zajmuję się pisaniem głównie o grach komputerowych. Zatem skoro pojawiły się takie fajne rzeczy w klimatach filmowych, nie mógłbym sobie darować, gdybym nie spróbował po swojemu. Stąd też inspiracja i tak oto pojawia się słoneczny nabój Drake’a. Dalej…

Nuggetsy z kuciaka

 A raczej medaliony, bo nuggetsy, nie ukrywajmy, robione są raczej z MOM, niż pełnowartościowej piersi z przerośniętego brojlera… O ile jednak w znanym nam wszystkim sieciówkach kupicie jakieś podejrzane przemielone świństwo, które z weterynaryjnego punktu widzenia nawet nie jest mięsem, tu na pewno nie spotka was zawód. Historia tych nuggetsów sięga moich pierwszych cateringowych zabaw „trzeba zrobić żarcie dla znajomych”. Jak się okazało, żadne tam tarty, wypasione ciastka czy coś. Lud (nie mój Lud, lud ogólne) żądał kurczaka w panierce… Kiedyś prawie spalili mi dom, jak zaproponowałem suflet. No to co zrobić? Dalej…

Überfusion tortilla z plot twistem

 Plot twist pojawia się od razu. W tej tortilli, na którą przepis zaraz przeczytacie, nie ma nic dziwnego poza moim chwilowym obłędem kulinarnym. Czego tu nie ma – za sos robi coś a la tzatziki, farsz to kurczak w fajnej marynacie, papryka, pieczarki i cebule. Do tego jajko na twardo pokrojone „ósemki” i żółty ser. Ale nie o to chodzi. Ten wpis to takie preludium do megapoważnego tematu, którym zajmę się w jednej z następnych not. W skrócie: samowystarczalność. To przerażające (ale i fascynujące zarazem) jak kurewsko drogie są pszenne tortille w sklepie (od 8 do nawet 20 zł za 5-6 placków), a jak łatwo je wykonać. Także możecie spokojnie olać farsz, ale jeśli tylko macie patelnię z nie zdartym jeszcze teflonem, gorąco namawiam was do robienia własnych tortilli. Zajmuje to czasu tyle co nic, kosztuje 10x mniej, zaś radość – niewymierzalna i bezcenna. Zapraszam! Dalej…

Biryani lekko płonie

 Strasznie polubiłem kuchnię indyjską. Może to dlatego, że nie jest europejska, w sensie – nie ma zestawu przykazów, nakazów, tego nie wolno, tamto musisz itp. O ile w Europie generalnie panuje ceremonializm, o tyle Indie to taka nebula, albo raczej rzeka – płyniesz, gdzie zaniesie. Gdy tylko się człowiek nauczy podstaw (czyli np. prażenia, robienia różnych mieszanek itp.), nagle okazuje się że otwiera się przed nami świat przypraw taki, że aż się smutno robi, jak wracamy do Europy.;) Nie bez powodu ludzie się mordowali po to, by przepuszczać przez palce zagraniczne „spajsy”. Jako pierwszą rzecz co prawda nie wybierałem czegoś, co u indyjskich wirtuozów składa się z 200 smaków, ale dość prostą wersję biryani, taką bardziej ostrzejszą niż łagodną. Jak się niestety okazało – za ostrą dla testerki (zatem większość zjadłem sam ^^”). Dalej…

Medaliony indycze w gruszkach i sosie serowym

To jest danie z kategorii „nawet kawaler nie będzie miał problemu”. 😉 Potrzeba niewiele, robimy szybciutko, filozofia w tym żadna, a zatem… Do dzieła! Dalej…

Kurczak belgradzki

 Kurczak zwie się belgradzkim nie dlatego, że z Serbii, lecz z tego prostego powodu, że jest to pewna daleka reminiscencja kurczaka jakiego zdarzało mi się jadać w wybornej restauracji na warszawskim Natolinie – „Mały Belgrad”. Danie to jest dość proste do zrobienia poza wiadomą smutną koniecznością spinania piersi. Mnie spinanie wkurza zawsze, albowiem zamiast wreszcie kupić długi „patyk” 😉 do mięs, ciągle bawię się mikroskopijnymi wykałaczkami. Ale… Do dzieła! Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...