O ćwikle rejowej i kulinariach historycznych słów świątecznie kilka

 Z Mikołajem Rejem jest podobnie jak z wieloma klasykami literatury – wszyscy znają, nikt nie czytał. A co gorsza, Rej pojawia się w programie szkolnym, więc możemy być pewni że jest odpowiednio zarżnięty i wykastrowany (podobnie jak Mickiewicz, Słowacki, oraz np. Gombrowicz, który wielkim pisarzem był). Dopóki ktoś sam nie jest zainteresowany tym dawnym polskim literatem, widzi nam się obrazek dość smutny – prostak, cham, a najlepiej w ogóle potworny grubianin piszący sprośne „Figliki”. Jak to się ma do tego, że Rej brylował na polskim dworze i „znał wszystkich z branży”, był gruntownie wykształconym ewangelickim myślicielem, jak jako pierwszy na grunt polski przeniósł trudną formę emblematów – można się domyślić. Osobiście dla mnie jest zastanawiające, jakim cudem nauczycielom zdarza się puszczać głodne kawałki o prostocie Reja w kontekście niebywałego artyzmu Kochanowskiego. The horror, powiedziałby Kurtz (nie ujmując nic Panu Janowi). O tym, że się za dużo Reja nie robi, to wiadomo. Ale naprawdę tak czysto zdroworozsądkowo – gość który pomiędzy chrzanik a śliweczkę wrzuca Arystotelesa jest prostakiem? Dalej…

Elegia na grzane wino

Z elegią jest ten problem, że – jak 99% rzeczy – jest idealnie zarzynana w liceum, głównie przez omawianie Baczyńskiego. A w okolicach czasów, kiedy mazano po murach „Romanes eunt domus” elegie były tematycznie nie tylko epitafiami, ale pojawiały się związane też i z miłością, i – co dla nas smaczniejsze, z erotyką. Przy okazji grzańca będziemy się zatem trzymać tradycji antycznej. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...