Mince&Tatties czyli odrobina Szkocji na Mokotowie

 Jakoś podczas przeglądania fejsbukowych albumów ze zdjęciami trafiłem na ten z naszej wycieczki do znajomych w Edynburgu. Język mi momentalnie do tyłka uciekł, jak sobie przypomniałem Glenfiddicha 18yo, haddock&chips z „jes jest vinegar jes” niewyobrażalną ilością octu oraz naturalnie haggisa. Co prawda ze zrobieniem w Polsce haggisa byłby mały problem, ale pomyślałem – a, poszukam czegoś bardziej szkockiego niż angielskiego (Anglicy jak wiadomo, w przeciwieństwie do Szkotów, nie mają duszy :P). Po nieco przydługim dywagowaniu nad tymi i owymi daniami w końcu stwierdziłem, że zaraz mi sklep zamkną, zatem wystarczy mince&tatties, a właściwie mince&chips, bo Lud się zbuntował i chciał frytki koniecznie zamiast tatties, czyli tłuczonych ziemniaków. No to co to jest to mince? A-a-a… Już tłumaczę. Dalej…

Ragu alla bolognese, po prostu

Niedawno mieliśmy taką małą dyskusję na temat sosu bolońskiego (przez moment wymieszanego ze spaghetti alla bolognese). Sprawiła owa wymiana zdań, że ruszyłem dupę do gugla, spędziłem w nim jakieś 4-5 minut i wróciłem do was z przepisem na tradycyjne rag? prosto z Bolonii. Do dzieła. Dalej…

Danie chińskawe, czyli światłowód z rozmaitościami

Na początek anegdotka. Ponieważ szykuję się na zrobienie (wreszcie!) jakichś studiów i jakoś tak wyszło, że trzeba będzie próbować do Poznania na Sinologię, to i pomyślałem sobie, że się doszkolę (gdyby jednak była rozmowa) z dwóch rzeczy, o które chciałbym żeby pytali: filozofii i kuchni. Z pierwszą łatwo, bo kiedyś studiowałem, a druga… O, tu robi się ciekawie. Otóż mam aktualnie „na tapecie” starą komunistyczną książkę o kuchni chińskiej gdzie pani wyjaśnia plebsowi m.in. że „kalmar to zwierzątko morskie”. Zabawnie czyta się rzecz z czasów kiedy nie kalmary a srajtaśma była dobrem luksusowym. Ale ad rem – otóż pani rzeczona wspomina tam o czymś co się wg niej nazywa „glutasól”, czyli glutaminian sodu ekstrahowany z białek zboża, kukurydzy czy soi. Z radością wspomina, że wynaleziono metodę syntetyzowania glutaminianu sodu, co sprawi że będzie tańszy. O tempora! Gdyby kobieta wiedziała co się będzie działo kilkadziesiąt lat później! No i teraz moi drodzy, to między bajki można włożyć te legendy o Chińczykach (?!) ze Stadionu X-Lecia, którzy jak robili dla swoich to nie sypali glutaminianu… To jest integralny element tej kuchni. Dalej…

Chimkowa zupa gulaszowa

Bogracz, który chciałem ostatnio przygotować oczywiście, wedle prawideł magii kuchennej, okazał się czymś nieco innym. Na początku mała dawka kontekstu – bogracz to tak naprawdę wcale nie nazwa węgierskiej zupy gulaszowej, ale kotła w którym pasterze ową zupę, wśród wielu innych potraw, przyrządzali. Zupa gulaszowa rodem z Węgier zwie się po prostu gulyás. Oczywiście nie byłem na świeżym powietrzu, gdzie w tradycyjnym, emaliowanym bogrács ugotowałem ową zupę dla mojej Keiry. Siedziałem ja sobie w nieco za bardzo kameralnej kuchni w mieszkanku i zaklinałem owo danie. Naturalnie wyszło mi coś nieco innego, co niniejszym prezentuję. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...