Überfusion tortilla z plot twistem

 Plot twist pojawia się od razu. W tej tortilli, na którą przepis zaraz przeczytacie, nie ma nic dziwnego poza moim chwilowym obłędem kulinarnym. Czego tu nie ma – za sos robi coś a la tzatziki, farsz to kurczak w fajnej marynacie, papryka, pieczarki i cebule. Do tego jajko na twardo pokrojone „ósemki” i żółty ser. Ale nie o to chodzi. Ten wpis to takie preludium do megapoważnego tematu, którym zajmę się w jednej z następnych not. W skrócie: samowystarczalność. To przerażające (ale i fascynujące zarazem) jak kurewsko drogie są pszenne tortille w sklepie (od 8 do nawet 20 zł za 5-6 placków), a jak łatwo je wykonać. Także możecie spokojnie olać farsz, ale jeśli tylko macie patelnię z nie zdartym jeszcze teflonem, gorąco namawiam was do robienia własnych tortilli. Zajmuje to czasu tyle co nic, kosztuje 10x mniej, zaś radość – niewymierzalna i bezcenna. Zapraszam! Dalej…

Dyskretny komuny czar, czyli mortadela power

 Skojarzenia to straszna rzecz. W ramach „blogi treści” dzięki Durszlakowi odkryłem fenomenalnego bloga Trzy Posiłki Dziennie. Podobnie do linkowanej wcześniej (i w bocznym panelu) Kuchni pod Wulkanem, blog to samo mięcho i treściwe wpisy. Smaczku dodaje fakt, że autor skupia się głównie na kuchni azjatyckiej i to czasem potrawach, które zawstydziłyby te kurze macice i prażone pszczoły rodem z Tajwanu. Jeśli zatem ogarniacie, że tzw. Chinol to kuchnia z Wietnamu, nie boicie się różnych dziwactw, jesteście wkręceni w takie kulinaria (regiony, albo nawet jak ja spędziliście kilka sekund na sinologii :P), szczerze polecam. A jaki to ma związek? Ano taki, że najnowszy przepis zawiera w sobie kurze łapki, czyli znane nam (?) z dzieciństwa „rapy”. To momentalnie otworzyło mi klapkę w mózgu pt. magia mortadeli. Dig in! Dalej…

Cezar podwędzon

 Z sałatką „Cezar” jest podobnie jak z pierdyliardem innych dań – wiele wariacji, nikt prawie nie pamięta skąd się toto wzięło i czemu w pierwotnym przepisie nie ma tylu pyszności. Ot, ewolucje kuchenne. Dzisiaj proponuję Cezara już zmodyfikowanego, ale zaraz się dowiecie skąd pochodzi Cezar i dlaczego w tagach jest jednocześnie kuchnia amerykańska, meksykańska i włoska. 😉 Dalej…

Dipologia stosowana

Kolega pytał mnie kiedyś jak robię sosiki, dipy, maczanki wszelakie. Otóż nie wiem, poważnie. Dipy, tarty, quiche i setki innych produktów przygotowuję w duchu zen – na daną chwilę. Ale może chociaż chwilkę sobie o tym pogaworzymy, co by nie skończyć notki już na leadzie.

No to jak z dipami jest? Dalej…

Camembertowa kolacyjka

camembert smażonyBo my generalnie to jemy zdrowo i smacznie i dietetycznie. Dlatego też regularnie zdarza nam się na kolację załatwić sobie trochę tzw. łódeczek oraz panierowany camembert. Nie ma co ukrywać, że takie mało kaloryczne i leciutkie danie w okolicach godziny 23 dobrze wpływa na wieczorny nastrój (bo przecież noc dopiero się zaczyna).
Dalej…

Grzanki Belzebuba

Z grzankami lucyferiańskimi (zwanymi też od św. Belzebuba) jest ten problem, że bez alkoholu nie rozbieriosz. Brońcie bogowie wysokoprocentowy – są idealne pod mocniejsze, słodkie piwo, albo miód – ale trójniak jest ostatecznością, bo już zalatuje sikami. Dwójniak, miły, lepki, niemal gęsty na języku – to je ono! Dalej…

Jajeczna palimorda

Lubię pikantne potrawy. Nie takie, po których tracimy smak na trzy tygodnie, ale takie które sprawiają, że czasem spoci nam się ta dolna część pleców.

Do domu wróciłem dziś deczko przemarznięty i (jakkolwiek zimno lubię, są pewne granice) postanowiłem nieco oszukać receptory we flakach, a przy okazji nie chciało mi się o 23 stać za długo nad Rondlem. 😉 Stąd – ekstremalnie prosta rzecz, czyli pasta jajeczna. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...