Überfusion tortilla z plot twistem

 Plot twist pojawia się od razu. W tej tortilli, na którą przepis zaraz przeczytacie, nie ma nic dziwnego poza moim chwilowym obłędem kulinarnym. Czego tu nie ma – za sos robi coś a la tzatziki, farsz to kurczak w fajnej marynacie, papryka, pieczarki i cebule. Do tego jajko na twardo pokrojone „ósemki” i żółty ser. Ale nie o to chodzi. Ten wpis to takie preludium do megapoważnego tematu, którym zajmę się w jednej z następnych not. W skrócie: samowystarczalność. To przerażające (ale i fascynujące zarazem) jak kurewsko drogie są pszenne tortille w sklepie (od 8 do nawet 20 zł za 5-6 placków), a jak łatwo je wykonać. Także możecie spokojnie olać farsz, ale jeśli tylko macie patelnię z nie zdartym jeszcze teflonem, gorąco namawiam was do robienia własnych tortilli. Zajmuje to czasu tyle co nic, kosztuje 10x mniej, zaś radość – niewymierzalna i bezcenna. Zapraszam! Dalej…

Kremówki LGBT

 Haha, tego się (poza moimi fejsowymi znajomymi) nie spodziewaliście? Otóż geneza nazwy, to znaczy – tego „LGBT” jest taka sama jak geneza tzw. kremówek „Papieskich” (tzn. jest to marketingowy spin). Otóż szef Kościoła Rzymskokatolickiego w 1999 roku, na pielgrzymce będąc palnął jakoby uwielbiał kremówki, które podczas matury żarł z kolegami z Wadowic. Machina marketingowa ruszyła, a sądząc po nieco tajemniczym uśmieszku szefa KRK, ludzie zaczęli dodawać do kremu budyniowego alkohol. Nikt nie wspomniał ani słowem, że cukiernia do której chadzał Jan Paweł II (formerly known as Karol Wojtyła) już dawno nie istnieje, a tajemnej receptury wadowickiego cukiernika nie zna nikt. Co tam. Dlatego też nazwanie kremówki „Papieską” jest tak samo adekwatne jak nazwanie jej „LGBT”. Pomysł podsunął mi mój filologiczny przyjaciel – dwie warstwy kremów odnoszą się do Human Rights Campaign. Myślę, że jest to wystarczająco zabawne, zatem – do dzieła! Dalej…

Stroganow na sterydach

 Boeuf Stroganow to danie z tej smutnej kategorii „wielkich kłótni”, do której należą i żurek i pasta carbonara. Gdzie nie spojrzeć każdy ma jedyną i słuszną wersję Stroganowa, choć nikt nie potrafi dobrze zapisać czy w ogóle imaginować skąd taka a nie inna nazwa. Strogonow, Stroganoff, Strogonoff, no żesz kurde bladź. Do tego bitwy z uporem godnym wyższej sprawy nad tym czy powinny być w środku ogóry kiszone, keczup, a może cebula. Pieczarki czy leśne grzyby. Kosmos jakiś. Zatem – dzisiaj mój osobisty przepis na Stroganowa, a przy okazji chwilka z historią. Dalej…

Dipologia stosowana

Kolega pytał mnie kiedyś jak robię sosiki, dipy, maczanki wszelakie. Otóż nie wiem, poważnie. Dipy, tarty, quiche i setki innych produktów przygotowuję w duchu zen – na daną chwilę. Ale może chociaż chwilkę sobie o tym pogaworzymy, co by nie skończyć notki już na leadzie.

No to jak z dipami jest? Dalej…

Neapolitanka

 Szczerze? Neapolitanka jest wyrazem najwyższego lenistwa, a przy okazji hołdem ku wszelkim szpitalom którejś tam eRPe. To zupa niezwykle prosta do zrobienia, praktycznie niemożliwe jest żeby się ją zepsuło. Najważniejsze jednak, że przy tym minimalnym nakładzie pracy smakuje cholernie dobrze. Zatem, leniwi cynicy – do dzieła!
Dalej…

Żurek od Chimka

 Z żurkiem sprawa ma się podobnie do opisywanego przeze mnie kiedyś spaghetti carbonara. W każdym domu robi się go inaczej, w dodatku czasem występują różnice i pomyłki regionalne, bowiem podobne do żuru są także i barszcz biały i zalewajka (o tym indziej ;)). Dzisiaj zatem żurek przekazany mi przez rodziców i babcię, odpowiednio dostosowany pod moje potrzeby. Dalej…

Mielony w śmietanie i grzybkach

 Nie jest tajemnicą, że moja druga połowa ubóstwia sos grzybowo-śmietanowy, pieczarkowo-śmietanowy czy po prostu śmietanowy. Ja również mam słabość do perwersyjnych ilości śmietany 18% (najlepiej Piątnicy). Stąd, proste i szybkie danko do zrobienia na luźny obiad. Dalej…

Musaka, czyli „proste a dziwi”

 Musaka to przykład dania, które pokazuje jak kuchnia ochoczo przyjmuje wszelkie działania militarne, zmiany terytorialne czy tę niebywałą zdolność ludzi do mordowania innych z własnego gatunku. Gdy pojedziemy do Grecji – musaka. Gdy wpadniemy do Serbii czy Bułgarii – musaka. To może Turcja? Musaka. Prawda jest taka, że gdyby pod Wiedniem Jan III Sobieski nie spuścił łomotu Turkom zatrzymując tym samym ich europejski walec, kto wie – może dzisiaj też byśmy mówili, że musaka to nasza narodowa potrawa. No, ale dość tego gadania o historii, bo się głodny robię. Zatem – do dzieła! Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...