Paszteciki „fuck yeah!”

 One są Fuck Yeah, bo mimo wielu różnych perturbacji wyszły mi znakomicie. Ciasto drożdżowe, ale inne i bardziej upierdliwe niż zwykle. W ogóle – makabra takie paszteciki. Jestem pełen podziwu dla tych gospodyń, które np. na wigilię Bożego Narodzenia robią coś takiego. Na szczęście nie jestem chrześcijaninem, więc mi to lotto, ale szacun, serio, szacun. Gdy wam przyjdzie ochota zrobić takie paszteciki, zaręczam – kilka godzin z życiorysu zniknie. Myślałem, że to chwila, a tu siurpryza. Ale – przejdźmy do rzeczy, bo tu nie ma co za bardzo się rozwodzić nad moją kiepską organizacją zadań (poza pasztecikami miałem też zrobić lecsó i wysprzątać tzw. obejście ;)). Dalej…

Kremówki LGBT

 Haha, tego się (poza moimi fejsowymi znajomymi) nie spodziewaliście? Otóż geneza nazwy, to znaczy – tego „LGBT” jest taka sama jak geneza tzw. kremówek „Papieskich” (tzn. jest to marketingowy spin). Otóż szef Kościoła Rzymskokatolickiego w 1999 roku, na pielgrzymce będąc palnął jakoby uwielbiał kremówki, które podczas matury żarł z kolegami z Wadowic. Machina marketingowa ruszyła, a sądząc po nieco tajemniczym uśmieszku szefa KRK, ludzie zaczęli dodawać do kremu budyniowego alkohol. Nikt nie wspomniał ani słowem, że cukiernia do której chadzał Jan Paweł II (formerly known as Karol Wojtyła) już dawno nie istnieje, a tajemnej receptury wadowickiego cukiernika nie zna nikt. Co tam. Dlatego też nazwanie kremówki „Papieską” jest tak samo adekwatne jak nazwanie jej „LGBT”. Pomysł podsunął mi mój filologiczny przyjaciel – dwie warstwy kremów odnoszą się do Human Rights Campaign. Myślę, że jest to wystarczająco zabawne, zatem – do dzieła! Dalej…

Biała kiełbasa w piwku, czyli uczta mięsożerców

 Gdy na horyzoncie ukazuje się jakiś wrogi batalion wegan, robimy to proste żarełko. Sama Lud stwierdziła, że to jest taka uczta mięsożercy. Kiełbacha, boczek, słonina, kluchy. No masakra. Od jutra przechodzę na dietę, a tymczasem… Dalej…

Dyskretny komuny czar, czyli mortadela power

 Skojarzenia to straszna rzecz. W ramach „blogi treści” dzięki Durszlakowi odkryłem fenomenalnego bloga Trzy Posiłki Dziennie. Podobnie do linkowanej wcześniej (i w bocznym panelu) Kuchni pod Wulkanem, blog to samo mięcho i treściwe wpisy. Smaczku dodaje fakt, że autor skupia się głównie na kuchni azjatyckiej i to czasem potrawach, które zawstydziłyby te kurze macice i prażone pszczoły rodem z Tajwanu. Jeśli zatem ogarniacie, że tzw. Chinol to kuchnia z Wietnamu, nie boicie się różnych dziwactw, jesteście wkręceni w takie kulinaria (regiony, albo nawet jak ja spędziliście kilka sekund na sinologii :P), szczerze polecam. A jaki to ma związek? Ano taki, że najnowszy przepis zawiera w sobie kurze łapki, czyli znane nam (?) z dzieciństwa „rapy”. To momentalnie otworzyło mi klapkę w mózgu pt. magia mortadeli. Dig in! Dalej…

Zdziczały królik

 Glosa. Właścicielka nowego mieszkania, które wynajmujem zostawiła w zamrażarce polędwiczki królicze. Zapytana, co z nimi, stwierdziła, że ona nie mogła by zjeść zamordowanego zwierzęcia, więc możemy sobie mięsko wziąć. Niżej podpisany starał się ukryć wyszczerz i od razu zaczął kombinować co by tu można z tego królika zmontować. Z dzieciństwa królik kojarzył mi się niestety nieciekawie – niewiele mięsa na nodze, a jak już to jakieś takie łykowate i ohydne. Chciałem też, zobaczywszy MEGA zająca w kabackim lesie, żeby ten królik był bardziej „na dziko”. Z pomocą przyszła niezawodna strona państwa Adamczewskich. Kto czytuje „Politykę”, ten wie o co chodzi. Stąd, królik na dziko wg tamtego przepisu. Podaję źródło, bo tym razem naprawdę niewiele zmieniłem. Dalej…

Żurek od Chimka

 Z żurkiem sprawa ma się podobnie do opisywanego przeze mnie kiedyś spaghetti carbonara. W każdym domu robi się go inaczej, w dodatku czasem występują różnice i pomyłki regionalne, bowiem podobne do żuru są także i barszcz biały i zalewajka (o tym indziej ;)). Dzisiaj zatem żurek przekazany mi przez rodziców i babcię, odpowiednio dostosowany pod moje potrzeby. Dalej…

Wątrobiana transcendencja

 Jedyna rzecz, jaką ciężko mi jest zrozumieć, to nienawiść ludu do wątróbki. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć jakieś odium w kierunku nerek czy żołądków albo serc, to o tyle kurza wątróbka jest towarem naprawdę niezłym. Nabrałem na nią strasznej ochoty, zatem po szybkich zakupach powstała pijana wątróbka. Danie jest prawie wegańskie, bo poza wszelakimi mięsnymi pysznościami zawiera też cebulę. Prawie wegańskie, a przy tym tradycyjne, no to jak tu nie spróbować! 😉 Dalej…

Mielony w śmietanie i grzybkach

 Nie jest tajemnicą, że moja druga połowa ubóstwia sos grzybowo-śmietanowy, pieczarkowo-śmietanowy czy po prostu śmietanowy. Ja również mam słabość do perwersyjnych ilości śmietany 18% (najlepiej Piątnicy). Stąd, proste i szybkie danko do zrobienia na luźny obiad. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...