Czajnizu prawie klasiku

 Tak, wiem, tytuł głupiutki, ale od lat bawi mnie przymus dokładania samogłoski do sylaby w „uzachodniowianiu” słów. Żarełko proste, szybkie i napychające jak cholera. Oczywiście mógłbym to nazwać, nie wiem, „brązowy makaron ryżowy z kurczakiem, papryką, porem, pędami bambusa i sezamem”, i jeszcze inwersję przywalić, no ale błagam. Błagam. Dalej…

Negi Chikin – czyli por z kurczakiem

Nie uwierzę, że nikt oprócz mnie – lubiący zupy czy nie – nie pamięta odwiecznej zgrozy: PORA W ZUPIE. Długich, wstrętnych nitek, które trzeba było wygrzebywać i pomniejszych związanych z tym jedzeniowych tortur. Z drugiej strony za tego młodszego młodu byłem straszliwie wybrednym niejadkiem, więc może tylko mi to przeszkadzało. Dalej…

Porowata wieprzowina Chow Mein (??)

 Danie z cyklu „o rety, co tu zrobić”. Składniki wymyślone na poczekaniu, tak samo marynata. Do tego nieśmiertelne chow mein wzięte z chińskich zupek i w tle – zwracam uwagę – dostojny Józek. Danie z gruntu należy do tzw. kuchni chińskawej i smakuje dobrze jak cholera.

Od razu też uprzedzam, tak, nie użyłem tym razem skrobi/mąki kukurydzianej. Nie miałem ochoty na paćkanie w sosie, a tylko aromatycznego wieprzka plus lekko tylko podsmażony makaron. Do tego por, grzyby i jazda. Dalej…

Cha Siu Bao (???) mocniejsze niż zwykle

 Będzie troszkę znaczków dzisiaj. Cha Siu Bao (???) to literalnie „bułki z pieczoną wieprzowiną”. Samo baozi (??) to bułka gotowana na parze. Ale! Zaraz zaraz, bo te bao (tak mówią na nie Chińczycy w skrócie) wcale nie muszą być parowane. W przeważającej większości tak się dzieje, jednakże czasem pojawia się ich pieczona wersja (?, kao). I takie też postanowiłem zrobić, bo mnie trochę czas gonił. Dalej…

Ginger beef (???), niby chińskie ale globalne

 Najzabawniejszą rzeczą w tzw. ginger beef czyli wołowinie z imbirem jest to, że choć powstała w Chinach, aktualnie – obok poutine i wszelakich pierogów – uznawana jest za niemal danie narodowe Kanadyjczyków. Nikt już nie traktowałby poważnie jakiegoś Chińczka, który chciałby udowodnić jakiej proweniencji jest ta potrawa. Ale nie szkodzi! Jest to żarełko wybitnie proste, choć równie łatwo jest je zepsuć, jeśli nie przypilnujemy naszej patelni lub woka. Imbirowa wołowina nadaje się zarówno na wieczorek z tysiącem miseczek, jak też i samodzielne danie, np. z ryżem i jakąś surówką. Ma także wiele odmian – i z warzywami, zanurzana w cieniutkim cieście, bardziej na sucho, z dużą ilością sosu, etc. etc. Tu prezentuję najprostszą, bez warzywnych dodatków i sosu (na occie jabłkowym), bardziej jako „pogryzadło” niż osobne danie. Ostatnio robiłem ją w ramach tzw. wieczoru bluźnierców, o którym opowiem wam już niebawem (opowiem opowiem w sensie realnym, bo albo tylko z użyciem głosu, albo wideo – tylko jeszcze nie mogę się zdecydować ;)). Było tam trochę innych rzeczy, dlatego tu miseczka jest z samym mięsem. Podaję zatem przepis na samą wołowinę, bo kluczem jak zawsze jest odpowiednia marynata. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...