Sałatka serbska / Serbian salad

 Serbia kojarzy mi się wyłącznie dobrze, aczkolwiek ekstremalnie. Serbska restauracja w Warszawie „Mały Belgrad” serwuje pyszne jedzenie, a i w ogromnych porcjach. Dwie poznane studentki także stanowią pewne ekstremum. 😉 Do tego dochodzi naturalnie „Srpski Film”, o którym nie ma co mówić, bo trzeba go obejrzeć. No i te wszystkie pleskawice i tak dalej… Dzisiaj do tego dojdzie o dziwo nie aż tak ekstremalne danie, czyli sałatka serbska. Strasznie prosta, ale przy okazji niezwykle smaczna.

 

I think of extremes everytime I think of Serbia. There is serbian restaurant in Warsaw, „Mały Belgrad”. The food there is great and of gargantuan volume. Two serbian girls I met during studies are also hmm… extremal. 😉 And then there’s „Srpski Film”, a movie that needs to be watched, not talked about. And of course all these dishes – pleskavica and so on… Today on the contrary we aren’t going into the land of extremes. Serbian Salad then – very simple to make , tastes great, that should do the trick. 😉 Dalej…

Kurczak belgradzki

 Kurczak zwie się belgradzkim nie dlatego, że z Serbii, lecz z tego prostego powodu, że jest to pewna daleka reminiscencja kurczaka jakiego zdarzało mi się jadać w wybornej restauracji na warszawskim Natolinie – „Mały Belgrad”. Danie to jest dość proste do zrobienia poza wiadomą smutną koniecznością spinania piersi. Mnie spinanie wkurza zawsze, albowiem zamiast wreszcie kupić długi „patyk” 😉 do mięs, ciągle bawię się mikroskopijnymi wykałaczkami. Ale… Do dzieła! Dalej…

W Warszawie, ale jednak Belgrad

 Wreszcie się zebrałem, powiem wam, a trwało to chyba z pół roku, aby opisać moje refleksje po wizytach w restauracji „Mały Belgrad”. Jest to opowieść w pewnym sensie kameralna, jak i samo miejsce na warszawskim Natolinie. Ale za to kraina smaku, w którą się dzisiaj wybierzemy, jest wyjątkowo unikalna i gdy raz już zajdziemy do „Małego Belgradu”, gwarantuję wam – nigdy tej wizyty nie zapomnicie. Zapraszam. Dalej…

Musaka, czyli „proste a dziwi”

 Musaka to przykład dania, które pokazuje jak kuchnia ochoczo przyjmuje wszelkie działania militarne, zmiany terytorialne czy tę niebywałą zdolność ludzi do mordowania innych z własnego gatunku. Gdy pojedziemy do Grecji – musaka. Gdy wpadniemy do Serbii czy Bułgarii – musaka. To może Turcja? Musaka. Prawda jest taka, że gdyby pod Wiedniem Jan III Sobieski nie spuścił łomotu Turkom zatrzymując tym samym ich europejski walec, kto wie – może dzisiaj też byśmy mówili, że musaka to nasza narodowa potrawa. No, ale dość tego gadania o historii, bo się głodny robię. Zatem – do dzieła! Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...