Sztuka ironii, czyli co nieco o żarciu z torebki

 To nie będzie jakiś mocno zakrojony artykuł. Ot, mały zarys, żeby chwilowo odpocząć od XVI wieku i wgapiania się w różne dziwne łacińskie potworki. Cóż to jest kostka bulionowa, każdy wie. Tak samo jak wszelkie imitatory zup, sosów, wszelakie fiksy i tak dalej. Nie ukrywajmy, że nawet kulinarna blogosfera, która tak się szczyci niepokornością, brzmi wręcz od mniej lub bardziej nachalnych reklam takiej czy innej formy żarcia  w proszku. Oczywiście drugą stroną medalu są moi ukochani histerycy, którzy mylą benzoesan z glutaminianem, wyją z bólu jak zobaczą cukier kryształ i generalnie rzecz biorąc są dość mocno oderwani od rzeczywistości.
Dalej…

Stroganow na sterydach

 Boeuf Stroganow to danie z tej smutnej kategorii „wielkich kłótni”, do której należą i żurek i pasta carbonara. Gdzie nie spojrzeć każdy ma jedyną i słuszną wersję Stroganowa, choć nikt nie potrafi dobrze zapisać czy w ogóle imaginować skąd taka a nie inna nazwa. Strogonow, Stroganoff, Strogonoff, no żesz kurde bladź. Do tego bitwy z uporem godnym wyższej sprawy nad tym czy powinny być w środku ogóry kiszone, keczup, a może cebula. Pieczarki czy leśne grzyby. Kosmos jakiś. Zatem – dzisiaj mój osobisty przepis na Stroganowa, a przy okazji chwilka z historią. Dalej…

Neapolitanka

 Szczerze? Neapolitanka jest wyrazem najwyższego lenistwa, a przy okazji hołdem ku wszelkim szpitalom którejś tam eRPe. To zupa niezwykle prosta do zrobienia, praktycznie niemożliwe jest żeby się ją zepsuło. Najważniejsze jednak, że przy tym minimalnym nakładzie pracy smakuje cholernie dobrze. Zatem, leniwi cynicy – do dzieła!
Dalej…

Rago?t późnojesienne

 Co to jest rago?t? Perwersyjnie rzecz ujmując gulasz, tylko inaczej nazwany. To taka klasyka z kuchni francuskiej, bierem mięcho, kroim w kostkę, dusim długo w niedużej ilości bulionu czy wody, a potem łycha i jazda. Przepis na to konkretne rago?t w nieco innej formie znalazłem w ostatniej „Kuchni” i strasznie mi się spodobał. To jest ten typ potrawy, dzięki któremu kubki smakowe wręcz wyją jaka to już późna jesień. Dlatego zamiast tandetnego tytułu rodem z „Kuchni” mamy późnojesienne. Takie prawie na Yule. Dalej…

Żurek od Chimka

 Z żurkiem sprawa ma się podobnie do opisywanego przeze mnie kiedyś spaghetti carbonara. W każdym domu robi się go inaczej, w dodatku czasem występują różnice i pomyłki regionalne, bowiem podobne do żuru są także i barszcz biały i zalewajka (o tym indziej ;)). Dzisiaj zatem żurek przekazany mi przez rodziców i babcię, odpowiednio dostosowany pod moje potrzeby. Dalej…

Mielony w śmietanie i grzybkach

 Nie jest tajemnicą, że moja druga połowa ubóstwia sos grzybowo-śmietanowy, pieczarkowo-śmietanowy czy po prostu śmietanowy. Ja również mam słabość do perwersyjnych ilości śmietany 18% (najlepiej Piątnicy). Stąd, proste i szybkie danko do zrobienia na luźny obiad. Dalej…

Grzyby w śmietanie „na hardkora”

Kobieta mówi: Przywiozłam podgrzybki, błagam zróbmy coś.
Ja: no to może jakąś sztukę mięska, z grzybkami w śmietanie?
Kobieta: Nie, bo ja chcę je celebrować.
Ja: to może jakieś fantazyjne bułeczki z nadzieniem?
Kobieta: Nie! Celebrować!
Ja: A zupkę?
Kobieta: NIE!
Ja: No to kuźwa ci po prostu na śmietanie uduszę i idź se w cholerę z takim gotowaniem.:P

I takim oto sposobem prezentujemy grzyby w śmietanie na hardkora. Dalej…

Placki Leśniczego

Generalnie rzecz biorąc z plackami ziemniaczanymi można zrobić niemal wszystko. Autor postanowił zrobić kolejną modyfikację bazowego przepisu i wyszło całkiem nieźle, jeśli wierzyć świadkom. Autor zwraca też uwagę na to, że są to placki leśniczego, a nie z leśniczego. Dalej…

Danie chińskawe, czyli światłowód z rozmaitościami

Na początek anegdotka. Ponieważ szykuję się na zrobienie (wreszcie!) jakichś studiów i jakoś tak wyszło, że trzeba będzie próbować do Poznania na Sinologię, to i pomyślałem sobie, że się doszkolę (gdyby jednak była rozmowa) z dwóch rzeczy, o które chciałbym żeby pytali: filozofii i kuchni. Z pierwszą łatwo, bo kiedyś studiowałem, a druga… O, tu robi się ciekawie. Otóż mam aktualnie „na tapecie” starą komunistyczną książkę o kuchni chińskiej gdzie pani wyjaśnia plebsowi m.in. że „kalmar to zwierzątko morskie”. Zabawnie czyta się rzecz z czasów kiedy nie kalmary a srajtaśma była dobrem luksusowym. Ale ad rem – otóż pani rzeczona wspomina tam o czymś co się wg niej nazywa „glutasól”, czyli glutaminian sodu ekstrahowany z białek zboża, kukurydzy czy soi. Z radością wspomina, że wynaleziono metodę syntetyzowania glutaminianu sodu, co sprawi że będzie tańszy. O tempora! Gdyby kobieta wiedziała co się będzie działo kilkadziesiąt lat później! No i teraz moi drodzy, to między bajki można włożyć te legendy o Chińczykach (?!) ze Stadionu X-Lecia, którzy jak robili dla swoich to nie sypali glutaminianu… To jest integralny element tej kuchni. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...