Niebezpiecznie klasyczne Calzone

 Calzone z kolei, to takie żarełko które nieodmiennie kojarzy mi się z rodzinnym miastem i tym okresem 19-21. Właśnie kończę szkołę średnią, palimy ze znajomą trawkę w bramach przy Placu Wolności,  a potem – bach! – na żarcie do piekarni „Pod Telegrafem”. Piekarnia ta wyszła z założenia, poniekąd słusznego, że poza tysiącem chlebów, bułek i ciast zrobi coś jeszcze. Był to prawdopodobnie najlepszy ruch biznesowy, jaki można było w naszym zapadłym regionie zrobić. Zaczęli wypuszczać bułki z pieczarkami, półfrancuskie rożki z szynką, rzeczone calzone, pizze oraz wiele innych rzeczy.

Gdy już liceum i palenie trawki w bramach z chichoczącą koleżanką-hipiską gdzieś umknęło w mroki niepamięci, calzone powróciło na stół dopiero przy okazji seminariów magisterskich dra Marcina Preyznera, na które uczęszczałem na 1. roku studiów polonistycznych. Seminarium wyglądało tak, że… Dalej…

Za co zabija Kanadyjczyk, czyli Poutine

 Od razu muszę z przykrością stwierdzić – poniższe Poutine nie jest prawdziwym Trve Grim Canadian Poutine. To prawdziwe robi się z hmmm… powiedzmy, że czegoś a la twaróg po serze Cheddar (hint: cheese curd). Niestety tego w Polsce nie dostaniemy. Natomiast dostaniemy ser Gouda, a smak jest dość podobny, łagodny (choć nie ma tego piszczenia na zębach). Czym jest Poutine? To typowy heartstopper – kanadyjski fast-food, który podobno jest obdarzony dwoma uczuciami jednocześnie – miłością i obrzydzeniem. Jak to ktoś od nich powiedział:

Jedynymi ludźmi którzy nie zjedzą Poutine są ludzie na diecie

Poutine to kanadyjskie dobro narodowe, a przy okazji jedna z potraw, którą zażerałem się w biednym i smutnym dzieciństwie, nie wiedząc że gdzieś po drugiej stronie świata ludzie urządzają zawody w jej pożeraniu. Ale – do rzeczy! Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...