Wkład w roladę, francuską

 Ta rolada z Francją ma tyle wspólnego ile ja z baletem rosyjskim. Kwestię tytułu zrzucam więc na niekorzystny dziś biorytm intelektualny ;). Bazę do przepisu znalazłem w bodaj styczniowej „Kuchni”. Jak to z tamtejszymi przepisami Tomka Woźniaka bywa – proporcje to jakiś kosmos i pęd ku entropii, którego nijak nie kumam (a to chyba reguła, bo miałem tak z kilkoma jego przepisami). A zatem – róbcie po mojemu albo po swojemu.
Generalnie taka rzecz, tak jak baza zakładała, to świetne żarcie na imprezę – po zrobieniu i wystudzeniu kroimy w plastry i dawaj, na talerzyk z jakimś sosem. Ale jak wiadomo na imprezach się życie nie kończy, a zaczyna zatem taka roladka w sam raz idzie też na zimę. Przecież teraz ceny warzyw to taaakie niskie… Dalej…

Rożek francuskawy z szynką i fetą

 Uwielbiam ciasto francuskie. Serio, ubóstwiam. Za cholerę mi się go nie chce robić w domu (kto wie jaki upierdliwy jest proces, ten mnie rozumie ;)), ale uwielbiam je ze względu na totalną elastyczność – w ciasto francuskie włożysz i dżem truskawkowy i ogóra kiszonego. I będą smakować tak samo dobrze (byle nie jednocześnie…).

Stąd – dla leniwych, mikro-przepis na szybkie rożki, jak jest akurat 1. w nocy i nie chce nam się gotować czegoś większego. A! Ponieważ uważny czytelnik odgrzebał ostatnio wpis „Nie marnuj„, przypomniałem sobie, że w końcu nie napisałem o białym oszustwie czyli mleku. To jutro, natomiast dziś – rożki. 😉 Dalej…

Śliwki z boczkiem w cieście francuskim

 Klasyka przyjęć z czasów, kiedy słone paluszki w szklance i wódka (też w szklance) przestały być modne. Ciasto francuskie wkroczyło zaś nie tyle na salony, co pod każdą strzechę. Suszone śliwki zaś, no cóż. Inwokujmy jesień. Suszone śliwki kojarzą się nie tylko z pewnym alkoholem, ale i samą jesienną Polską. Z jakimś rago?t, np. późnojesiennym 😉 Ale suszone śliwki to nie tylko megaciężkie gulasze, czy inne tam eintopfy.

Z reguły ta przekąska, która występuje na internecie w pierdyliardzie przepisów, składa się jedynie ze śliwki i plasterka boczku, przebitego wykałaczką, żeby nam się sprawa nie rozwaliła. Tu – pasek tyleż ochronny, co funkcjonalny, złożony z ciasta francuskiego. Do dzieła. Dalej…

Ciasteczka „Zut!”

 Mała glosa, a nawet dwie. Mój dobry kolega z Krakowa zwykł mawiać „ze słodyczy najbardziej lubię salceson i golonkę”. Druga  sprawa to nazwa ciasteczek. Nie wiedziałem jak je nazwać, a że są na wiadomym cieście, to sprawa nagle się rozwiązała. „Zut” to po francusku takie coś w stylu „kurczę”, tzn. lekkie przekleństwo. W I klasie liceum bardzo zaaferowana pani od francuskiego objaśniła Przyszłości Narodu co to słowo znaczy. Przyszłość Narodu jednakże nie była zbyt rozbawiona, głównie dlatego, że wcześniej sikała po korytarzach z niebywale zabawnego faktu pisania na każdej lekcji „Aujourd HUI”, no a przy okazji – każdy już ogarnął sobie „merde”. Po latach stwierdziłem, że trzeba to niecodeniane „zut” jakoś wynieść na piedestał, stąd nazwa. A same ciastka? Hehe… Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...