Błękitny płomień, czyli test Burn Blue

 Ok, każdy kto mnie zna, wie, że nie lubię mieć kofeinowej deprywacji. Ale też nie jestem jakimś wielkim maniakiem i fanem kawy, zatem często korzystam z usług napojów gazowanych. Moje największe guilty pleasure czyli Coca-Cola niestety nie zawsze wystarczy by z szeroko otwartymi oczyma siedzieć całą noc nad jakimś zleceniem. I tu pojawiają się energetyki, a z nimi mam jednak mały problem. Tenże problem zawiera się w prostym stwierdzeniu: pieprzone landryny. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...