Nuggetsy z kuciaka

 A raczej medaliony, bo nuggetsy, nie ukrywajmy, robione są raczej z MOM, niż pełnowartościowej piersi z przerośniętego brojlera… O ile jednak w znanym nam wszystkim sieciówkach kupicie jakieś podejrzane przemielone świństwo, które z weterynaryjnego punktu widzenia nawet nie jest mięsem, tu na pewno nie spotka was zawód. Historia tych nuggetsów sięga moich pierwszych cateringowych zabaw „trzeba zrobić żarcie dla znajomych”. Jak się okazało, żadne tam tarty, wypasione ciastka czy coś. Lud (nie mój Lud, lud ogólne) żądał kurczaka w panierce… Kiedyś prawie spalili mi dom, jak zaproponowałem suflet. No to co zrobić? Dalej…

Dyskretny komuny czar, czyli mortadela power

 Skojarzenia to straszna rzecz. W ramach „blogi treści” dzięki Durszlakowi odkryłem fenomenalnego bloga Trzy Posiłki Dziennie. Podobnie do linkowanej wcześniej (i w bocznym panelu) Kuchni pod Wulkanem, blog to samo mięcho i treściwe wpisy. Smaczku dodaje fakt, że autor skupia się głównie na kuchni azjatyckiej i to czasem potrawach, które zawstydziłyby te kurze macice i prażone pszczoły rodem z Tajwanu. Jeśli zatem ogarniacie, że tzw. Chinol to kuchnia z Wietnamu, nie boicie się różnych dziwactw, jesteście wkręceni w takie kulinaria (regiony, albo nawet jak ja spędziliście kilka sekund na sinologii :P), szczerze polecam. A jaki to ma związek? Ano taki, że najnowszy przepis zawiera w sobie kurze łapki, czyli znane nam (?) z dzieciństwa „rapy”. To momentalnie otworzyło mi klapkę w mózgu pt. magia mortadeli. Dig in! Dalej…

Stefánia szelet

 Brzmi srogo, ale nic się nie bójcie – to coś na kształt znanego nam klopsa. Stefánia szelet to była ciekawa wyprawa kulinarna. Przyznam się wam, że najlepiej jazdę w stylu „znajdź nową potrawę” uskuteczniam za pomocą angielskiej wikipedii, poczynając wikiwalka od „regional/global cuisines”. Trzeba przyznać, że o ile polska – wiadomo, to angielska wiki pod tym względem jest po prostu kolosem. Ale czasem nie ma wszystkich potraw, a zwłaszcza tych mniej popularnych – stąd moje zainteresowanie stefánia szelet. Ale nawet jeśli nie znamy węgierskiego, to przecież jest translator google (uch), fantazja, wykształcenie lingwistyczne oraz niewątpliwy talent do języków. 😉 Przyznam też, że gdy już w kwestii tego przepisu pozostało niewiele tajemnic, okazało się że nie różni się stefánia szelet zbytnio od naszego klopsa… Dlatego też, o czym niektóre węgierskie blogi zapominały – podbiłem czym trzeba, by było bardziej madziarsko. Do dzieła! Dalej…

Palle di riso

 Włoskich dobroci ciąg dalszy – tym razem dość klasyczna (nie empiria, nigdy nie byłem w Italii :() przekąska, czyli kulki ryżowe z różnymi dobrodziejstwami. W tym przypadku salami peperoni i mozzarella, dzięki której – jeśli to jakieś bardziej oficjalne – będziecie się wstydzić ciągutkowego wnętrza. 😉 Przepis wciągnąłem z Kuchni pod Wulkanem. W kolejce jeszcze jeden mi został – i to nawet nieco wzmocniony. Ale to jutro. Dalej…

Involtini di peperoni gri… rany boskie, papryka grillowana!

 Tytułem wstępu. Inspiracji szukam wszędzie, a najszybciej na internetach. I poza stertą książek kucharskich, na które z reguły ciągle wydaję kolejne ciężko zarobione złotówki lubię też poszukać czegoś na blogach. Te dzielę na dwie kategorie – formy i treści. Blogi formy to te, gdzie mamy megawypas zdjęcia, ale wszystko jest opisane tak, jakbym sięgnął do jednego z tych staromodnych kalendarzy ściennych – bez polotu, taka, nomen omen, rzadka zupka dla starszych pań. Druga kategoria to blogi treści, które często mają standardowy dizajn i szablon, ale gdy czytam przepisy, wiem że ci ludzie faktycznie to ugotowali i wkładają realną pracę w to co robią. I mają pasję.

 

Do takich blogów należy odkryta przeze mnie niedawno „Kuchnia pod Wulkanem”. I to z niej – dwa przepisy, które zrealizowałem wczoraj (za jednym zamachem, ale notki będą dwie! ;)). Na dobry początek grillowane papryki. Dalej…

Camembertowa kolacyjka

camembert smażonyBo my generalnie to jemy zdrowo i smacznie i dietetycznie. Dlatego też regularnie zdarza nam się na kolację załatwić sobie trochę tzw. łódeczek oraz panierowany camembert. Nie ma co ukrywać, że takie mało kaloryczne i leciutkie danie w okolicach godziny 23 dobrze wpływa na wieczorny nastrój (bo przecież noc dopiero się zaczyna).
Dalej…

Mielony w śmietanie i grzybkach

 Nie jest tajemnicą, że moja druga połowa ubóstwia sos grzybowo-śmietanowy, pieczarkowo-śmietanowy czy po prostu śmietanowy. Ja również mam słabość do perwersyjnych ilości śmietany 18% (najlepiej Piątnicy). Stąd, proste i szybkie danko do zrobienia na luźny obiad. Dalej…

Kolokithokeftedes, czyli „przeczytajcie to 3x szybciej, barbaroi!”

 No nie ukrywajmy, na języku greckim można połamać sobie język (mówi to ten, co się ostatnio chińskiego uczy…). Ale za to jaką Grecy mają kuchnię! O, to jest inna sprawa. Dziś zatem dość lekko, czyli placuszki z cukinii i sera feta, zwane „kolokithokeftedes”. Gdy czwarty raz już zapisuję tę nazwę, zaczynam powoli zapamiętywać jak to się mówi… Dalej…

Cebullanka y Grzanka

…Czyli sławetny mąż z Hiszpanii, który pojawił się w Asteriksie.

Kiedyś wpadali do mnie znajomi i siłą rzeczy ambicją od razu jest zrobienie czegoś dobrego zanim zalejemy się w trupa, bo to urodziny, w dodatku zakrapiane suto miodem miały być. A że każdy grymasi, nagle okazało się że jedyne co mi pozostało to cebula… No to jedziemy z cebulową. Historia to mroczna i okrutna, zaś zakończenie ma wybitnie tragiczne. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...