Za co zabija Kanadyjczyk, czyli Poutine

 Od razu muszę z przykrością stwierdzić – poniższe Poutine nie jest prawdziwym Trve Grim Canadian Poutine. To prawdziwe robi się z hmmm… powiedzmy, że czegoś a la twaróg po serze Cheddar (hint: cheese curd). Niestety tego w Polsce nie dostaniemy. Natomiast dostaniemy ser Gouda, a smak jest dość podobny, łagodny (choć nie ma tego piszczenia na zębach). Czym jest Poutine? To typowy heartstopper – kanadyjski fast-food, który podobno jest obdarzony dwoma uczuciami jednocześnie – miłością i obrzydzeniem. Jak to ktoś od nich powiedział:

Jedynymi ludźmi którzy nie zjedzą Poutine są ludzie na diecie

Poutine to kanadyjskie dobro narodowe, a przy okazji jedna z potraw, którą zażerałem się w biednym i smutnym dzieciństwie, nie wiedząc że gdzieś po drugiej stronie świata ludzie urządzają zawody w jej pożeraniu. Ale – do rzeczy! Dalej…

Mafé, czyli Afryki czar

 Po tych ostatnich mięsnych eskapadach nabrałem ochoty na coś bardziej warzywnego. A przy okazji też nęciła mnie kuchnia afrykańska.  Zastanawiające jest, że Europa nie ma przed ludźmi tajemnic, kuchnia azjatycka też jest bardzo popularna. A Afryka? Zero, nada, niente. I pisząc „Afryka” nie mam na myśli Egiptu – kraje mocno muzułmańskie z Afryki Północnej nie są dla nas dziwne. No może poza przyrządzanymi w całości baranimi łbami. 😉 Teraz jednak przejedźmy palcem po mapie bardziej na zachód… Senegal, Gambia, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej… Co łączy te kraje? Być może niewiele rzeczy, ale na pewno Mafé jest spoiwem. To dość tradycyjne danie typu eintopf, czyli jak to mówię – jednogar. Jest masa wariacji, może być mięsne, może w wersji tzw. wegetariańskiej, można wrzucić tam wiele warzyw, albo tylko jedno… Wszystko zależy od nas. Jednakże podstawą i tym, co sprawiło, że wczoraj pewna kamienica na Mokotowie zapłonęła z rozkoszy podniebienia jest niezwykłe połączenie orzechów ziemnych i pomidorów. Zachęciłem? No to czytajcie dalej. Dalej…

Stefánia szelet

 Brzmi srogo, ale nic się nie bójcie – to coś na kształt znanego nam klopsa. Stefánia szelet to była ciekawa wyprawa kulinarna. Przyznam się wam, że najlepiej jazdę w stylu „znajdź nową potrawę” uskuteczniam za pomocą angielskiej wikipedii, poczynając wikiwalka od „regional/global cuisines”. Trzeba przyznać, że o ile polska – wiadomo, to angielska wiki pod tym względem jest po prostu kolosem. Ale czasem nie ma wszystkich potraw, a zwłaszcza tych mniej popularnych – stąd moje zainteresowanie stefánia szelet. Ale nawet jeśli nie znamy węgierskiego, to przecież jest translator google (uch), fantazja, wykształcenie lingwistyczne oraz niewątpliwy talent do języków. 😉 Przyznam też, że gdy już w kwestii tego przepisu pozostało niewiele tajemnic, okazało się że nie różni się stefánia szelet zbytnio od naszego klopsa… Dlatego też, o czym niektóre węgierskie blogi zapominały – podbiłem czym trzeba, by było bardziej madziarsko. Do dzieła! Dalej…

Mince&Tatties czyli odrobina Szkocji na Mokotowie

 Jakoś podczas przeglądania fejsbukowych albumów ze zdjęciami trafiłem na ten z naszej wycieczki do znajomych w Edynburgu. Język mi momentalnie do tyłka uciekł, jak sobie przypomniałem Glenfiddicha 18yo, haddock&chips z „jes jest vinegar jes” niewyobrażalną ilością octu oraz naturalnie haggisa. Co prawda ze zrobieniem w Polsce haggisa byłby mały problem, ale pomyślałem – a, poszukam czegoś bardziej szkockiego niż angielskiego (Anglicy jak wiadomo, w przeciwieństwie do Szkotów, nie mają duszy :P). Po nieco przydługim dywagowaniu nad tymi i owymi daniami w końcu stwierdziłem, że zaraz mi sklep zamkną, zatem wystarczy mince&tatties, a właściwie mince&chips, bo Lud się zbuntował i chciał frytki koniecznie zamiast tatties, czyli tłuczonych ziemniaków. No to co to jest to mince? A-a-a… Już tłumaczę. Dalej…

Köttbullar a la Ikea ;)

 Z Köttbullar jest ten problem, że te znane przez szwedzki koncern Ikea klopsiki to coś w deseń naszego bigosu i żurku – znają wszyscy, ale w każdym domu robimy inaczej. Dlatego na fejsie powstają grupy fanów ikeowych kulek. Dlatego też ja postanowiłem chociaż częściowo zrobić podobną pierdółkę, poprzedzając przepis intensywnym przeszukiwaniem internetów. Łącznie ze stronami kulinarnymi w tym barbarzyńskim języku (no ok, fiński brzmi jeszcze gorzej i ma za dużo dyftongów;)). Jak wyszło – zaraz zobaczycie. Dalej…

Stroganow na sterydach

 Boeuf Stroganow to danie z tej smutnej kategorii „wielkich kłótni”, do której należą i żurek i pasta carbonara. Gdzie nie spojrzeć każdy ma jedyną i słuszną wersję Stroganowa, choć nikt nie potrafi dobrze zapisać czy w ogóle imaginować skąd taka a nie inna nazwa. Strogonow, Stroganoff, Strogonoff, no żesz kurde bladź. Do tego bitwy z uporem godnym wyższej sprawy nad tym czy powinny być w środku ogóry kiszone, keczup, a może cebula. Pieczarki czy leśne grzyby. Kosmos jakiś. Zatem – dzisiaj mój osobisty przepis na Stroganowa, a przy okazji chwilka z historią. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...