Pizza rzeźnicza na drożdżowym cieście

 Czemu rzeźnicza to już tłumaczę. Otóż Lud dzisiaj ma kolejną wizytę w rzeźni w ramach praktyk weterynaryjnych. Rzeźnia to jest generalnie mało przyjemne miejsce, zwłaszcza ta, gdzie jest ubój krów. Jako że Lud wraca zawsze z rzeźni wypluty i wymięty, Ludowi robię wtedy specjalne żarcie. Dziś aż się zmusiłem do zmontowania pizzy (Lud uwielbia pizzę, co jest dość smutne, bo jest tyle fajnych potraw) i to nawet na drożdżowym cieście. Ciasto drożdżowe to zawsze dla mnie taka gra va banque – jak się kupi przemarznięte drożdże to choćby człowiek kręcił piruety rzęsami – nic nie wyjdzie. Potem można je przegrzać i zabić jeśli woda jest za ciepła. Mogą nie wyrosnąć jak będzie przeciąg w mieszkaniu. Ciasto może mieć zakalec. Etc. etc. etc.

Dlatego z reguły robiłem na kruchym, bo kruche ciasto to ja mam – jak moja przyjaciółka Ola mówi o biszkopcie – w pamięci i o trzeciej nad ranem zrobię. 😉

Ale do rzeczy. Pizza na kształt tzw. „wiejskiej”. Cudzysłów celowy, bo niby czemu ogór kiszony, kiełbasa i boczek miałyby się kojarzyć z wsią. Duh. Niechże będzie zatem – rzeźnicza. Dalej…

Biała kiełbasa w piwku, czyli uczta mięsożerców

 Gdy na horyzoncie ukazuje się jakiś wrogi batalion wegan, robimy to proste żarełko. Sama Lud stwierdziła, że to jest taka uczta mięsożercy. Kiełbacha, boczek, słonina, kluchy. No masakra. Od jutra przechodzę na dietę, a tymczasem… Dalej…

Cezar podwędzon

 Z sałatką „Cezar” jest podobnie jak z pierdyliardem innych dań – wiele wariacji, nikt prawie nie pamięta skąd się toto wzięło i czemu w pierwotnym przepisie nie ma tylu pyszności. Ot, ewolucje kuchenne. Dzisiaj proponuję Cezara już zmodyfikowanego, ale zaraz się dowiecie skąd pochodzi Cezar i dlaczego w tagach jest jednocześnie kuchnia amerykańska, meksykańska i włoska. 😉 Dalej…

Ragu alla bolognese, po prostu

Niedawno mieliśmy taką małą dyskusję na temat sosu bolońskiego (przez moment wymieszanego ze spaghetti alla bolognese). Sprawiła owa wymiana zdań, że ruszyłem dupę do gugla, spędziłem w nim jakieś 4-5 minut i wróciłem do was z przepisem na tradycyjne rag? prosto z Bolonii. Do dzieła. Dalej…

Żurek od Chimka

 Z żurkiem sprawa ma się podobnie do opisywanego przeze mnie kiedyś spaghetti carbonara. W każdym domu robi się go inaczej, w dodatku czasem występują różnice i pomyłki regionalne, bowiem podobne do żuru są także i barszcz biały i zalewajka (o tym indziej ;)). Dzisiaj zatem żurek przekazany mi przez rodziców i babcię, odpowiednio dostosowany pod moje potrzeby. Dalej…

Wątrobiana transcendencja

 Jedyna rzecz, jaką ciężko mi jest zrozumieć, to nienawiść ludu do wątróbki. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć jakieś odium w kierunku nerek czy żołądków albo serc, to o tyle kurza wątróbka jest towarem naprawdę niezłym. Nabrałem na nią strasznej ochoty, zatem po szybkich zakupach powstała pijana wątróbka. Danie jest prawie wegańskie, bo poza wszelakimi mięsnymi pysznościami zawiera też cebulę. Prawie wegańskie, a przy tym tradycyjne, no to jak tu nie spróbować! 😉 Dalej…

Okonomikey (nie pytajcie…)

 Poniższy przepis nie jest moim autorstwem, a niejakiego Wolanda, który ma gościnny występ na Kuchni Cynicznej. Zapraszam!

Są takie chwile w życiu dźwiedzi, że chodzi za nimi pomysł na nowe danie. Niestety, w naszej ubogiej Europie Bliskowschodniej mamy notoryczne problemy zaopatrzeniowe i nie możemy np. kupić katsuobushi, czyli uwędzonego do konsystencji deski tuńczyka – co i tak nie powstrzymało mnie przed przygotowaniem czegoś mającego w zamierzeniu być tradycyjnym okonomiyaki, w wersji z regionu Kansai. Może bez struganego tuńczyka, ale z całą resztą. Dalej…

Smutna historia spaghetti carbonara

 Jest takie powiedzonko. Poznałem je w wersji z tancerkami. Początkująca tancerka boi się tańczyć z innymi i wstydzi się nieco tego co robi. Średnio zaawansowana spogląda z góry na początkujące, a mistrzyni tańczy ze wszystkimi i dobrze się bawi. Do meritum – nigdy nie robiłem carbonary i zawsze mi jakoś wylatywało ze łba, jak się to tałatajstwo przyrządza. Ot, teraz nic prostszego – internet… No cóż. Nie wiem, ale chyba carbonara jest najbardziej kontrowersyjnym daniem na internetach. Co rusz mamy Włocha gadającego po polsku, kogoś kto w Italii mieszka, albo, kuźwa, nie wiem – czyta w umysłach makaroniarzy i wie jaka jest JEDYNA SŁUSZNA wersja carbonary.
Dalej…

Leczo, a właściwie Lecsó – z mojego punktu widzenia

Nie wiem jaką zasługę w popularyzacji kuchni węgierskiej miał Tadeusz Olszański, autor fenomenalnej książeczki „Nobel dla papryki”, ale pewne jest jedno – leczo na polskich stołach znane jest od lat.  Powstają różne mutacje tej tradycyjnej madziarskiej potrawy i trudno tu mówić o dyskryminacji tej czy innej mutacji ze względu na użycie nieco innych składników. Pięknem kuchni (co opiszę szerzej przy okazji musaki ;)) jest to, że niezależnie od poglądów politycznych, wojen i wszelkiej niefajności generowanej przez Człowieka idzie własnym torem. Leczo tradycyjnie składa się tylko z papryki, pomidorów, wędzonej słoniny i cebuli. Gdy podajemy je „samodzielnie” warto dołożyć kiełbaskę. Popularne leczo w Polsce, czyli to z cukinią, bądź bakłażanami, bez mięsa to danie, które zakręca w stronę ratatuja (nie, nie filmu, takiego warzywnego gulaszu ;)).  Uparłem się ostatnio, że zrobię coś bardziej w stronę tradycji, dlatego teraz – leczo w mojej wersji, zgodnie ze znanym wszystkim przysłowiem „Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát”. 😉 Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...