Od Autora

autor

 

(fot. Konrad Adamczewski)

Czym jest kuchnia cyniczna? Mogłaby równie dobrze być kuchnią zen. Albo kuchnią stoicką. Albo heraklitejską. Możliwości konstatowania, że jednak robimy B zamiast A jest wiele, tak samo jak nazw. Cyniczna chyba dlatego, że Autor jest kpiarzem i cynizm, zarówno ten pierwotny jak i nieco wtórnego, siedzi w nim dość głęboko.

 

Kuchnia Cyniczna, jako platforma do dzielenia się wiedzą, nie jest miejscem gdzie Autor wyraża jakąś bezpłodną, błahą czy niespecjalnie merytoryczną opinię. Autor nie jest blogerem.  KC to miejsce, w którym Autor – na tyle na ile pozwalają mu (nie)skromne możliwości – dzieli się swoją wiedzą, jednocześnie zachęcając czytelników do poszukiwań na własną rękę i dyskusji z każdym sądem, jaki napotkają w swoim życiu. 

 

Kim jest Autor? Autor, no cóż, jest z zawodu pismakiem, a z wykształcenia to w sumie nie wiadomo czym. Autor jest cynikiem, tkliwym nihilistą i mizantropem, co oznacza że lubi jednostki, ale brzydzi się tłumem. Autor przeczytał w życiu tak dużo książek, i nałykał się tyle rozumów, że ma słabość do mądrzenia się na różne tematy (jest tylko trochę nogą w naukach mocno ścisłych). Kiedy Autorowi zarzuca się mądrowanie, Autor kiwa głową z zadowoleniem.

 

Jeśli ktokolwiek chce się z Autorem skontaktować, powinien czynić to na adres:

chimaira00 (tutaj to zwierzątko wstawiamy) gmail.com

 

Poza Autorem (czyli Chimkiem) na Kuchni Cynicznej publikowali:

Plushowy Leviathan

LeClerc

Keira

Karolajna

root

  • jestem kompletnym laikiem w kwestiach filozofii ale czy wymyslona zasada jest az tak rozna od

    http://en.wikipedia.org/wiki/Methodological_skepticism

    peace

    • Tak, jest różna o tyle, że tu dowcip się zawiera w słowie „despero”, które oznacza także utratę nadziei. A nieco poważniej – u Kartezjusza tak naprawdę to powątpiewanie ma wg mnie cel, dość jasny, zdobycie argumentów niepodważalnych, nawet jeśli zredukowanych do podstawowych sądów. W tym moim powiedzonku chodzi tylko i wyłącznie o to, co właśnie zrobiłeś – czyli weryfikowania wszystkiego, choć niekoniecznie ze spięciem dupy, że dochodzimy do Prawdy/Wiedzy. Wychodzę z założenia, że to co robimy, tzn. nasze zdobywanie wiedzy, jej weryfikacja, pomyłki, dyskusje, itp. itd., istnieją przy założeniu jakiegoś celu (np. „chcę potem wystąpić w teleturnieju i wygrać milion” ;)). W moim przypadku ten cel istnieje tylko po to, by ukonstytuować drogę. To droga do celu jest najważniejsza, z prostego powodu – gdy zaczynamy w punkcie p jako byt A, a chcemy osiągnąć cel X, to gdy – przez jakiś okres czasu, jakiś proces dochodzenia do tego celu (gdzie ciągle istniejemy w świecie i w interakcji z nim), gdy dotrzemy do tego celu nie będzie to ani cel X, ani my nie będziemy bytem A.
      Każde doświadczenie jakoś nas zmienia, mutuje, albo ze względu na specyfikę bloga – ugniata jak ciasto. 😉 Dlatego to właśnie powątpiewanie jest istotą, nie elementem dochodzenia do czegoś. Przez powątpiewanie, ale i nie skupianie się na celu działa ta zasada.

      Uhoho, trafiłeś w czuły punkt, jak się rozpisałem. 😀

      • wow, niezle… choć widzę tu niebezpieczeństwo nieskończonej pętli 😛

        • Nie pętli, a koła, które przecież jest figurą idealną. 😉

  • Irena

    Fajnie piszesz , czytać się da ale czy się zjeść da? W piątek wypróbuje na Koleżance, czarny makaron z piersią i pomidorami suszonymi, aha czarny makaron tak zachęcałeś że zrobię zwykły, Pozdrawiam