Bruschetta Uzdrowiciela

 Bruschettę już raz robiłem. Tym razem mamy do czynienia z nieco innym motywem niż kurkowe sprawy. Jak wskazuje nam tytuł – chodzi o uzdrawianie. O ile ja sam należe do Zakonu Czosnkowego i moim credo jest „nie ma czegoś takiego, jak za dużo czosnku”, zaś główkę tego cudownego warzywa zjadłbym i na surowo bez problemu, o tyle Lud już niekoniecznie. A zatem trzeba coś wymyślić, jak Lud nam gorączkuje albo niedomaga. Stąd – bruschetta uzdrowiciela. Dalej…

Jajecznica obłąkanego

 Ta jajecznica to potrzeba chwili, a także panicznego opróżnania lodówki. Przyznaję, że przez moment obawiałem się, co z niej wyjdzie, ale – zapewniam – smak jest genialny. Niemniej jednak na pierwszy rzut oka, w życiu bym nie pomyślał o takich składnikach. Ale co innego, kiedy rzucam się w twórczym obłędzie w kuchni. Zwłaszcza, jeśli nie wiem co zrobić z resztą zalewy olejowej po suszonych pomidorach. A wylać szkoda – w końcu to dobre, i aromatyczne. No i szaleję, szaleję, i potem takie coś… Do dzieła! Dalej…

Prawie full, prawie english, na pewno – śniadanie!

 Full english breakfast mogłoby być pomostem pomiędzy kulturą Wielkiej Brytanii i Polski. W obu przypadkach bowiem mówimy o takim daniu, które – wchłonięte rano – ma nam w zamierzeniu dostarczyć energii na cały dzień. W polu. Na roli. Albo po prostu przy gównianej pogodzie. 😉 Ok, poważnie. Pełne angielskie śniadanie to niemalże obiad w wielu innych krajach. Składa się ono przede wszystkim z… Dalej…

Sezon na kurki tym razem otwiera bruschetta

 Bruschetta to, z grubsza, taka fajna włoska przystawka. Chlebek smarujemy oliwą i czosnkiem, grillujemy i kładziemy na to (w wersji w miarę tradycyjnej) siekaninę z pomidorów i ogórków. Można dawać szynkę, można salami, można tak naprawdę tysiące rzeczy. Jako że dzisiaj na warszawskim bazarku Szembeka cudem i rzutem na taśmę dorwałem trochę kurek, czas rozpocząć sezon. Jutro będą gnocchi (KOPYTKA! ;)), a dzisiaj – tak lekko, bruschetta z kurkami i jednym z moich ulubionych zestawów zielska. Dalej…

Cha Siu Bao (???) mocniejsze niż zwykle

 Będzie troszkę znaczków dzisiaj. Cha Siu Bao (???) to literalnie „bułki z pieczoną wieprzowiną”. Samo baozi (??) to bułka gotowana na parze. Ale! Zaraz zaraz, bo te bao (tak mówią na nie Chińczycy w skrócie) wcale nie muszą być parowane. W przeważającej większości tak się dzieje, jednakże czasem pojawia się ich pieczona wersja (?, kao). I takie też postanowiłem zrobić, bo mnie trochę czas gonił. Dalej…

Frittata z suszonymi pomidorami, naturalnie w stylu zen

 Frittata jak frittata, wiadomo że chodzi tu o cudowną Narcię, która właśnie wygląda przez okno. 😉 Świetna rzecz na śniadanie, jeśli akuratnie obrzydła nam jajecznica, albo po prostu mamy ochotę na coś, co nie będzie tak upierdliwe jak omlet. Kiedyś pisałem o frittacie, jednakże był to inny  eon oraz geometria (koniecznie nieeuklidesowa). Ostatnio mam potworne parcie na suszone pomidory. Nie wiem czemu, ale dzień bez kilku takowych to po prostu czas stracony. Przy okazji – frittata jest świetnym daniem, jeśli akurat „wyszło” nam z domu pieczywo, a niekoniecznie mamy ochotę nastawiać ciasto na nową porcję bułek. Bo np. rano to możemy tylko kląć na czym świat stoi idąc w kierunku pierwszej kawy. A frittata prosta, pożywna, dobra, no czego chcieć więcej? Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...