Pełnoziarnisty chleb miodny

 Ok, to pierwszy przypadek, kiedy chleb podbił ludzi zanim wypuściłem przepis na Kuchnię Cyniczną. 😉 I to w dodatku po drugiej stronie stawika! No ale powoli zbierajmy się do rzeczy. Znudziło mnie pieczenie od czasu do czasu tego samego, bazowego pieczywa. Czas na małe modyfikacje, skoro ten miód już stoi na półce. 😉 Co prawda piekłem chleb około trzeciej nad ranem, więc akurat nie nabyłem ziarenek, ale wolna wola i takoż droga. Od razu mówię, chleb wymaga nieco cierpliwości i łapska. Cierpliwość skreślacie, jeśli macie mikrofalę (ja nie mam). Łapsko niestety potrzebne. Poza tym, to nadal chleb drożdżowy, nie na zakwasie, więc zasada ogólnie pozostaje taka sama. Zawsze też jak piekę własne pieczywo, a zwłaszcza chleb, czuję ten ciężar kultu przodków. Nie, że pompowana głęboko mrożona sraczka z supermarketu, a prawdziwy chleb. Na drożdżach, tak, ale prawdziwy, własnymi rękoma zagnieciony. Upieczony po bożemu, w piekarniku, a nie maszynie za 800 zł (podobno tyle kosztują te mniej psujne, sprawdzać nie zamierzam, natura rączki po coś dała). No i ten, powiadam wam, wyszedł mi tak dobrze, że by mnie uściskał Bolesław Chrobry, najlepszy taktyk wczesnej Polski. Mógłby też złota sypnąć, choć się nie upominam. Ale ale, sprawy nauki do kolokwium odkładamy i bierzemy się za pieczenie. 😉 Dalej…

Chaczapuri z serem i wędzonym boczkiem

 Chaczapuri nieodmiennie kojarzyć mi się będzie z krakowskim rynkiem. No taki lajf – gdy mieszkałem w Krakowie, przejście obok mini-sieci „Gruzińskie Chaczapuri” było niemal chlebem powszednim. Chaczapuri jest też źródłem anegdotki o tym, jak to Lud wepchnęła się kiedyś do środka nie wypuszczając najpierw jakiegoś wyjątkowo skonfundowanego tym brakiem kultury starszego pana. Od tamtej pory kpię, że jak trzeba się rozpychać, to na zasadzie „Ej, ja jestem Lud z Krakowa, heloł!”. 😉

Chaczapuri to – jak się pewnie domyślacie – gruzińskie żarełko o kalibrze popularności mniej więcej takim, jak papryka na Węgrzech, „Doctor Who” w Wielkiej Brytanii, czy głupi politycy w Polsce. Tu w wersji dość nieortodoksyjnej. Oryginalne chaczapuri imeruli (czyli takie w kopertkę, nie otwarte z jajkiem) wypychane jest serem podobnym do hmm… No, taką wypadkową bryndzy i fety. 😉

A tu z drugiej strony – żółty, lekko ciągnący ser i wędzony boczek. Zaręczam, dobre. Do dzieła! Dalej…

Cha Siu Bao (???) mocniejsze niż zwykle

 Będzie troszkę znaczków dzisiaj. Cha Siu Bao (???) to literalnie „bułki z pieczoną wieprzowiną”. Samo baozi (??) to bułka gotowana na parze. Ale! Zaraz zaraz, bo te bao (tak mówią na nie Chińczycy w skrócie) wcale nie muszą być parowane. W przeważającej większości tak się dzieje, jednakże czasem pojawia się ich pieczona wersja (?, kao). I takie też postanowiłem zrobić, bo mnie trochę czas gonił. Dalej…

Bułeczki z cebulą i parmezanem / Parmesan&onion bread rolls

 To jest ten moment, kiedy okazuje się, że mamy 1 maja, czyli dawniej Święto Pracy, teraz cośtam cośtam. Sklepy pozamykane, bo małych sprzedawców wypleniły markety i sieciówki, które muszą być zamknięte, bo tak każe prawo w tym pieprzonym państewku. Na szczęście w domu mamy jakieś tam rzeczy żarełkowe, ale – jak to w Polsce – bez pieczywka ciężko. Stąd pomysł na szybkie bułeczki. Pyszna sprawa, a przygotowanie zajmie raptem godzinkę. Do dzieła!

 

Ok, so we have this awkward moment when we realize that it’s 1st of may, May Day, Worker’s Day, We’re Closed Because Fuck You That’s Why Day. You get the point. All shops are closed. Small groceries are like UFOs – somebody seen, but there’s no solid proof of existence. And all supermarkets and franchises are closed because our freakin’ country likes to takes us from behind. Anyway, not all is lost! We have some things in the fridge, but believe me – it’s hard to survive in Poland if you don’t have any bread. So here’s an idea – quick bread rolls. Tasty, yummy etc., and you’ll make them in an hour. Let’s get to work then. Dalej…

Drożdżowy chleb z rozmarynem i bazylią

 Jest coś takiego jakby atawistycznego, jak człowiek wyhoduje własne warzywa albo upiecze chleb. Gdzieś to siedzi z tyłu głowy. Dzisiaj – przepis na pyszny (i w miarę prosty) chlebek drożdżowy z ziołami, lekko „włoskawy” w smaku. Wyszedł super, mimo piekarnika, który uwielbia palić niemal każdy wypiek… To kolejny wpis z cyklu „samowystarczalni”:). Jak wyliczyłem, zrobienie takiego – całkiem sporego – bochenka koszuje ok. 2 zł. I poza zaletami typu „jest taniej”, jest jedna, niezaprzeczalna: wiesz, co w tym chlebie jest. 😉 Zatem do roboty! Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...