Whisky moja żono…

Oto wpis, w którym Chimek trochę sobie (ale i tak ponad internetowy attention span!) pisze o whisky, trochę sarka, trochę żartuje, ale przede wszystkim gawędzi o alkoholu który lubi od bardzo dawna. Dalej…

Elegia na grzane wino

Z elegią jest ten problem, że – jak 99% rzeczy – jest idealnie zarzynana w liceum, głównie przez omawianie Baczyńskiego. A w okolicach czasów, kiedy mazano po murach „Romanes eunt domus” elegie były tematycznie nie tylko epitafiami, ale pojawiały się związane też i z miłością, i – co dla nas smaczniejsze, z erotyką. Przy okazji grzańca będziemy się zatem trzymać tradycji antycznej. Dalej…

Warsaw Sunset

 Czy wy wytrzymujecie jakoś te upały? Bo ja nieszczególnie. Już chce się wyć z powodu tych temperatur. Dzisiaj od rana piszę bardzo ważne i ciekawe artykuły o postapokaliptycznym świecie i już mi zaczął parować biedny mózg, a raczej jego przesmażone resztki. Co więc z tym zrobić? Trzeba zalać robaka. Zaczynam więc w panice szukać alkoholu poza piwem, bo mam ochotę nie na piwo, ale na coś, czym przywitam piękny zachód słońca w Warszawie. Przywitam noc, jak każde stworzenie co szczyt intelektualnego biorytmu na każdy dzień ma koło północy. Cóż więc? Warsaw Sunset, tak go sobie roboczo nazwałem. Dig in!
  Dalej…

Piwne modżajto

 Piwne modżajto to wynalazek dość szalony, ale strasznie mi się spodobał, po tym jak zupełnie przypadkowo zamówiłem go w jednej z krakowskich knajpek – Botanice. Botanika ma zresztą absolutnie zajebisty deser pod kruszonką ale to osobna historia. Dzisiaj o modżajto. Tradycyjnie mojito robi się oczywiście z rumu, konkretnie typu light, czyli białego. Do tego mięta, limonka, woda gazowana i koniecznie cukier trzcinowy. Nie dajcie sobie wmówić, że inny typ cukru załatwi sprawę.

Sam drink o dziwo nie pochodzi z początków XX wieku (tak jak pierdyliard koktajli i tym podobnych), a znacznie wcześniejszego okresu. Choć mawia się, że wyspa Fidela jest tradycyjnym źródłem modżajto, czasem próbuje się ugrać historyczność za pomocą żeglarza Jej Królewskiej Mości, niejakiego Sir Francisa Drake’a. To co pił Drake było nieco innym napojem, ale gdy tylko rum pojawił się na statkach protomojito zyskało swój charakterystyczny szlif.

A teraz ten bardzo znany drink możemy plugawić piwkiem i zaręczam wam – to bardzo orzeźwiająca sprawa na gorące popołudnie!

W tle tym razem oczka do modżajto mruży Narcia, czyli Narkolepsja. Dalej…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...