Pulpety w mlecznawym sosie koperkowym, czyli 110% Polski w Polsce

12006085_10206068826652122_5890686922256811861_nKuracji dzień drugi. Wzięło mnie strasznie na tzw. koperek, czyli koper ogrodowy (nie mylić z niby to hipsterskim fenkułem, czyli koprem włoskim). Jak koperek, to może sos. Jak sos, to pulpety. Szczerze mówiąc nie mam z tym daniem jakichś takich ckliwych momentów czy wspomnień. Często powtarza się, że hoho, smak dzieciństwa, że to, że tamto. Nie mam za specjalnie smaków dzieciństwa, bo – co wielokrotnie powtarzałem – z gotowaniem to w mojej rodzinie było tak sobie. Nie mam zatem jakiegoś obciążenia emocjonalnego, jeśli chodzi o pulpeciory z sosem koperkowym i koniecznie tłuczonymi ziemniakami. Postanowiłem jednak nie kombinować i zrobić coś, co w sumie jest klasyczne i bardzo, bardzo polskie. Myślę, że gdybym gościł jakąś zagraniczną osobę na obiedzie, to to weszłoby w skład któregoś obiadu. Pierogi ruskie przecież znają wszyscy, więc co to za interes. A pulpeciki to jakaś taka klasyka współczesnej kuchni polskiej. Trochę z nimi schodzi, ale zdecydowanie warto.

Ja, jak to oczywiście ja, postanowiłem złamać nieco te smaki, ale z szacunkiem do klasyki. Dlatego tam „pod bokiem” to nie są ohydne (moje dzieciństwo…) tłuczone zimiory, tylko puree ubite z masłem, czarnym pieprzem i kapką mleka, posypane przetłuczonym w moździerzu peperoncino. Działa świetnie, bo sos koperkowy jest mocno mleczny. A teraz do roboty.

Czego nam trzeba?

mięso wieprzowe – ok. 250 g (będzie 11-12 pulpetów)

pieprz czarny

sól

czubricy odrobina

mąka pszenna

sucha buła albo garście dwie bułki tartej

jajko

pęczek koperku

śmietana 18%

mleko

litr bulionu

zimiory (a do nich czarny pieprz, odrobina soli, masła i mleka, żeby ubić puree)

I jedziemy:

Bierzemy sobie michę i do tejże michy wrzucamy mięso mielone, doprawiamy, wbijamy jajko i odmoczoną w mleku suchą bułę albo garście bułki tartej i kapkę mleka. Wyrabiamy porządnie łapką aż zacznie trochę odchodzić od dłoni. W garnku zagotowujemy bulion. W tym czasie robimy pulpety – wielkości piłeczek do ping-ponga, obtaczamy w mące i odkładamy na jakiś talerz. Gdy bulion się zagotuje, wrzucamy weń pulpety i kontrolujemy gaz. Ważne żeby się spokojnie gotowało, a nie szalało, jakby to był jakiś sztorm na bulionowym oceanie. Powinny się pogotować z kwadrans, może 20 minut. W tym czasie siekamy pęczek (CAŁY PĘCZEK, TAK) koperku. Patrzyłem na różne przepisy i nic mnie bardziej nie przeraża niż podawanie w gramaturze „łyżeczki koperku” albo coś takiego. No sorry, ale czasy, kiedy wielka baba gotowała wiadro pomidorowej na kwadraciku masła i jednym pomidorze szczęśliwie już minęły. Sos ma być esencjonalny i aromatyczny.

Gdy minie te 20 minut, wrzucamy koperek do gotujących się pulpetów. Miąchamy delikatnie, żeby sobie tam wszędzie pływał i nastawiamy ziemniaki. Ponieważ jadłem sam – na dwie porcje wystarczyły mi 2-3 spore ziemniaki. Gdy już je nastawimy, bierzemy kubek, wlewamy tam odrobinę mleka, a potem ze trzy łyżki śmietany 18%. Ważne, żeby było nieco mleka, a nie sama śmietana. Nie chodzi nawet o rozrzedzenie, a dodanie takiego mlecznego posmaku, żeby cały sos był nieco słodkawy. Mieszamy grzecznie, dodajemy łyżeczkę mąki pszennej, ucieramy żeby nie było grudek, a następnie hartujemy 2-3 łyżkami gotującego się na gazie bulionu. Rozrzedzamy na tyle, by można było potem stanowczym lunięciem przelać wszystko do garnka z bulionem i pulpetami. Tak też robimy, zmniejszamy (jeśli nie był mały) nieco ogień i pod częściowym przykryciem gotujemy jeszcze z 10-15 minut. W sumie wychodzi ok. 30-35 minut pyrkania na gazie.

Ziemniaki ubijamy z plastrem masła i kapką mleka, przyprawiamy czarnym pieprzem, posypujemy przetłuczoną papryczką. Podajemy z rzeczonymi pulpetami i wzdychamy, że jak to dobrze być sobie w Polsce.

Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...