Mintaj z folii tak dobry, że ja pierdykam (plus obowiązkowe gadanie przy kupnie ryb)

 Rzadko kiedy jestem z siebie zadowolony. Z reguły pięć minut po wykonaniu czegokolwiek uważam, że najlepiej to wywalić do kosza i zmienić wszystko. Nie ma w tym jakiegoś nadętego artyzmu i natchnienia – raczej chorobliwy pęd ku perfekcji. To przykre zjawisko (niemal tak przykre jak tragedie greckie) dotyczy niestety prawie każdego aspektu mojej aktywności. Ale czasem, czasem jednak czuję w skrytości ducha mego, że coś jest kurde jednak fajne. Sprawnie wykonane. Tam, gdzie wyłazi powoli warsztat, a nie wydumane medytacje.

 

Mam taką osobistą anegdotkę sprzed lat, no, już wielu. Naczelny serwisu, w którym wtedy pracowałem zlecił mi tekst. Napisałem, wydawało mi się, strasznie suche i miałkie coś tam o czymś tam na przepisowe 10 tysięcy znaków. Odbiór tekstu był miażdżąco pozytywny (co na internecie nie jest regułą, wręcz przeciwnie). Zdziwiony nieopierzony chimek dywagował dlaczego, na co ówczesny naczelny (pozdrawiam, Lucas ;)) powiedział – no widzisz, nie trzeba ziomalić i rzucać żarcikami. Ważne, żeby były konkrety. Tego staram się cały czas trzymać, z różnym skutkiem (na blogu na pewno mniejszym, bo nikt mi tego nie redaguje, więc dostajecie „gołe” teksty).

 

No ale do rzeczy! Zachciało mi się dziś czegoś fajnego. Lekkiego. I niekoniecznie złożonego z kilograma wołowiny w ciężkim sosie. Idzie wiosna, idzie nowe, trzeba mi kolorków. Padło na rybsko. Co prawda kusiły mnie krewetki (bo akurat były), ale nie były mrożone, a pakowane w tzw. atmosferze ochronnej, co mimo wszystko blednie przy tym, że chłodziarkę dalej znalazłem mintaja w głębokim mrożeniu. Z mintajem jest generalnie tak, że to ryba dla amatorów. I to jest plus. Mintaj ma fajne, delikatne, ale stanowcze białe mięso. Jest rybą morską więc dostaje +10 do zajebistości za sam ten fakt. No i moje tzw. „kostki” były – co mnie czasem jednak dziwi – znakomicie opisane. Wiemy jak to jest z kontrami etykiet. Tenże mintaj był po pierwsze bez glazury, po drugie (co nie powinno dziwić, bo takie są przepisy, a jednak…) miał dokładnie określone miejsce i stanowisko połowu. Po trzecie ostrzeżenie, że mimo filetowania mogą się znaleźć tam fragmenty ości. Teoretycznie każda ryba musi mieć takie oznaczenia (analogicznie do „klas” jaj kurzych). Polecam poczytać, bo czasem spotykamy jakąś mrożonkę w stylu „mega zajebista rybka plus dodatki z tych niefajnych”, gdzie za pomocą kodów cyfrowo-literowych, jak już je rozczytamy, dowiadujemy się, że owszem, ta super rybka bywa, ale nie w tej partii produkcyjnej, a w ogóle to ma 10% procent, bo reszta to wypełniacz z jakiejś tilapii czy innego badziewia.

 

No i brak glazury – jak sobie obrabiamy termicznie takie rybsko, wiadomo, że wypoci co nieco wody. Stąd mina rzednie jak piękny filet czy kostka po usmażeniu jest dwa razy mniejsza. Jeśli jest glazurowana – trzeba glazurę zmyć, a potem obrobić. Co jak wiadomo nie pozostaje bez wpływu na końcową wagę naszego filetu.

Z czym zrobić tego mintaja? Nie usmażę, nie, kurde. Obiecuję sobie, że nie, bo to będzie zmarnowanie ryby. Usmażyć w jakiejś ordynarnej panierce, najlepiej pod kapuchę kiszoną i tenteges? No pasaran! Przypomniał mi się taki przykry epizod, kiedy ze względów zdrowotnych musiałem być na diecie tzw. 1k. Wtedy ryby żarłem sporo, ale pieczonej bez dodatków w folii. O!

Dokupiłem więc kilka młodych ziemniaczków, brokuły i jazda do domu. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, to żarełko jest proste, efektywne, a przy tym tak cholernie dobre, że brak słów.

 

Czego nam trzeba?

danie główne:

cztery filety z mintaja, u mnie kostka

8 małych ziemniaczków

brokuły

czosnek suszony (płatki), albo cienkie plasterki tegoż

nieco masła

 

przyprawy:

czarny pieprz w ziarnach

kolendra takoż

biała gorczyca takoż

słodka węgierska papryka

nieco pieprzu białego

nieco pieprzu zielonego (większe nieco niż w przypadku białego, który w sumie może być fakultatywny)

odrobina oleju ryżowego (a najlepiej lnianego, alem nie miał…)

odrobina posiekanego szczypiorku

 

I jedziemy:

Żeby wszystko było gotowe musimy sobie przemyśleć co i kiedy robić. Ziemniaki i brokuły będą się robić ok. 10 minut, potem te pierwsze kolejne 30 w piekarniku. Mintaj jest głęboko mrożony, musi się sam nieco rozmrozić, a potem przez 30 minut obok ziemniaków piec w piekarniku.

Czyli nastawiamy ziemniaki. Najpierw je myjemy, potem przekrawamy na połówki, zalewamy niewielką ilością wody (byle przykryło), solimy i gotujemy przez 10 minut. Idziemy zapalić papieroska, ogarnąć fejsa, przeczytać kolejny rozdział Bourdaina, wracamy – bach, ziemniaki gotowe. Cedzimy i odstawiamy, żeby się nie poparzyć, jak odrobinkę wystygną nic się nie stanie. Przygotowujemy mieszankę przypraw – pieprze, kolendrę i gorczycę tłuczemy, dodajemy paprykę słodką (nie musi być wędzona, ale jak raz spróbujecie węgierskiej, nigdy nie będziecie chcieli wrócić do tych ekhm, tzw. krajowych…) i odstawiamy.

 

Mintaj powinien się już w miarę ładnie rozmrażać. Nastawiamy zatem piekarnik – jak ktoś ma licznik stopni to na ok. 170. Ja robię na czuja, bo już znam mój piekarnik. 😉 Rwiemy folię aluminiową na takie pasy, żeby w nie zawinąć kostki. To samo z ziemniakami (w sumie – 8 kawałków folii).

Jak mamy płatki czosnku to spoko, jak nie – kroimy w cienkie plasterki tak ze 2-3 ząbki.

No i powoli finisz. Na folię wylewamy dosłownie kilka kropel oleju, kładziemy mintaja. Odwracamy zaraz, posypujemy mieszanką, znowu odwracamy, posypujemy z drugiej strony, zawijamy folię.

Ziemniaki bierzemy – po cztery połówki – i kładziemy wokół nich ze 2-3 strużki masła plus kilka plasterków czosnku. Zawijamy.

Układamy wszystko na blasze i wkładamy do piekarnika. Ma się piec ok. 30 minut.

 

Na 15 minut przed wyjęciem zagotowujemy wodę. Gdy się będzie gotować, wrzucamy do niej brokuły. Gotujemy kilka minut – nawet i 5, byleby były już lekko miękkie, ale nie zaczęły się ciapciać. Wyobrażamy sobie blanszowanie tylko trochę dłuższe.

Jak nam to zgrabnie się uda, brokuły powinny być gotowe wtedy, kiedy wyłączamy piekarnik i wyjmujemy zeń żarełko. Pamiętajcie, żeby uważać – mintaj będzie miał w środku nieco wody, w której się piekł i dusił. 😉

 

Kładziemy na talerzu filety, kilka różyczek, ziemniaki. Różyczki polewamy odrobiną masła czosnkowego po ziemniakach, a te zaś posypujemy odrobiną posiekanego przed momentem szczypiorku. I jazda. Urywa dupę. Mintaj u mnie był idealnie kruchy, lekko pikantny, ziemniaczki rozpływały się w gębie, a brokuły były yyy… brokułem na torcie 😉 tego jakże prostego a efektywnego żarcia. Smacznego zatem i jak widać proste rzeczy są czasem lepsze niż ślęczenie godzinami nad wymyślaniem Tego Jedynego Dania. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Zrobiłam i wyszło mega dobre:)

  • szarutka

    gdyby w kasiazkach kulinarnych wszystko bylo tak opisywane :mam na mysli wstawic ziemniaczki,papierosek fejsk itp to mialabym caly zbior ksiazek he he naprawde mega fajnie sie to czyta

    • Haha, pozostaje mi tylko self-publishing. 😉

  • monia

    rzadko się zdarza, żebym znalazła taki tekst w necie, przy czytaniu którego miałabym uśmiech na twarzy, tak jak to miało miejsce przed chwilą 🙂 dziękuję za chwilę rozrywki!

    • Sługa uniżony i zapraszam częściej. Wpisy czasem są lepsze, czasem gorsze, ale pojawiają się cały czas. 😉

  • Asiuta

    No jestem urzeczona! Opisem na razie. Mintaja wypróbuję dziś na obiad 🙂

    • Proszę dać znać jak wyjdzie. 😉 Jak coś nie wyjdzie – trzeba napisać tym bardziej. 😉

  • Andrzej Jarecki

    27 lat szukałem tego tekstu i tego przepisu… 🙂

    • Ojej, to się cieszę, że trud skończony. 😉

  • ja

    Przeklinać nie będę, ale zeźliłem się. Zapraszam na rybę duszoną 30 minut w 170 stopniach. Mniej grafomanii, więcej praktyki polecam.

    • Nie ma co się źlić ;), tylko proszę opisać problem, bo rybę robiłem wiele razy i z tego przepisu robili ją też inni, nikt nie narzekał. W moim piekarniku to >>ok. 30 minut<<, czyli +/-5 w obie strony. Wielokrotnie wspominam w przepisach, że czas pieczenia zależy od piekarnika, bo jak ktoś ma elektryczny i zapuści obieg to się zmienia. Dwa gazowe też nie będą tak samo piec.

  • Iwona

    Ostrzegam, miła bywam bardzo sporadycznie jeśli mnie ktoś wpuści na minę. Mam mintaja w kostce i postanowienie noworoczne: zrzucić nieco z wagi. Oczywiście wcale mi się nie podoba prawda zawarta w sentencji chyba M. Monroe – wszystko co dobre, jest albo tuczące albo niemoralne – jednak postanowienie postanowieniem. Mam zamiar zrobić za niecałe 30 minut Twojego mintaja i jak mi mąż wybije dwie górne jedynki, za to, że niejadalny to pociągnę Ciebie w koszty wstawiania implantów!
    Tekst tak ciepły, że chce się go czytać… czytać… i czytać w nieskończoność. A przy okazji permanentnego niezadowolenia z życia spowodowanego dietą uśmiechałam się jak dawniej (przed dietą).

    • Ktoś zgłaszał już problemy z piekarnikiem – komentarz i moja odpowiedź jest poniżej. Trzeba brać poprawkę na to, że piekarniki bywają różne. 😉 Jedynki dobra rzecz.

      • Iwona

        Uprzejmi donoszę co następuje:
        Jedynki mam, męża jeszcze też. Samiec Alfa wszedł, popatrzył, zapytał „co to”, odpowiedziałam „mintaj z folii tak dobry, że ja pierdykam”. Zjadł, uśmiechnął się i skwitował „dobry”. Pierwszy pozytyw. Młody, nastoletni, chimeryczny w jedzeniu ocenił: „spoko, ale mało, następnym razem cztery kostki żądam”. Ja zaś westchnęłam, patrząc z pożądaniem na ich pieczone ziemniaczki „z ryżem, też jest taki mniam, że palce lizać!”.
        Przepis REWELACYJNY, zdał egzamin na 6. Dodam jedynie, że zmodyfikowałam posypując siekaną natką pietruszki. Co do piekarnika: elektryczny, na 150 stopni z termoobiegiem, czas 25 minut – rozpływało się w ustach.
        POLECAM Z CZYSTYM SUMIENIEM!

        • A to w takim razie bardzo się cieszę i polecam na przyszłość. 🙂

        • zuu2

          Ziemniaki bez sosu mają mniek kcal niż ryż. Pozdrawiam.

  • twojastara
  • Richarda

    Potwierdzam, świetny przepis! 🙂

  • B@

    No właśnie, konkrety !!! a nie mam spędzić godzinę na czytaniu zanim dojdę do przepisu który także jest rozlazły.

  • Gabe

    Chyba najlepszy przepis z jakiego kiedykolwiek korzystałam! 🙂 nie tylko ze względu na to że żarełko wyszło zajebiste, ale również dlatego że autor w tak świetny sposób sporządził przepis że aż mi się gotowało przyjemniej 😀 pozdrawiam kolege ;p

  • sziwka

    przepis fajny ale twoje pitolenie już przy tym trąci gejową myszką….

  • Yola

    przepis super, ale czy można prosić o konkrety jak w takim razie rozszyfrować opakowanie z rybą żeby nie kupić badziewia?? 🙂