Błękitny płomień, czyli test Burn Blue

 Ok, każdy kto mnie zna, wie, że nie lubię mieć kofeinowej deprywacji. Ale też nie jestem jakimś wielkim maniakiem i fanem kawy, zatem często korzystam z usług napojów gazowanych. Moje największe guilty pleasure czyli Coca-Cola niestety nie zawsze wystarczy by z szeroko otwartymi oczyma siedzieć całą noc nad jakimś zleceniem. I tu pojawiają się energetyki, a z nimi mam jednak mały problem. Tenże problem zawiera się w prostym stwierdzeniu: pieprzone landryny.

Kiedyś z kolegą ukuliśmy taki podział. Energetyki w Polsce dzielą się na Landryny, Burna z Sokiem i Herbapol. Bo, moi drodzy – to jest temat na osobną notkę – nie ma żadnej różnicy między Red Bull za jakieś 6 zeta, a Kickerem za 1,89. Poza, oczywiście, nazwą. Dlatego zawsze z radością witam energetyki o smaku innym niż jakiś tam octan etylu 😛

Burn z sokiem był dobrą rzeczą, ale najwyraźniej producent doszedł do wniosku, że czas dalej gonić za rynkiem – i tak pojawia się Blue. Swoją drogą, ostatnio piłem Rockstara jagodowego – niby fajna sprawa, ale tam się trochę położyli. Półlitrowa puszka jest ok, jak się jedzie na granie do Cenegi, tyle, że trzeba to wypić za jednym posiedzeniem. Jest też Green-Up  z porzeczką (dość mocno cierpkawy). No i z głupia frant kupiłem Burna.

Burn Blue ma tylko jedną wadę i widzicie ją na zdjęciu. 😉

 

Generalnie w przemyśle spożywczym działa jedna zasada – nie robi się żywności w kolorze niebieskim, bo ludzie nie będą chcieli kupować/spożywać. O ile z Burnem jest tak, że świadomie kupujemy produkt chemiczny ;), to i tak potwornie creepy jest przelanie energetyka z matowej butelki do szklanki. To znaczy – pewnie to jest jedyny raz kiedy widzicie Burna poza butelką, moje poglądowe zdjątko. Ale i tak, o ile ten barwnik błękitu brylantowego (serio! ;)) jest niepokojący, w smaku – poezja.

Ze składu widzę, że aromaty i soki porzeczkowy oraz z marchwi. Szczerze mówiąc, nie czuję za specjalnie tego pierwszego – raczej łagodna jagódka. Właśnie to jest zresztą największa zaleta tego nowego Burna – nie wali po ryju intensywnym smakiem. W sensie – ani landryną ani np. mocnym cytrusem. Przyznaję się bez bicia, że pół literka smakowałem jakby to był jakiś towar exclusive, a nie paliwo rakietowe za ~4 zeta. Kofeinowo to standard, 32/100. Czyli niby bez rewelacji ale po półlitrowej butelce już mamy lekkiego kopniaka.

Jak pijacie energetyki, musicie spróbować, świetna sprawa. Możecie mi wierzyć – piłem chyba większość dostępnych na rynku energetyków, w tym oczywiście wszystkie inne smaki niż „babciny cukierek” 😉 i ten nowy Burn Blue zdecydowanie wlazł na czoło mojego prywatnego zestawienia. Oby tylko utrzymał się na rynku, bo za dobry jest, żeby od razu zniknąć.

 

Swoją drogą, muszę kiedyś napisać o Yerbie. Piłem zanim była lansiarska, jak wszyscy się nią jarali to przestałem, teraz powoli wracam. A Yerba to najlepszy flow do siedzenia 24h przed dokumentem „łerda”. 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • niebieski Burn to mistrzostwo, ale ten jagodowy rockstar jednak oczko wyżej;)

  • mikewest007

    Ja ostatnio kupiłem złotego Demona (cytrusowego). Nie wali takim perfidnym landrynkowym Red Bullem – zamiast tego smakuje jak typowa multiwitamina. I kolorystycznie też wygląda jak multiwitamina.

  • Nawet nie wiesz jak wkurza mnie, gdy ludzie przekładają jednego standardowego energetyka nad drugiego. Mam dwójkę znajomych wręcz uzależnionych od „tajgerków”. Gdy jechaliśmy do Bułgarii na każdym jebanym postoju jedna lub dwie puszki. Oczywiście w przypadku braku tajgerka płacz i lament, bo nie ma co pić. Gdy im się pokazywało inne energetyki (skład iden – kurwa – tyczny) odzew był jeden: „Nie kupię tego, bo niedobre”.

    Swoją drogą, Chimku – nie zrobisz może zestawienia najgorszych energetyków? Ja niedawno spróbowałem Blacka Mojito – syf tak przestraszny, że po dwóch łykach wywaliłem puszkę wraz z zawartością prosto do śmietnika.

    • mikewest007

      Bo te wszystkie modżajto to takie ni w dupę ni w oko. Ni to mięta, ni to cytryna, podłe w smaku, ale przynajmniej nie smakuje jak standardowy energetyk.

  • park

    Mozesz napisac gdzie go dostales? Jest dosc nowy na polskim rynku i jeszcze nigdy go nie widzialem, a po Twojej pochlebnej recenzji chetnie bym sprobowal ;p

  • Jonskikpj

    właśnie skończyłem pić Burn’a Blue – lepszego energetyka nie piłem – kupiłem go na pl. Jana Pawła II we Wrocławiu w przejściu podziemnym – cena 4.60 zł za 500 ml

  • Karol Ś.

    Musze spróbowac do tej pory piłem tylko Monstery Żółte 🙂

  • Urka

    Cóż, ja pomyślałam że to zajebisty mana potion…
    Monstery zielone są niezłe, ale też przeraźliwie słodkie. Dość dobre jest energetyk mojito marki Lewiatan za niecałe 2 zeta/pucha… Nie jest mdło słodki, a jest niezły. 😉

    • O, to z tej klasy – X-cośtam „lemon&lime” z Carrefoura. Świetny. ;> I też jakoś 1,70 czy w okolicach tej ceny.

  • Ryszard Nowotomyski

    Prawda i absolutna prawda. Uzależnia od zaraz. Mój zdrowy GreenUp acai daleko w tyle. Cholera pije to świństwo 1 l/dobe …. i czuje się rewelacyjnie.