Frittata z suszonymi pomidorami, naturalnie w stylu zen

 Frittata jak frittata, wiadomo że chodzi tu o cudowną Narcię, która właśnie wygląda przez okno. 😉 Świetna rzecz na śniadanie, jeśli akuratnie obrzydła nam jajecznica, albo po prostu mamy ochotę na coś, co nie będzie tak upierdliwe jak omlet. Kiedyś pisałem o frittacie, jednakże był to inny  eon oraz geometria (koniecznie nieeuklidesowa). Ostatnio mam potworne parcie na suszone pomidory. Nie wiem czemu, ale dzień bez kilku takowych to po prostu czas stracony. Przy okazji – frittata jest świetnym daniem, jeśli akurat „wyszło” nam z domu pieczywo, a niekoniecznie mamy ochotę nastawiać ciasto na nową porcję bułek. Bo np. rano to możemy tylko kląć na czym świat stoi idąc w kierunku pierwszej kawy. A frittata prosta, pożywna, dobra, no czego chcieć więcej?

 

Czego nam trzeba?

jaja – 3

suszone pomidory – kilka, 3-4

pieczarki – 50-100 g

parmezan starty

zioła wedle uznania (u mnie tymianek to absolutna podstawa, nie wychodzę bez niego z domu ;))

oliwa oraz masło

 

 

I jedziemy:

Frittata to też takie danie troszkę „róbta co chceta”. W moim przypadku – na patelnię, nie za dużą, ale i nie za małą (wiecie… taką w sam raz ;)). Dajemy niteczkę oliwy i dosłownie skrawek masła. W miseczce rozbijamy jajka, dodajemy tam przesmażone wcześniej na sucho na teflonie pieczarki, posiekane pomidory, parmezan oraz zioła. Mieszamy. Zapalamy gaz. Gdy się tłuszcz rozgrzeje, wlewamy jajeczną masę, i teraz na małym gazie… czekamy. Jesteśmy cierpliwi, jesteśmy zen, bo łatwo spieprzyć robotę. Frittata zacznie się ścinać. Leciutko mieszamy górę, ewentualnie od czasu do czasu – tak jakbyśmy smażyli naleśniki – ruchem kołowym;) rozprowadzamy równo nie ścięte jeszcze jajko. Jeśli mamy cojones, możemy delikatnie wsadzić szpatułkę pod frittatę i zrobić – bach! – sprytne przewracanie na drugą stronę (dlatego miśki moje patelnia nie może być za duża, bo wam się frittata po prostu rozwali). Alternatywą jest albo druga patelnia albo wsadzenie patelni prymarnej do piekarnika na 2-3 minuty. Tak czy inaczej frittata przypomina nieco quiche, w sensie – nie jest to omlet. Jak ktoś wam składa na pół frittatę to jednak nazwałbym to omletem, a nie frittatą. Ale co tam. 😉

Wpis także na akcję:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Fantazzja

    Cudny kiciuś. Frittata też, ale to tylko dodatek do kota 😉