Focaccia, serowe BLT i Józef

 Nie pamiętam, a i znaleźć w tej chwili na internecie nie mogę, ale w jednej z książek Raymonda Chandlera wiecznie biedujący Marlowe zjadłszy kanapkę w barze na rogu rzuca tekstem o tym, że Amerykanie zjedzą nawet (bodajże) starą skarpetę, byle była wciśnięta między trójkąt z tostowego chleba. Jak ktoś z was pamięta, z której to książki, napiszcie mi w komentarzach, bo nie usnę.

BLT, jedna z najbardziej klasycznych kanapek, której składnikami są – jak nazwa wskazuje – boczek, sałata i pomidory (bacon, lettuce, tomato), majonez oraz naturalnie – chleb. Jak wiele rzeczy po II Wojnie Światowej (makarony, pizza, ragu bolognese, które zamieniło się w spaghetti z klopsikami…) wydaje się, jakby była w Ameryce od zarania dziejów. No cóż, pierwsze wzmianki dotyczące BLT dochodzą do nas z początku XX wieku. To jedna z podstawowych tzw. clubhouse (albo double decker) sandwich, czyli kanapki, w której wszystkie składniki znajdują się między dwoma (albo i trzema) kromkami chleba (często tostowego).

Skąd wzięła się BLT? Teorii jak zwykle jest wiele. Wiadomo, że z klubów (bo i tak też się nazywa ogólnie ten typ kanapki). W przewodniku po Nowym Jorku, z roku 1940 znajdujemy zapis, jakoby niejaki Richard Canfield zakupił Saratoga Club (klub w Saratoga Springs), w którym – po przerobieniu go na kasyno – w 1894 kuchnia zaczęła oferować takie właśnie kanapki. Inna sprawa, że najstarszy konkretny przepis w literaturze pojawia się w roku 1903, w książce Good Housekeeping Everyday Cook Book, autorstwa Isabel Gordon Curtis. Są teorie o indyku, skrawkach zimnego kurczaka, no słowem – jak zwykle pochodzenie ginie w pomroce dziejów. Tak czy inaczej – TO TYLKO CHOLERNA KANAPKA! Zatem koniec teorii, zabierzemy się za praktykę.

Powiem tylko na koniec tego szkicu, że mutacji BLT jest naprawdę sporo, wręcz niektóre ekstrawaganckie indywidua zalecały usunięcie sałaty (sic!), zaś do dziś trwają debaty, jakich pomidorów czy boczku użyć w tym oto żarełku. Ja polecam wam sałatę lodową, bo nie jest zbyt mocno dominująca w smaku, a jak to lodowa – chrupie. Mniam.

Ja na szczęście jestem w miarę racjonalny. To znaczy – mamy to co trzeba, ale z lekko parmezanowym bonusem, serem żółtym, a sama kanapka jest w focaccii (przepis na focaccię podam osobno), która to została mi z wczoraj i idealnie nadaje się do grillowania.

Na zdjęciu widzicie także jednego z moich kotów – Józka. 😉

 

Czego nam trzeba?

boczek

pomidor

sałata lodowa

focaccia (a jeśli nie macie, zróbcie klasycznie – z chlebem tostowym)

majonez

tarty parmezan

ser żółty o w miarę neutralnym smaku (np. tak zwane polskie goudy ;))

 

I jedziemy:

Boczek wysmażamy mocno, na chrupko. Kromki focaccii kroimy wzdłuż, rozkładamy. W miseczce mieszamy ze dwie, trzy łyżki majonezu z, powiedzmy, łyżeczką tartego parmezanu (albo correggio, hehe). Smarujemy obie strony kanapki. Kładziemy porwane kawałki opłukanej sałaty, boczek, pomidor i po plasterku sera żółtego. Kolejność wedle uznania. Zamykamy kanapkę. Jeśli macie opiekacz „otwarty” (jak za komuny, ze spiralą ;)), to super. Jeśli macie opiekacz w stylu tostowym – focaccia nie wejdzie, korzystajcie z chleba tostowego (ale nie polecam, on strasznie miażdży żarełko). Ja grillowałem na patelni grillowej. Trzeba tylko pilnować, żeby wam się nie spaliło.

I to właściwie tyle!

 

ps

Przepis na focaccię. Róbcie ciasto drożdżowe jak na pizzę albo chleb, tyle że dodajcie nieco mleka (albo zaczyn drożdżowy na mleku). Gdy zagnieciecie ciasto po raz pierwszy, zostawcie na godzinę. Po tej godzinie wyłóżcie wysmarowaną oliwą (i ew. posypaną bułką tartą) formę waszym ciastem, ponaciskajcie je kciukiem, a w powstałe zagłębienia wlejcie po odrobince oliwy. Zostawcie na jeszcze tak z pół godziny (żeby trochę wyrosło, pod ściereczkę zajrzyjcie po kwadransie – jak nic z tego, to pieczcie od razu, bo się i tak nie ukręci). Potem tylko posypać rozmarynem i pieczemy – sprawdzajcie „na patyczek”, kiedy będzie ok.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ewa Szymczak

    Mniami,a jaki piekny kocio wrrrr 🙂