Jak obchodzić się z papryką i nie zwariować

 Będzie krótko, w żołnierskich słowach (chyba…). Kilka porad dla kawalerzysty, który postanowi zachwycić znajomych albo czymś z okolic kuchni węgierskiej, albo po prostu pragnie zająć się paprykami. Wydawałoby się, rzecz prosta. Nie do końca jednak, bo na nierozważnego adepta paprykowej kuchni czeka kilka niebezpieczeństw. No dobrze – właściwie to tylko cztery, stąd szybciutkie przykazania i sposoby na poradzenie sobie z tymi problemami.

 

1. Nie smażymy!

Nie to że w ogóle. Nie smażymy papryki w proszku. Problem z papryką jest taki, że posiada cukier. Tenże bardzo, ale to BARDZO szybko karmelizuje i pali się. I nawet jeśli tego nie widzicie ;), to poczujecie – potwornie gorzki smak, który właśnie spieprzył wam wymarzony paprykarz. Co robimy? Gdy np. zesmażamy boczek, słoninę, cebulę i następuje ten moment, kiedy dokładamy proszkowaną paprykę, zestawiamy na chwilkę gar z ognia. Niech się ten tłuszcz uspokoi. Potem wsypujemy perwersyjne ilości papryki, podlewamy kilkoma łyżkami wody – żeby nie było samego tłuszczu, który nam paprykę takoż spali i… no, wrzucamy z powrotem na mały ogień.

 

2. Pali się!

Jednym z większych problemów z papryką i tym samym jej dobrodziejstwem jest kapsaicyna. Kapsaicyna to alkaloid, który działa na naszą śluzówkę i receptory bólu (tzn. bulu). Nieważne czy akurat sypaliśmy szczypty i mamy na palcach nieco papryki, czy właśnie kroiliśmy jakieś chili, najgorsze co można zrobić to wsadzić palucha do oka, bo nas akurat coś w okolicy zaswędziało. Raz mi się zdarzyło, bo człowiek drapie się odruchowo – gwarantuję wam, to jest jedyny raz, jeśli się zagapicie. 😉

To samo dotyczy próbowania dań ostrych – ja sobie żartuje, że co bym ostrego nie robił, pod koniec zawsze mam już dokumentnie poparzone usta. W fenomenalnej książce Tadeusza Olszańskiego „Nobel dla Papryki” można znaleźć i taką opowiastkę o węgierskim szefie kuchni, który dla tureckiego dygnitarza robił jakiś megaostry sos i na tydzień stracił smak (bo tak pikantnego homara musiał ukręcić).

Ale – jak sobie radzić i z zatarciami i z poparzeniami pyszczka i z ew. pożarem podczas jedzenia? Otóż drodzy, ostatnie co powinniście zrobić to pić wodę. Kapsaicyna rozpuszcza się albo w mleku (i produktach mlecznych) albo w alkoholu. Zatem nie ma przeproś – szklanka mleka, butelka wódki – wybór należy do was. 😉 Byle nie jedno i drugie, bo można marnie skończyć.

 

3. I… Pestka!

W przypadku takich papryk jak pepperoni, chili itp., ważne są pestki. Dlaczego? Bo jeśli chcecie by potrawa miała 3x mocniejszy, płomienny wygar, wrzucacie pestki razem z resztą do wywaru. W nich siedzi BARDZO dużo ostrości i niejednokrotnie może się zdarzyć, że przesadzicie – końcowy efekt będzie tylko dla najtwardszych Madziarów… 😉

 

4. Biała siła, biała gorycz

O, a jak już paprykę przekroimy i czas np. pokroić w paski w środku, poza pestkami są też takie małe białe fragmenty, które trzeba wyciąć. Dlaczego? Dzięki temu pozbawimy później smażoną/gotowaną paprykę ewentualnej eksplozji goryczy.

 

Zdjęcie znalazłem na blogu http://cyklamen.blox.pl/2009/02/Czerwone-zloto.html

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Jagwiesia Nyc

    pokroilam kilka ostrych papryczek i mam poparzone dlonie
    moczylam w mleku ale wciaz pali ,to juz kilka godzin
    nie wiem co jeszcze moge zrobic 🙁

    • Po pierwsze – jeśli tak długo, to istnieje możliwość, że możesz być uczulona albo nadwrażliwa na kapsaicynę (to, co wywołuje palenie). Po pierwsze, papryczka papryczce nierówna, warto byłoby wiedzieć, czym się załatwiłaś (zawartość kapsaicyny jest różna, mierzy się to specjalną skalą). Zrób przede wszystkim jedną rzecz (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś) – umyj dokładnie dłonie tłuszczem (mleko może być zbyt chude). Brzmi idiotycznie, ale olej z reguły pomoże pozbyć się tego, co mogło zostać na skórze. Do tego zrób sobie zimne okłady, żeby chociaż złagodzić ból. To tak w kwestii doraźnej, jak nie będzie przechodzić, to do lekarza.

      Masz szczęście, że pracuję po nocach. 😉