Wuzetka heretyków

 Tak, na zdjęciu jest jeden z moich kotów, zaraz do tego dojdziemy. Wuzetka to jedno z najbardziej znanych w Polsce ciastek (Lud też je uwielbia). Jak to zwykle z popularnymi produktami bywa, historia Wuzetki ginie w pomroce dziejów. Na Wikipedii i peryferiach ostają się dwie teorie. Albo jest to około PRL-owski zabieg pt. „Wyrób z kremem”, albo nazwa pochodzi od tego, że przy trasie W-Z była kawiarnia, która serwowała ten deser. Tak czy inaczej – udałem się na poszukiwania ciekawych pomysłów, jak można przetworzyć Wuzetkę. No bo błagam – prosty biszkopt na kakao (kakale ;)) jakoś wydawał mi się nudny, a Lud zażyczyła sobie, że nie chce żadnego dżemu czy powideł pomiędzy górną warstwą, a pomadą czy polewą czekoladową. No i w końcu znalazłem, na blogu Anula w kuchni – świetne ciasto, naprawdę wam polecam. Łatwiejsze do zrobienia niż klasyczny biszkopt (nie ma piany etc.), a smakuje bosko, no i jest wiecznie lekko wilgotne, co tylko dodaje wrażeń smakowych.

W tle na zdjęciu jest mój kot, Józek. Tam mam najlepsze światło dzienne rankiem, a koty jak wiadomo uwielbiają leżeć na parapecie. Józek to kot przywieziony z Gliwic, ale zdecydowanie lubi Warszawę i jej wypieki. 😉 Tak, wiem, zdjęcie nie jest najpiękniejsze, ale Józek się uparł, że takie ma być.

 

Czego nam trzeba?
3 i 1/2 szklanki mąki pszennej

2 łyżeczki sody oczyszczonej

4 łyżki kakao

3 jajka

3/4 kostki masła

1,5 szklanki cukru

300g dżemu wiśniowego

1,5 szklanki mleka

na krem:

3x śmietanka 30%

3-4 łyżki cukru pudru

na polewę:

150g gorzkiej czekolady („Wawel” dużo miazgi ma)

masło

 

I jedziemy:

Podoba mi się, że tu nie ma wielkiej filozofii. Masło ucieramy z jajkami i cukrem w jednej misce. Mąkę mieszamy z sodą i kakao w drugiej misce. W trzeciej – miksujemy mleko z dżemem. Potem do michy z ucierką jajeczną wsypujemy trochę mąki, wlewamy mleka i miksujemy. I tak aż się pozbędziemy wszystkiego z miski drugiej i trzeciej. Ciasto wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w 180st. C przez jakieś 40-50 minut. Generalnie tu będą drobne różnice w zależności od piekarnika, ale po prostu – na patyczek. Jak patyczek na środku ciasta będzie suchy, jest git, wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i studzimy.

W międzyczasie robimy krem. Śmietankę z cukrem pudrem ubijamy na sztywno tak, że jak postawicie miskę nad głową to wam nie spadnie rzeczona śmietanka na łeb. 😉 Ewentualnie jeśli nie macie skłonności do ryzykanctwa, przechylajcie. Miksować trzeba jakies 7-10 min. Bitą śmietanę wkładamy do lodówki.

Ciasto na bank nadal się studzi (trochę mu zejdzie, można nawet i na noc zostawić, albo robić jak ja – piec późną nocą, jak to mi poradziła moja wielka przyjaciółka Ola), ale już jest prawie wystudzone 😉 zatem zróbmy polewę. W garnku zagotowujemy nieco wody, na to stawiamy miseczkę, gdzie wrzucamy pokruszoną czekoladę. Dodajemy masła do uzyskania pożądanej gęstości. Regulujemy czekoladą i masłem. Nawet jak wam troszkę za dużo wyjdzie, ja bym się nie martwił, że się zmarnuje. 😉

Ciasto przekrawamy wzdłuż na pół. Na dolnej połowie kładziemy warstwę bitej śmietany, przykrywamy drugim blatem, polewamy czekoladą, bach do lodówki. I wyjadamy, pyszne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • jsg

    1) Biszkopt powinien być bez proszku. Inaczej jest to ciasto ucierane, a nie biszkopt 🙂 2) Pomysła z galaretką do bitej smietany jest originalny, ale nie skorzystam za bardzo wydumane

    • Zgadzam się, dlatego właśnie mi się podoba – co zresztą we wstępie napisałem 😉 Takie ciasto jest łatwiejsze do zrobienia, bo nie trzeba się bawić z pianą i martwić o wyrośnięcie. A smakuje dobrze, więc kryterium funkcjonalne spełnia. 😉