Pizza rzeźnicza na drożdżowym cieście

 Czemu rzeźnicza to już tłumaczę. Otóż Lud dzisiaj ma kolejną wizytę w rzeźni w ramach praktyk weterynaryjnych. Rzeźnia to jest generalnie mało przyjemne miejsce, zwłaszcza ta, gdzie jest ubój krów. Jako że Lud wraca zawsze z rzeźni wypluty i wymięty, Ludowi robię wtedy specjalne żarcie. Dziś aż się zmusiłem do zmontowania pizzy (Lud uwielbia pizzę, co jest dość smutne, bo jest tyle fajnych potraw) i to nawet na drożdżowym cieście. Ciasto drożdżowe to zawsze dla mnie taka gra va banque – jak się kupi przemarznięte drożdże to choćby człowiek kręcił piruety rzęsami – nic nie wyjdzie. Potem można je przegrzać i zabić jeśli woda jest za ciepła. Mogą nie wyrosnąć jak będzie przeciąg w mieszkaniu. Ciasto może mieć zakalec. Etc. etc. etc.

Dlatego z reguły robiłem na kruchym, bo kruche ciasto to ja mam – jak moja przyjaciółka Ola mówi o biszkopcie – w pamięci i o trzeciej nad ranem zrobię. 😉

Ale do rzeczy. Pizza na kształt tzw. „wiejskiej”. Cudzysłów celowy, bo niby czemu ogór kiszony, kiełbasa i boczek miałyby się kojarzyć z wsią. Duh. Niechże będzie zatem – rzeźnicza.

 

Czego nam trzeba?

na zaczyn:

drożdże – ok. 20-30g (jak łatwo się domyślić – jedna trzecia kostki)

letnia, prawie ciepława woda

mąka pszenna

pół łyżeczki cukru

na ciasto:

300-350g mąki pszennej, użyłem 650 (leży bliżej chlebowej ;))

1-2 łyżki oleju/oliwy

łyżeczka soli

odrobina wody w razie czego

na farsz:

ketchup lub własny sos pomidorowy (taki jak napoli ;))

1 cebula

150g pieczarek

100g wędzonego boczku

2 ogórki kiszone

100-150g kiełbasy (np. Toruńskiej)

125g sera Mozzarella

100g sera Tylżyckiego

 

I jedziemy:

W garnuszku mamy już naszykowane ok. 150ml letniej wody. Woda nie może być za ciepła. Pomyślcie o letniej. To znaczy – niby już w stronę chłodu, a już nie ciepła. Wsadzacie palec i jest miło i przyjemnie (fuck, jak to zabrzmiało :P). Do tejże wody wsypujemy cukier, wkruszamy drożdże, lekko mieszamy, dosypujemy 2-3 łyżki mąki, mieszamy w miarę spokojnie, przykrywamy ściereczką, odstawiamy we w miarę ciepłe miejsce na jakiś kwadrans. No chyba, że wam wykipią wcześniej. 😛

W tym czasie na patelnię wrzucamy pokrojoną w paski cebule i podsmażamy na odrobince tłuszczu. Dokładamy pieczarki, solimy, pieprzymy, smażymy do momentu, aż zaczną brązowieć.

W tym czasie powinien nam się zaczyn już robić – sprawdzamy.

Wrzucamy podsmażone pieczary z cebulą do miseczki. Na patelni z kolei teraz zesmażamy – na mocnym ogniu – boczek wędzony, tak prawie na skwarki.

Zaczyn powinien być gotowy, zatem do michy wsypujemy mąkę, wlewamy zaczyn i – nomen omen – zaczynamy wyrabiać ciasto. Na początku na pewno będzie się kleić, potem powoli odłazić, aż wreszcie zacznie puchnąć. Niczym się nie zrażamy – ja wyrabiam zawsze w misce (kuchnia za mała na wielką stolnicę), zatem mam łatwiej, bo miska jest przytrzymywaczem – ale jeśli robicie „to” 😉 na stolnicy, trzymajcie jedną ręką koniec ciasta, a drugą rozciągajcie. Ew. przytrzymujcie nadgarstkiem (tak, wiem jak to brzmi, ale ogarniecie), a rozciągacie drugą łapką. Dodajemy łyżkę-dwie oleju bądź oliwy i wyrabiamy jeszcze chwilę. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 5 minut, podczas których pokroimy w plasterki ogórki kiszone, kiełbasę, oraz zetrzemy oba sery. Nagrzewamy też na maksa piekarnik – 220, it is a bitch.

Zaglądamy pod ściereczkę – ciasto powinno balansować między „what the kurwa fuck” a „what sorcery is this?!”. Jeśli nie urosło – macie problem. 😛 Ale jak urosło, ja bym na waszym miejscu podzielił na dwie kulki. Zresztą – to zależy czy możecie robić dwie pizze na raz, jaki macie piekarnik, jakie blachy etc. etc. Ja musiałem na dwie tury.

Możemy ciasto nieco rozwałkować, ale będzie to troszkę wpieniać, bo ciasto na pizzę ma tendencję do chowania się w sobie – nieśmiałe jest. Dlatego – i to nie żart – bawimy się jak na filmach. Tzn. ja się tak do pewnego momentu bawię, bo mam mikroskopijną kuchnię ;), ale generalnie lekko rozwałkowany kawałek ciasta ląduje na pięści…

Tak, pięści, panie i panowie z pazurami – pięści. Bez pazurów – też pięści. Drugą pięścią rozciągamy lekko i wprawiamy ciasto w ruch wirowy :P, tak, że samo się będzie ładnie rozciągać. To też jest kluczowy moment, bo jeśli źle zagnietliśmy, rozerwie nam się, że tak nieładnie powiem – w pizdu. Ale kilka obrotów i powinno być w miarę ok.

Kładziemy je na blachę wysmarowaną oliwą albo olejem. Smarujemy sosem. Kładziemy skrawki mozzarelli, sypiemy żółtym serem. Na to kładziemy pieczarki, boczek, kiełbachę i ogóra kiszonego. Można posypać odrobinką sera, byle nie za dużo, bo nam się towarzystwo zaparzy.

Wsadzamy do buchającego jak piekło piekarnika na… To zależy od grubości ciasta. Ale od kwadransa do pół godziny. Patrzcie w szybkę.

Wyjmujemy i zajadamy! Ha!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Panie Chimku, właśnie sprawił Pan, że dojdzie mi parę centymetrów w pasie. Chętnie spróbuję tego cudu.