Überfusion tortilla z plot twistem

 Plot twist pojawia się od razu. W tej tortilli, na którą przepis zaraz przeczytacie, nie ma nic dziwnego poza moim chwilowym obłędem kulinarnym. Czego tu nie ma – za sos robi coś a la tzatziki, farsz to kurczak w fajnej marynacie, papryka, pieczarki i cebule. Do tego jajko na twardo pokrojone „ósemki” i żółty ser. Ale nie o to chodzi. Ten wpis to takie preludium do megapoważnego tematu, którym zajmę się w jednej z następnych not. W skrócie: samowystarczalność. To przerażające (ale i fascynujące zarazem) jak kurewsko drogie są pszenne tortille w sklepie (od 8 do nawet 20 zł za 5-6 placków), a jak łatwo je wykonać. Także możecie spokojnie olać farsz, ale jeśli tylko macie patelnię z nie zdartym jeszcze teflonem, gorąco namawiam was do robienia własnych tortilli. Zajmuje to czasu tyle co nic, kosztuje 10x mniej, zaś radość – niewymierzalna i bezcenna. Zapraszam!

 

Czego nam trzeba?

na tortillę:

mąka pszenna

3 łyżeczki oleju

sól

ciepła, prawie letnia woda

na farsz:

cycek kurzy

1 czerwona papryka

1 cebula

1 cebula czerwona

100g pieczarek

3 jajka

na marynatę:

1-2 ząbki czosnku

sok z 1/2 limonki

pieprz czarny

papryka słodka

łyżka albo dwie oliwy extra dziewiczej 😉

łyżeczka wody

na sos:

jogurt naturalny

śmietana 18%

majonez (Kielecki naturalnie ;))

pieprz czarny

1/2 ogórka

czosnek niedźwiedzi

sól

 

I jedziemy:

Najpierw kuciak, bo on musi poleżeć chwilkę. Myjemy, czyścimy i kroimy w paski kuciaka. W miseczce szykujemy marynatę – czosnek, paprykę, sok z limonki, oliwę i nieco wody. Mieszamy dokładnie, po czym wrzucamy w to paski kurczaka, mieszamy jeszcze raz, by marynata pokryła mięso i wkładamy do lodówki na jakieś pół godziny.

Teraz ciacho. Do miski wsypujemy pożądaną ilość mąki – dla was niech to będzie szklanka, ja sypię zawsze „z ręki” ;), bo potem się tylko dookreśla ilością innych składników. Sypiemy także sól. Do tego wlewamy tak 2-3 łyżeczki oleju, czyli – po mojemu – jedno lunięcie. Łapką ładnie rozcieramy, po czym dolewamy nieco ciepłej wody którą sobie obok naszykowaliśmy. Tu nie ma reguły, ale zazwyczaj to powinno być – na wasze – ok. 100 ml, a u mnie trzy ciurki. 😉 Wyrabiamy ręką aż ciasto przestanie od niej odchodzić i stanie się dość gładkie. Formujemy kulę, polewamy kapką oleju, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na kwadrans i chwilkę.

Idziemy na fejsa na 5 minut.

Wracamy do kuchni ;), gdzie zabieramy się za placki. Bierzemy ciasto, chwilkę ugniatamy, formujemy w wałek, odrywamy zeń kawałek i rozwałkowujemy na cienki placek. Można bez obaw podsypywać. Cienki tenże placek wrzucamy na dość mocno rozgrzaną patelnię teflonową, pod którą mryga średni ogień. Smażymy placek z obu stron po ok. minucie, ostatecznie dwóch. Wszelkie formujące się bąble przyciskamy do patelni ;).

Gotujemy na twardo jajka – to trzeci międzyczas.

Placki przykrywamy ściereczką, co by tak okrutnie nie stygły i na ten sam teflon wrzucamy kuciaka razem z marynatą. Nie bójcie się o czosnek – wszystko puści soki, a kuciak zdąży się usmażyć, zanim czosnek zbrązowieje. Wyjmujemy kuciaka (ale zostawiamy resztkę płynów), wrzucamy cebule, lekko solimy, smażymy. Po chwili dorzucamy i pieczarki pokrojone w paski. Smażymy dalej, na końcu ciskamy paprykę, smażymy jeszcze chwilę i gasimy ogień.

Sosik to już tylko ostatnia prosta – jogurt, nieco śmietany i majonezu (proporcje wedle uznania, ale raczej mało tych dwóch ostatnich), dodajemy czarnego pieprzu, szczyptę albo dwie czosnku niedźwiedziego (toć wiosna! ;)), połówkę obranego ze skórki i startego ogóra. Miąchamy i odstawiamy na chwilę.

 

Tortillę smarujemy sosem, sypiemy odrobinkę startego żółtego sera, kładziemy porcję farszu, znów sypiemy żółtym serem, zwijamy, na górę kładziemy jajko do zdjęcia. Resztę tortilli zawijamy wedle uznania. 😉

Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Wow, rzeczywiście fusion ^^ Nawet ja jestem bardziej tradycyjna z tortillami i zwykle robię coś a’la fajita 😀
    Z okazyjnym wyjątkiem użycia ich do shoarmy, ale jakoś nigdy nie smażyłam placków. Next tajm spróbuję, ciekawe, czy wyjdą ];>

  • Joanna Gierula

    dawno tak się nie uśmiałam czytając posta kulinarnego 🙂
    a co do placków to masz „absolutnie absolutną” rację !!! Popieram 😀

  • Joanna Gierula

    ja też próbowałam takowe wykonac i może nie wyszły tak elegancko jak te tutaj 🙂 ale zjadłam i przeżyłam.

  • Chimek

    Drogie panie, jedyne co może w takiej tortilli nie wyjść to to, że za długo będziemy ją trzymać na patelni i placek będzie bardziej suchy i kruchy (to samo niestety dzieje się, jak się ma patelnię głębszą niż centymetr – widać to na moim zdjęciu, są „połamane” brzegi) i będzie bardziej przypominał arabską yufkę czy podpłomyka. Ale to nic – kwestia wprawy! 😉

  • Astarael

    Ha, widzisz, a ja robiłam placki tortillowe ze smalcem, nie olejem. Koło łyżki smalcu rozpuszcza się w ciepłej wodzie, dodaje do mąki, potem wyrabia tak jak Ty tutaj. Tylko trzeba ostawić na prawie godzinę, a nie na 5 minutek 😉 Przy smalcu będą ci większe bąble rosły, no i tortille po usmażeniu będzie trzeba zawinąć w mokrą ściereczkę, bo i inaczej będą twarde – ale to wystarczy je wtedy pokapać wodą i chwilę podgrzać i będą bardzo si 🙂 Ja tortille robiłam, gdy się wyprowadzaliśmy z poprzedniego mieszkania i był Tydzień Wyjadania z Szafek.

  • Chimek

    Olu, tak – smalec jest w oryginale ponoć, ale akurat nie miałem na stanie, a było dużo oleju. 😉

  • Zaszalałeś z tym farszem 🙂
    I ogromne dzięki za przepis na placki na tortillę, moje własne eksperymenty wyszły średnio, teraz już wiem, z czego następnym razem będę korzystać!