Dyskretny komuny czar, czyli mortadela power

 Skojarzenia to straszna rzecz. W ramach „blogi treści” dzięki Durszlakowi odkryłem fenomenalnego bloga Trzy Posiłki Dziennie. Podobnie do linkowanej wcześniej (i w bocznym panelu) Kuchni pod Wulkanem, blog to samo mięcho i treściwe wpisy. Smaczku dodaje fakt, że autor skupia się głównie na kuchni azjatyckiej i to czasem potrawach, które zawstydziłyby te kurze macice i prażone pszczoły rodem z Tajwanu. Jeśli zatem ogarniacie, że tzw. Chinol to kuchnia z Wietnamu, nie boicie się różnych dziwactw, jesteście wkręceni w takie kulinaria (regiony, albo nawet jak ja spędziliście kilka sekund na sinologii :P), szczerze polecam. A jaki to ma związek? Ano taki, że najnowszy przepis zawiera w sobie kurze łapki, czyli znane nam (?) z dzieciństwa „rapy”. To momentalnie otworzyło mi klapkę w mózgu pt. magia mortadeli. Dig in!

 

Mortadela, czyli po włosku – zupełnie inaczej – mortadella ;), to gruba kiełbasa ze zmielonej wieprzowiny, słoniny i zaprawiona różnymi przyprawami. Tak prezentuje się ta włoska. Polska zaś, i teraz  i dawniej to zmielone kurze albo wieprzowe odpadki (zapewne razem z tzw. emulsją, czyli MOM ;)). Mortadela to także czysty przykład alchemii. Otóż na surowo, jak tylko jej spróbuję, nosem leci mi tort z komunii. Ale już usmażona w panierce, no miód, cud, dzieciństwo i łzy nostalgii… 😉 Nie wiem kto z was pamięta te słynne kotlety bidoków – ja się urodziłem zaraz po stanie wojennym, moi rodzice pracowali w PZN (Polski Związek Niewidomych) i jako inwalidzi 1. grupy niespecjalnie śmierdzieli groszem. Stąd makaron z serem, sernik na zimno, czy kotlety z mortadeli to coś co jednoznacznie kojarzy mi się z zielonym kieleckim blokowiskiem. Ale przejdźmy do rzeczy, bo danie bidoka czeka! 😉

 

Czego nam trzeba?

150g mortadeli (w kawałku, bo kotlety powinny być w miarę grube, tak na 1cm)

bułka tarta

parmezan (haha, widzę wasze miny ;))

jajko

olej

przystrajam:

trochę ziemniaków na frytki

pomidor

szczypiorek

majonez Kielecki

ketchup

 

I jedziemy:

Bo to straszna filozofia 😉 Tartą bułę mieszamy z parmezanem. Plastry mortadeli obtaczamy w rozbełtanym jajku, bule, jajku, bule, bach na gorący olej. Potem frytki, jak się nam wszystko usmaży, wykładamy na talerzyk, przystrajamy jak chcemy – ja pomidorem, szczypiorkiem plus moczenie na frytki. I to właściwie wszystko. Niby nic, a wrażenia podróży w czasie – gwarantowane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...