Stefánia szelet

 Brzmi srogo, ale nic się nie bójcie – to coś na kształt znanego nam klopsa. Stefánia szelet to była ciekawa wyprawa kulinarna. Przyznam się wam, że najlepiej jazdę w stylu „znajdź nową potrawę” uskuteczniam za pomocą angielskiej wikipedii, poczynając wikiwalka od „regional/global cuisines”. Trzeba przyznać, że o ile polska – wiadomo, to angielska wiki pod tym względem jest po prostu kolosem. Ale czasem nie ma wszystkich potraw, a zwłaszcza tych mniej popularnych – stąd moje zainteresowanie stefánia szelet. Ale nawet jeśli nie znamy węgierskiego, to przecież jest translator google (uch), fantazja, wykształcenie lingwistyczne oraz niewątpliwy talent do języków. 😉 Przyznam też, że gdy już w kwestii tego przepisu pozostało niewiele tajemnic, okazało się że nie różni się stefánia szelet zbytnio od naszego klopsa… Dlatego też, o czym niektóre węgierskie blogi zapominały – podbiłem czym trzeba, by było bardziej madziarsko. Do dzieła!

Czego potrzebujemy?

600-700g mielonej wołowiny (można wymieszać z cielęciną)

7 jaj

2 suche bułki

mleko

2-3 ząbki czosnku

1 cebula (mała, albo pół dużej)

1 cebula czerwona

majeranek

kminek

gałka muszkatołowa

pieprz czarny

sól

masło

bułka tarta

na sos:

masło

mąka pszenna

bulion wołowy

koncentrat pomidorowy

papryka słodka

papryka ostra

ciemny sos sojowy

 

I jedziemy:

Filozofii za wiele w tym daniu nie ma. Bierem mięso mielone, wrzucamy do michy. Dwie suche buły namaczamy w mleku, odciskamy (ale nie za mocno) i wrzucamy do mięsa, takoż i startą na tarce cebulę i jej czerwoną koleżankę. Wbijamy dwa jajka i ładnie mieszamy. Ręką. Jak żremy mięso, to się nie ma co go wcześniej brzydzić. 😉 Doprawiamy – dużo pieprzu czarnego, szczypta gałki (tu naprawdę nie przesadzajmy, bo gałka potrafi spieprzyć potrawę), dwie wywrotki majeranku i jedną kminku (mielonego, albo stłuczonego w moździerzu). Do tego 2-3 starte ząbki czosnku i nieco soli.

W międzyczasie pozostałe 5 jaj gotujemy na twardo i studzimy zimną wodą. Następnie obieramy, co nikogo nie powinno dziwić. 😉

Formę „keksówkę” smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą. Wykładamy dno mięsem. Na to „gęsiego” kładziemy ugotowane jajka. Przykrywamy resztą mięsa, lekko posypujemy bułką tartą. Bach do nagrzanego na 180C piekarnika. Pieczemy ok. 30-40 minut, ale warto zaglądać, bo jeśli zbierze się tłuszcz, wyjmujemy go łychą (albo prościej strzykawką ;)). Nie wylewamy tłuszczu!

Dlaczego? A dlatego, że jeśli jest go sporo (jak nie, to dokładamy skrawek masła), to bach do rondelka, rozgrzewamy, podsypujemy mąką, robimy ciemną zasmażkę. Zalewamy szklanką bulionu, miąchamy non stop, dokładamy łyżeczkę koncentratu, a potem sypiemy wedle uznania i proporcji paprykę słodką i ostrą. Jeśli sos nie jest wystarczająco ciemny, dajemy kapkę sosu sojowego (i przy okazji nie musimy już solić). I pieprzyć czy ktoś to nazwie fusion czy nie, barwnik to tylko. ;P Zagotowujemy sos, w tym czasie pewnie nam się już klops zrobi.

Wyjmujemy, smażymy trochę frytek (bo Lud i Gość lubią), do tego po uczciwym plastrze stefánia szelet, trochę sosu i zajadamy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Dzieciuchm

    Przeczytałam szalet zamiast szelet i od razu jakoś mnie zaciekawiło i za razem odstraszyła wizja permanentnej biegunki 😀
    Jednakże przepraszam i planuję na jutro na obiadek ^^

  • marcin wojtasik

    Ja też lubię poprzeglądać sobie wiki w poszukiwaniu inspiracji, ale to wciąga tak, że pół dnia można przesiedzieć przed kompem;)

    • Chimek

      No niestety – na szczęscie komputer to moje narzędzie pracy, także jakoś uchodzi mi to na sucho. 😉