Schwarzwälder Kirschtorte Blitzkrieg, czyli torcik „Czarny Las”

 Nie da się, oj nie da oprzeć temu błagalnemu spojrzeniu „zrób torcik czarny las”. Nawet jeśli ktoś, jak ja, jest zwolennikiem alchemii naturalnej, czyli kucharzenia wytrawnego a la Węgry albo Azja. Nie zaś kuchni ceremonialnej, a raczej cukiernictwa ceremonialnego, gdzie kilka gram w tę albo we wtę potrafi zepsuć cały proces żarełkogenny. No ale co zrobisz na błagalne spojrzenia. Czasem trzeba wdziać te szatki i kapelutek maga i czynić ceremoniał, robiąc tort szwarcwaldzki. Na jednej nodze, śpiewając hymn radziecki.

 

 

 

Tort Szwarcwaldzki to w pewnym sensie rzecz, przy której nie za bardzo jest jak namajstrować. Co najwyżej z lenistwa, albo braku produktów zastosujemy substytuty. Sam „szkielet” tego niemieckiego ciasta jest ten sam. Wiśnie, śmietana, no i naturalnie ten ichni likier, który zastąpiłem naszym (bo niby skąd miałem wziąć…). Różnie też bywa z samym ciastem – sprawdziłem kilka wersji, w tym i szprechane, i faktycznie nie zawsze jest to ciemny biszkopt (tzn. barwiony kakao), a czasem coś na kształt ciasta, które i ja zrobiłem.

 

Czego potrzebujemy?

na ciasto:

150 g gorzkiej czekolady (polecam Wawel, ze względu na % kakao)

150 g masła

150 g cukru

6 jajek (osobno będą żółtka, osobno białka)

150 g mąki

odrobina proszku do pieczenia

szczypta soli

 

reszta:

likier wiśniowy

500 ml śmietanki 30%

500 g mrożonych wiśni

cukier puder

 

I jedziemy:

Masło wyjmujemy z lodówki, co by było miękkie. Czekoladę łamiemy do miseczki, a tą stawiamy na garnku gdzie gotuje się woda. Siadamy do fejsa, ale od czasu do czasu spoglądamy do kuchni. Jak nam się czekolada ładnie roztopi, zdejmujemy z ognia, czekamy chwilkę (np. jeśli mamy w kuchni specjalną półeczkę z książkami „wystarczy jedna strona” ;)), po czym jeszcze w miarę ciepłą (ale bez przesady) miksujemy z masłem (TAK, KUPIŁEM MIKSER EEEEEEHAW! :P) do poziomu gładkiej masy.

W ogóle mam nadzieję, że przez ten czas poza fejsbuniem podzieliliście także jajka na żółtka i białka. Te pierwsze zaraz zużyjemy, te drugie będą pod pianę (zatem nie może być w nich ani grama żółtka ;)). A zatem – do masy dorzucamy ze dwa żółtka, jedną trzecią cukru i miksujemy. Potem znowu drugą trzecią żółtek i cukru – i miksujemy. I tak trzeci raz i powinno być wmiarę ok. Palcem spróbować, jak nie podpasi to dołożyć cukru najwyżej. Teraz z kolei bierzemy sitko i przesiewamy mąkę do naszej masy. Miksujemy dalej. A – do mąki, dlatego jest w liście, można dodać tak z łyżeczkę proszku do pieczenia. Biszkopt, jak widać, to to nie będzie, zatem nie musimy się krygować.

Białka ze szczyptą soli ubijamy na total sztywniaka (tak, że przekręcacie miseczkę i białka nadal są NOT AMUSED! ;)). Dlatego ta szczypta soli, naprawdę maleńka, a potwornie ułatwi sprawę.

Dodajemy białka do masy, mieszamy, ale tak dość delikatnie.

Tortownicę możemy wyłożyć papierem, albo posmarować margaryną/masłem. Wlewamy tam ciasto i pieczemy ok. 30 minut w 170-180. Ogarnijcie sobie patyczek i od czasu do czasu wbijcie w ciacho. Jak będzie suchy – wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i zostawiamy ciasto w spokoju. Jak się wystudzi, kroimy – można nitką, można nożem, jak kto nitką nie potrafi. 😉 W zależności od preferencji dwa albo trzy kółka.

 

W międzyczasie, jak nam rzecz stygnie, możemy odrobinkę poczytać i ogarnąć fejsa, ale warto też naszykować michę, w której ubijemy śmietankę wraz z paroma łyżkami cukru pudru.

 

Na paterze kładziemy teraz blat, który skrapiamy lekko rozcieńczonym likierem wiśniowym. Następnie smarujemy go częścią śmietany i wkładamy weń wiśnie. Przykrywamy kolejnym blatem ciasta (jeśli mamy trzy – powtarzamy rzecz), który smarujemy lekko śmietaną. Takoż i boki. Następnie układamy na nim wiśnie bądź to we fraktal, bądź bawimy się w estetykę  głupców i na koniec – ponieważ 150g czekolady to półtorej tabliczki, na tarce ścieramy nieco czekolady do ozdobienia. Wkładamy tort do lodówki.

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...