Köttbullar a la Ikea ;)

 Z Köttbullar jest ten problem, że te znane przez szwedzki koncern Ikea klopsiki to coś w deseń naszego bigosu i żurku – znają wszyscy, ale w każdym domu robimy inaczej. Dlatego na fejsie powstają grupy fanów ikeowych kulek. Dlatego też ja postanowiłem chociaż częściowo zrobić podobną pierdółkę, poprzedzając przepis intensywnym przeszukiwaniem internetów. Łącznie ze stronami kulinarnymi w tym barbarzyńskim języku (no ok, fiński brzmi jeszcze gorzej i ma za dużo dyftongów;)). Jak wyszło – zaraz zobaczycie.

 

 

 

Czego potrzebujemy?

Na klopsiki:

30 dkg zmielonej wołowiny

20 dkg zmielonej wieprzowiny

mleko

sucha bułka

jajko

cebula

sól

pieprz czarny

olej do smażenia

Na sos a la pieczeniowy (ok ok, podbitą zasmażkę ;)):

masło

mąka

0,5l bulionu wołowego

sól

pieprz czarny

Dodatki:

ziemniaki

żurawina

 

I jedziemy:

Suchą bułę zalewamy mlekiem i odstawiamy do namoknięcia. W naszym ulubionym międzyczasie w miskę wrzucamy mięso. Ja zrobiłem tak, że większościowo była to wołowina. I niestety i tak „waliło mielonym” jak ja to mówię. A zatem – klopsiki powinny być całkowicie wołowe, może z dodatkiem cielęciny albo jagnięciny. Cholera wie – tu przepisy były naprawdę różne. Tak czy inaczej – do mięsa, które solimy i pieprzymy dość mocno, ścieramy cebulę. Tak tak, nie podsmażamy czy wrzucamy surową posiekaną. Ścieramy na tarce, nawet jeśli trzeba będzie uronić łzę albo dwie. Buła w tym czasie powinna nam już zmięknąć. Nie odsączamy jej zbytnio i wrzucamy do mięsa. To jest clou generalnie, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do odciskania buły z mleka, jak robimy sznycelki. A właśnie pozostawienie odrobiny mleka (oraz starta cebula) sprawi, że klopsiki będą bardziej jednorodne. Wbijamy jajko i miąchamy dokładnie łapką. Formujemy małe kuleczki, a la orzech włoski i bach – na patelnię, obsmażamy na brąz ze wszech stron.

 

Sos z kolei powinien być tzw. „pieczeniowy ciemny”. Pech chciał, że nie miałem warzyw ani pieczeni, zatem musiałem improwizować. Generalnie sprawa przedstawia się tak, że robimy ciemną zasmażkę z masła i mąki, ew. masła wymieszanego z tłuszczem po klopsikach. Kolor zasmażki zależy od tego jak długo zasmażamy mąkę, zatem – pilnujcie – miąchamy i rozcieramy dopóki mąka nie będzie brązowa. Zalewamy wtedy zimnym bulionem. Albo na odwrót – jak mamy gorący bulion to na zimną zasmażkę. Gotujemy trochę, żeby nam zgęstniało. Solimy mocno, jeszcze mocniej pieprzymy. Sos nie będzie jakoś mega mączny, a sól i – zwłaszcza – pieprz podkreślą ten ciężkawy smak. Przepis na tru sosik pieczeniowy kiedy indziej. 😉

 

Do tego ziemniaki podsmażone jako łódeczki plus żurawina i jazda! Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Morgana

    a nie jest czasem tak że oną konsystencję specyficzną ikeowe kulki zawdzięczają temu że je sie najpierw obgotowuje a potem smaży? tak przynajmniej czytałam…