Raita mjentoffa

Ostatnio zacząłem odkrywać nowy świat, tzn. kuchnię indyjską. Póki co – przystawka, bez zbędnego gadania, bo przed nami danie główne. A akurat Raita jest bardzo ważna, bo doskonale gasi pożar, który wywołamy następnym żarełkiem. 😉

 

Co ogarniamy?

kubek jogurtu greckiego

kolendra

gorczyca (czarna, ale ja użyłem białej i nikt nie umarł ;))

kmin (KMIN, nie kminek, KMIN)

świeża mięta

pieprz czarny

 

I jedziemy:

Jedyna poważniejsza filozofia to prażenie. Bierem kolendrę, gorczycę i kmin i prażymy na suchej patelni. Jak ziarenka zaczną podskakiwać, znaczy że to już czas. Potem wrzucamy do moździerza i ucieramy. Doprawiamy ową mieszanką jogurt (bacznie próbując! Indie to nie jest penis canina, jeśli chodzi o przyprawianie), zaś jak nam coś zostanie – pakujemy do szczelnego słoika. Następnie sypiemy nieco czarnego pieprzu, a potem posiekane listki mięty. Wsadzamy do lodówki i niech się przegryza bo to będzie orzeźwiające zbawienie na kapsaicynowy pożar w następnym daniu. ;))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...