Ragu alla bolognese, po prostu

Niedawno mieliśmy taką małą dyskusję na temat sosu bolońskiego (przez moment wymieszanego ze spaghetti alla bolognese). Sprawiła owa wymiana zdań, że ruszyłem dupę do gugla, spędziłem w nim jakieś 4-5 minut i wróciłem do was z przepisem na tradycyjne rag? prosto z Bolonii. Do dzieła.

 

Warto na początku zauważyć i stanowczo zaznaczyć, że nie będziemy się zajmować tzw. spaghetti alla bolognese. Spaghetti po bolońsku nigdy w Bolonii nie istniało. Jeśli teraz „fpisdu” spaghetti, na to mięcho w pomidorach + parmezan serwowane jest w tym mieście i regionie, to na dokładnie takiej samej zasadzie jak w Zakopanem znajdziemy miecz świetlny i Hello Kitty obok ciupaski i kierpców. To się sprzedaje.

Tak czy inaczej, tradycyjne rag? to troszkę jak i u Francuzów i w każdym innym miejscu gdzie się robi rag? czy inną jego nazwę. Poniższy przepis jest zarejestrowany we Włoszech jako tradycyjne rag? alla bolognese. Zrobiłem go z czystej ciekawości (zaraz się dowiecie dlaczego), i okazało się, że nawet w takiej dość minimalistycznej formie wychodzi świetnie.

 

Czego nam trzeba?

20 dag wołowiny, najlepiej mostku

15 dag pancetty, ale jeśli nie mamy – od biedy zwykłego wędzonego boczku

troszkę łodygi selera

marchewka

cebula

czerwonego wytrawnego wina

2-3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

szklanka mleka pełnotłustego

sól

pieprz

 

I jedziemy:

Tak, dobrze przeczytaliście. Tu nie ma prawie żadnych przypraw. Na dobry początek zesmażamy boczek/pancettę na patelni. W międzyczasie siekamy cebulę, seler i marchew na maleńką kostkę. Wrzucamy do boczku, lekko solimy, pieprzymy i gotujemy na małym ogniu, ale tak żeby dosłownie ćmiło. Jak wszyscy wiemy jest bulgotanie, pyrkanie oraz ćmienie. Ćmi wtedy kiedy na powierzchni ledwie się bąbelek pokaże. Pyrka wtedy kiedy jest lekkie buzowanie, natomiast gotowanie to 10 w skali Beauforta.

W międzyczasie jeśli mamy mielony ten mostek to się opieprzamy. Jeśli nie – to siekamy. Wrzucamy na patelnię do reszty. Po chwili zalewamy szklanką czerwonego winka i dokładamy 2-3 łyżeczki koncentratu (albo ok. 5 łyżek jeśli mamy przecier), miąchamy, dosalamy, dopieprzamy ile trzeba i niech ćmi. I tak ma ćmić ze dwie godziny. Nie musimy stać jak idioci, tylko co kwadrans dolewamy nieco mleka. Mieszamy i niech ćmi dalej. Po ok. 1,5-2 godzinach powinno być gotowe. Poczujecie kiedy jest gotowe, bo mnie niemalże dupę urwało.

 

W garnku gotujemy Fettuccine, które potem mieszamy w garze sosem. Podajemy, aczkolwiek warto poczekać, bo się ładnie przegryza.

 

Na koniec – obawiałem się tego niemalże całkowitego braku przypraw. Wiadomo, uwielbiam zielsko wszelakie, ale też z powodu braku pancetty – ten specyficzny włoski boczek ma się tak do naszego jak np. wędzona papryka węgierska do tej, którą dostajemy w sklepie. Okazuje się, że wytrawne czerwone serwuje nam mocną goryczkę (ja użyłem węgierskiego… bo było w miarę tanie :P) i dość ciężki posmak, który złamany jest przez wygotowywanie mleka. Nie ma się zatem czego obawiać – próbujcie! 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Czyli już rozumiesz moje 1,5h ^^
    Wg mnie może się obyć bez pancetty i bez mleka, jeżeli pomidorów/przecieru jest dużo i jeżeli podprawi się krakowskim miksem cebuli i czosnku ;>. Ja dodaję jeszcze 1 chili, suszone pomidory (lubię ewidentnie słodki podsmak) i jednak trochę przypraw. Ale jak będę miała prosciutto, to może spróbuję wrzucić plasterek, ciekawe, co wyjdzie 😀

    • Anonim

      Ja ten przepis wziąłem z tej akademii włoskiej, gdzie postanowili zarejestrować tradycyjną wersję, tylko dlatego jest taki „surowy”, to jest coś jak norma w językoznawstwie. 😀

      Widziałem mutacje z kurzą wątrobą;>, sercami, prosciutto – także tu jest jak z wieloma potrawami, pełna dowolność. To co tu opisałem to jest taki tru tradyszonel, natomiast raczej jako ciekawostka. 😉

      • Z wątrobami czy sercami to testować jednak nie będę 😀
        Tak czy owak, można różnie modyfikować, ale wg mnie sam sens leży w połączeniu wina z pomidorami i dłuuuuugie gotowanie.

        Aż znowu zrobiłam sobie smaka 😀