Teh Ultimate BBQ Sauce

Wpis ten dedykuję nowemu padawanowi na ścieżce kulinarnej, Tomkowi Tincowi – życzymy wszyscy wielu sukcesów. 😉

Czym jest sos BBQ (Barbecue)? Jak nietrudno się domyślić, to generalnie sos do grillowania. Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, że sos to sos. Co stan to inny – jedne ostrzejsze, inne łagodne, część na musztardzie, część nawet i na majonezie (sic!). Są słodkie, są pikantne, wędzone, ciemne, jasne, rzadkie, gęste – aż głowa może rozboleć. No, to teraz przejdźmy do mojego. W tajnych laboratoriach, gdzie przekraczamy barierę światów równoległych powstał „teh ultimate bbq sauce”.

 

Co zgarniamy?

cebula

3 ząbki czosnku

2-3 papryczki chili

przecier pomidorowy (500 ml)

miód gryczany

sos sojowy ciemny

sos Worcestershire

ocet winny

pieprz czarny

pieprz Cayenne

(nooo i jakieś tam kilo żeberek na przykład ;))

olej lub oliwa do smażenia

sól

I jedziemy:

Na rozgrzaną oliwę lub olej wrzucamy posiekaną (albo pokrojoną w małą kostkę) cebulę, lekko solimy i zesmażamy na brąz. Gdy już będzie się zbliżać do „o kurde, zaraz się zjara!” wrzucamy 2-3 posiekane ząbki czosnku. Gdy tylko i one zaczną się niemal prażyć, zestawiamy na moment, potem dorzucamy posiekane papryczki, wstawiamy znowu na ogień i dosłownie chwilkę smażymy i zaraz zalewamy przecierem.

Miąchamy dokładnie i zaczyna się magia. Nie podam dokładnych proporcji – każdy ma swoje kubki smakowe. Ja zrobiłem to w taki sposób, żeby sos miał ostry początek, mocne przejście po gardle, ale słodkie, dymne, nawet nieco ciężkie wykończenie, po którym mruczymy z zadowoleniem.

Dodajemy zatem tak ze dwa machnięcia sosu sojowego ciemnego. Potem dwie łyżki Worcestershire. Miąchamy. Potem 3-4 octu winnego. Miąchamy. Dwie, albo nawet trzy łyżki miodu gryczanego (to on nam załatwi cięzki i mocno dymny aromat – MUSI być to gryczany miód).

Dosypujemy ze dwie megamocne szczypty pieprzu czarnego oraz jedną dużą pieprzu Cayenne. Miąchamy. Wysmażamy cholerstwo, aż odparuje nam większość wodnistej sprawy, a sos mocno zgęstnieje.

No i to właściwie tyle. Macie już prościej, bo ja na bieżąco czyniłem magię i alchemię – jeśli ktoś też kombinuje, polecam mieć w odwodzie nieco jogurtu bądź mleka. Produkty mleczne działają uśmierzająco na kapsaicynę (taki alkaloid palący ;)), którą na pewno poparzymy sobie pyszczek.

 

ps

Jak mamy te żeberka to je kroimy na dowolnej wielkości kawałki, zalewamy sosem i wrzucamy na jakieś 1:15-1:30h do piekarnika i gotowe! 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Primo: dla mnie sam Worcestershire to już wysublimowanie (wiem, prostak ze mnie).
    Secundo: robisz sos bbq z miliarda składników. Jesteś pojebany.
    Tertio: przyniesiesz trochę tego do pracy? Lubię takie dziwne sosy (szczególnie, gdy nie znam składu, tutaj przełknę to, że znam tajemnicę).
    Quatro: powinieneś iść do jakiejś telewizji prowadzić program o kuchni po 22:00.
    Quinto: jesteś pojebany. Ponownie. To w sumie zaleta. 🙂

    • P.S
      Ganiłeś mnie za komcie na blogu, a sam masz dokładnie ten sam system brodaty hipokryto. 🙂

    • Anonim

      Jakie ganiłem, ja kpiłem że mamy ten sam systemik. 😉

      Co do miliarda – stary, obadaj se jakie są różne sosy BBQ w zależności od tego czy to jest Teksas czy np. Alabama czy inne Memphis… Masakra.

      Do pracy nie przyniosę, bo już wpierdoliliśmy wszystko :D, ale mogę jakoś na dniach jeszcze raz zrobić. 😉