Pierogi ruskie, o!

To tak chyba przy okazji świąt. Zdjęć niestety nie ma i chwilowo nie będzie, albowiem telefon został lekko podlany olejkiem eterycznym. Proszę bez komentarzy na ten temat. Co to zacz pierogi, każdy chyba wie, więc bez zbędnego tamto owamto zabierajmy się do roboty.

 

Czego potrzebujemy?

na ciasto:

mąka pszenna

jajko

ciepła woda

olej

sól

na farsz:

twaróg tłusty (Piątnica, as always, pasuje nieźle)

ziemniaki

cebula

pieprz

sól

masło

 

I jedziemy:

Robienie ciasta na pierogi i robienie farszu to w sumie betka. Szpryngiel jest tak naprawdę tylko w sklejaniu. Ciasto otóż, moi drodzy, robimy tak. Jak mamy stolnicę to na stolnicy, jak mamy michę to w misze(!). Wsypujemy mąkę, dobrze jak przesianą. Mamy już naszykowaną szklankę ciepłej wody, zatem lejemy tak z połowę i… no i teraz powinniśmy zagniatać i kurwić na czym świat stoi, że ciasto lepi się jak alba po rekolekcjach. Ale! Co robimy – wylewamy na łapkę do zagniatania nieco oleju i tym prostym sposobem tak czy inaczej ciasto będzie nam lekko odchodzić od dłoni. Zagniatamy i tak w połowie rzeczonego zagniatania wbijamy jajko. Zagniatamy dalej, solimy lekko, podlewamy odrobinka oleju, zagniatamy dalej dalej, aż będzie zgrabna kulka. Rozwałkowujemy dość cienko, wykrawamy szklanką pierogi i…

 

I zmieniamy miejsce akcji, bowiem w tym samym czasie powinny nam się ugotować ziemniaki. Albo przeciskamy je przez praskę (jak mamy praskę) albo sami rozdziabdziamy widelcem. Warto tu je po prostu troszkę rozgotować ;), żeby się nie męczyć. Dodajemy twarogu ilość wg nas pożądaną i miąchamy żeby mieć regularną masę (ew. znowu praska). W międzyczasie smażymy cebulkę na maśle, studzimy i wrzucamy do farszu. Miąchamy radośnie, solimy i następnie sypiemy pieprz czarny aż do momentu osiągnięcia odpowiedniej pikanterii. W moim przypadku jest to ilość, która spokojnie załatwiłaby średniej wielkości amerykańskie miasteczko.

 

No to teraz już tylko finisz. Zagotowujemy wodę, obsoloną i z kapką oleju. Na kółko wykrojone szklanką kładziemy łyżeczkę farszu, składamy pieroga w pół i dociskamy brzegi, koniec filozofii. Najwazniejsze w sumie, żeby ani odrobinka farszu nie dostała się na brzeg, gdzie zaciskamy pieroga – po prostu podczas gotowania się rozwali. Gotujemy po wypłynięciu z minutę, dwie (od razu będzie widać) i to właściwie tyle! 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...