Najjaśniejsze risotto

risotto alla milanese Czyli generalnie wariacja na temat risotto alla milanese, a konkretnie con zucchini. Brzmi srogo, a to jest de facto najprostsze z możliwych do zrobienia risotto. Problem tylko w tym, że jeśli chcemy je „po bożemu”, a nie po prostu ryżyk z farfoclami, to trzeba kupić odpowiednie rzeczy. Samo przyrządzenie tego dania wbrew internetowym napinkom ze stron wszelakich nie jest ekstremalnie trudne. Warto jednakże przygotować sobie zawczasu fajną książkę (np. odświeżane ostatnio horrorzydła Grahama Mastertona wymieszane z Igorem Newerlym ;)), bo troszkę ta sprawa potrwa. No i musimy być cierpliwi – tu się nie da na szybciocha. Ale do rzeczy, zabierajmy się za to risotto.

 

Co przygotowujemy?

ryż do risotto, czyli np. arborio (włoski o okrągłych ziarenkach)

pół szklanki białego wytrawnego wina

duża cebula (bądź dwie małe)

kilka ząbków czosnku

cukinia

tak z półtora litra bulionu warzywnego

oliwa do smażenia

jak mamy – to szafran (ja nie miałem, podaję kronikarsko)

masło

parmezan (ja użyłem correggio ;))

 

I jedziemy:

Po pierwsze – warto mieć zawczasu dobrze ciepły bulion (może np. stać na maleńkim gazie). To samo dotyczy wina, które powinno być lekko podgrzane zanim wlejemy je na patelnię.

Na patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy na nią cebulę pokrojoną w małą kostkę, leciutko solimy i smażymy na złoty kolor. Gdy cebula się zeszkli wrzucamy kilka posiekanych ząbków czosnku. Kiedy zauważymy, że czosnek powoli zmierza w kierunku prażenia (albo cebula – brązu, co nastąpi mniej więcej w tym samym czasie), wyjmujemy całe ustrojstwo na miseczkę.

W międzyczasie powinniśmy już mieć pokrojoną w kostkę cukinię. Wrzucamy ją teraz na oliwę, jeśli trzeba – nieco dolewamy tłuszczu. Smażymy, posypujemy leciutko solą, mniej leciutko pieprzem, jednak nadal z umiarem. Jak nam się mniej więcej cukinia podsmaży, także zdejmujemy ją z patelni i na tym samym, już mocno aromatycznym tłuściku zaczynamy smażyć ryż. Wystarczy ok. 10-12 minut żebyśmy widzieli że nam się zaczyna fajnie prażyć. Wtedy na powrót wrzucamy cebulę, czosnek i cukinię, a z uprzednio przygotowanego (mówiłem? ;)) garnuszka lejemy tak z pół szklanki białego winka. Miąchamy i odgotowujemy wino. Gdy nam wino „zniknie”, wlewamy porcję bulionu. Dalej gotujemy. I to właściwie cała filozofia – generalnie ryż musi być totalnie miękką paćką (dlatego potrzebny nam Arborio, a nie jakieś tam torebkowe, podpisywane jako „paraboliczne” ;)), zatem tych porcji bulionu będzie kilka – trzy, cztery, to zależy. Jesteśmy cierpliwi i odgotowujemy po prostu kolejne porcje. W tym momencie można pobawić się także z szafranem (w oryginale risotto alla milanese jest żółte jak siki świętej Weroniki), ale ja nie miałem, więc tylko sygnalizuję, że jest taka opcja.

Gdy ryżyk się już zrobi, gasimy gaz i dla uzyskania tej zajedwabistej konsystencji dokładamy nieco masła i obowiązkowo masę parmezanu (bądź correggio). Wykładamy na talerze i wpierniczamy na gorąco, bo to danie nie może leżeć. Zdrowia!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...