Kurczak belgradzki

 Kurczak zwie się belgradzkim nie dlatego, że z Serbii, lecz z tego prostego powodu, że jest to pewna daleka reminiscencja kurczaka jakiego zdarzało mi się jadać w wybornej restauracji na warszawskim Natolinie – „Mały Belgrad”. Danie to jest dość proste do zrobienia poza wiadomą smutną koniecznością spinania piersi. Mnie spinanie wkurza zawsze, albowiem zamiast wreszcie kupić długi „patyk” 😉 do mięs, ciągle bawię się mikroskopijnymi wykałaczkami. Ale… Do dzieła!

 

Co ogarniamy?

pierś kurczęca

kilka plasterków żółtego sera, najlepiej coś w klimatach Tylżyckiego

ogórek kiszony

pieczarki

cebula

sól, pieprz, czosnek

olej lub oliwa do smażenia

masło takoż

 

I jedziemy:

Standardowo, szklimy i lekko zesmażamy cebulkę – najlepiej trzasnąć masło z dodatkiem oliwy (albo Oliviera ;)). Solimy w międzyczasie i bach – pieczarki, niech toto się podsmaży, poddusi chwilkę. W tejże samej chwili bierzemy się za kurze cycki – płukamy, czyścimy z błonek i różnych dobrodziejstw, którymi uraczył nas rzeźnik (shit, zabrzmiało…), a następnie nacinamy filet w najgrubszym miejscu tak by zrobić kieszonkę. Nacieramy cycki (kurze, nie swoje…) solą, czosnkiem i odstawiamy na sekundkę.

Pieczary odkrywamy, pieprzymy dość mocno, po czym odparowujemy wodę, która mogła się zebrać podczas duszenia. Odstawiamy, niech sobie tam spokojnie stygnie. Czytamy przez chwilę cudowną książkę Miry Michałowskiej „Przez kuchnię i od frontu”, po czym zabieramy się za kuraka. W kieszonkę wkładamy najpierw maleńki plasterek sera. Następnie słupek ogórka kiszonego. Dopychamy farszem pieczarkowym, jak się zmieści to ciskamy jeszcze skrawek sera i spinamy wykałaczkami. Smażymy ze wszech stron, płci, religii i zawodów. W międzyczasie możemy ogarnąć ziemniaczki, które podsmażamy. Jak nam się chce, robimy do tych łódeczek ziemniaczanych sos lekko czosnkowy. Jak się nie chce, Keira dostaje majonez (i tak uwielbia majonez). 😉

 

Wykładamy na talerze, podajemy gorące. Y?????!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...