Wątrobiana transcendencja

 Jedyna rzecz, jaką ciężko mi jest zrozumieć, to nienawiść ludu do wątróbki. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć jakieś odium w kierunku nerek czy żołądków albo serc, to o tyle kurza wątróbka jest towarem naprawdę niezłym. Nabrałem na nią strasznej ochoty, zatem po szybkich zakupach powstała pijana wątróbka. Danie jest prawie wegańskie, bo poza wszelakimi mięsnymi pysznościami zawiera też cebulę. Prawie wegańskie, a przy tym tradycyjne, no to jak tu nie spróbować! 😉

Co trzeba?

20-30 dag wątróbki kurzej

15 dag wędzonego boczku

2 cebule

mąka

smalec

majeranek

sól

pieprz

PIWOOOO! (Łomża Export będzie szła bardzo dobrze)

 

I jedziemy:

Boczek kroimy w cienkie plasterki i bach na patelnię. Im chudszy tym lepiej, ale wtedy liczymy się z tym, że trzeba kapeńkę smalcu, żeby nam nie jarał patelni. Gdy boczek puści tłuszcz i zesmaży się ładnie, dorzucamy pokrojoną w talarki cebulę, solimy i szklimy.

W międzyczasie (to chyba najpopularniejsze słowo na tym blogu ;)) płukamy wątróbkę i dokładnie odsączamy (mniej będzie „strzelać”), po czym usuwamy z niej tzw. „chujstwa”;), czyli wszelkie żyłki, błonki i inne nieprzyjemności. Następnie obtaczamy w  mące i trzask, na patelnię, na smalczyk. Obsmażamy tak 2-3 minutki, będzie strzelać, ostrzegam. Następnie wrzucamy do wątróbki przesmażony boczek i cebulę. Nie żałujemy majeranku i smażymy sekundkę jeszcze, po czym zalewamy tak ze szklaneczką piwa. Miąchamy, lekko dosalamy, dopieprzamy czy domajerankowujemy;) wedle uznania i dusimy ok. 10-15 minut, aż nam całość zgęstnieje i najdzie. Gasimy, bierzemy razowy chleb (razowy, a nie barwiony karmelem, moi drodzy), kiszonego ogóra i wpieprzamy, bo właśnie uczyniliśmy wątrobianą transcendencję. I to prawie wegańską, także możemy polecić znajomym, którzy lubią się odżywiać zdrowo, lekko i dietetycznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Jak w końcu uda nam się jakoś umówić na degustację Kuchni Cynicznej, to jednak proszę o zapisanie w wielkiej księdze mądrości wszelakiej, że należę do większości. A nawet bardziej, wątróbka jest chyba jedyną potrawą, którą jadłam, która autentycznie podniosła mi żołądek do gardła z ryzykiem natychmiastowego powrotu na talerz. Innymi słowy – można by mi ją dać jako zadanie w stylu jakiejś Piły ];>

    PS. też mnie wkurza, że ciemne pieczywo ostatnio oznacza zabarwione ;>

    • Anonim

      Może ktoś ją chujowo zrobił, Aili. ;> Sama w sobie wątróbka nie ma złego smaku, jest – Keira to dobrze określiła – taka „mączna”, to wszystko zależy jak usmażona i w czym uduszona. 😉

      • Obawiam się, że chyba to nie to… Jadłam ją w kilku wydaniach i ona ma taki bardzo konkretny podton smakowy, który wyczuwam wszędzie. Próbowano mi to wkarmiać od dzieciństwa (bo żelazo, itp.) w kilku podejściach, każde kończyło się klapą totalną 😀 Nawet jak cośtam zjadłam, to było to w atmosferze wielkiego krzyku i płaczu. Kilka lat temu w Austrii jakąś potrawę zamówiłam w hotelu na obiad i zarówno zawaliłam brakiem znajomości niemieckiego jak i ciężkim umysłem >.< bo było się domyślić, że liebercośtamdługanazwa może mieć coś wspólnego z wątróbką. No i spróbowałam i mnie zmroziło 😀 Ten smak poznam wszędzie i nawet pomimo wilczego głodu zimowo-ponarciarskiego nie byłam w stanie tego ruszyć. To stąd pamiętam ten podchodzący żołądek do gardła.

        Tak więc szanse, że jakiekolwiek przyrządzenie coś tu zmieni, są słabe. Nie wiem, co ktoś musiałby do tej wątróbki dodać.

        • Anonim

          Uuu, to faktycznie – z traumą nie ma co walczyć… Musisz sama kiedyś dojść do wniosku, że to ten moment żeby spróbować jakiejś zajebistej wątróbki kurzej. ;))))

  • Coffee

    wątróbka <3