Okonomikey (nie pytajcie…)

 Poniższy przepis nie jest moim autorstwem, a niejakiego Wolanda, który ma gościnny występ na Kuchni Cynicznej. Zapraszam!

Są takie chwile w życiu dźwiedzi, że chodzi za nimi pomysł na nowe danie. Niestety, w naszej ubogiej Europie Bliskowschodniej mamy notoryczne problemy zaopatrzeniowe i nie możemy np. kupić katsuobushi, czyli uwędzonego do konsystencji deski tuńczyka – co i tak nie powstrzymało mnie przed przygotowaniem czegoś mającego w zamierzeniu być tradycyjnym okonomiyaki, w wersji z regionu Kansai. Może bez struganego tuńczyka, ale z całą resztą.

 

 
Okonomiyaki jest zasadniczo omletem z wkładką z kapusty (np. pekińskiej) i jakiegoś mięcha tudzież frutti di mare. Serwuje się je z sosem, płatkami wędzonego tuńczyka i zmielonymi wodorostami oraz, opcjonalnie, majonezem (jest też wariant posypany posiekanym szczypiorkiem, or so the Wiki claims :P). Moja wersja, czyli okono-Mikey robi co może, żeby dobrze takie danie udawać. Tymczasem, do rzeczy.

Ciasto:
Dwa jajka
Półtorej szklanki mąki
Szklanka wody
1/8 poszatkowanej kapusty pekińskiej
Łyżka sosu sojowego lub rybnego

Wrzucamy wszystko za wyjątkiem kapusty do michy, miksujemy. Dorzucamy kapustę, miksujemy jeszcze trochę.

Wkładka mięsna:
Robiłem trzy warianty okonomiyaki: z boczkiem, kurczakiem i surimi. Można też użyć opłukanych krewetek w ilości mniej więcej półtorej szklanki.
Kurczaka lub surimi pokrojone na małe kawałki wrzucamy do ciasta razem z kapustą, boczek smażymy, odkładamy na papierowy ręcznik żeby odsączyć tłuszcz i kładziemy na cienkiej warstwie ciasta na patelni, po czym zalewamy resztą ciasta i smażymy dalej.

Sos:
Dwie łyżki sosu barbecue (Auchan ma swoją markę, tanią jak barszcz, nie trzeba się wykosztowywać na dobry, ale cholernie drogi sos HP)
Łyżka sosu sojowego
Łyżka sosu Worcester

Sos mieszamy w miseczce aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Chyba, że w pobliskim sklepie „Kuchnie Świata” mają coś takiego jak sos do okonomiyaki albo tonkatsu, wtedy problem rozwiązuje nam się sam.

Okonomiyaki smażymy jak omleta – jeżeli bawimy się w wersję z boczkiem, najpierw wylewamy na patelnią cienką warstwę ciasta, czekamy aż się trochę zetnie, układamy na niej podsmażone plastry bekonu i zalewamy resztą ciasta. Największą zabawą jest przewracanie tego draństwa na drugą stronę – żeby to zrobić, musiałem zostać „dual-wielding frying pan ninja”, ale to tylko ja, może wam się uda przewrócić placek bez rozwalenia go na kawałki i pomocy drugiej patelni.

Jak się już nasze okonomiyaki usmaży, smarujemy je sosem (oraz, opcjonalnie, majonezem – najlepiej takim w butelce a la ketchup, dającym się wyciskać cienkim strumieniem), posypujemy szczypiorkiem i szczyptą drobno pokruszonych wodorostów nori. Ta-da!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...