Musaka, czyli „proste a dziwi”

 Musaka to przykład dania, które pokazuje jak kuchnia ochoczo przyjmuje wszelkie działania militarne, zmiany terytorialne czy tę niebywałą zdolność ludzi do mordowania innych z własnego gatunku. Gdy pojedziemy do Grecji – musaka. Gdy wpadniemy do Serbii czy Bułgarii – musaka. To może Turcja? Musaka. Prawda jest taka, że gdyby pod Wiedniem Jan III Sobieski nie spuścił łomotu imperialnym Turkom zatrzymując tym samym ich europejski walec, kto wie – może dzisiaj też byśmy mówili, że musaka to nasza narodowa potrawa. No, ale dość tego gadania o historii, bo się głodny robię. Zatem – do dzieła!

 

Czego nam trzeba?

pół kilo mięska – najlepiej wieprzowowołowe, ale oczywiście ja nikomu potwornie drogiej cielęciny nie zabraniam, mielone naturalnie

cebula

przecier pomidorowy, bądź ok. pół kilo pomidorów bez skórki

przyprawy wszelakie, czyli rozmaryn, tymianek, majeranek, czosnek, pieprz czarny, sól

olej bądź oliwa do smażenia

dwa bakłażany

kwaśna śmietana

ser żółty

 

I jedziemy:

Generalnie, jak widać po ilości składników, musaka jest potwornie trudna do zrobienia… Bierem bakłażany, które kroimy w plastry. Solimy je następnie i odstawiamy na jakieś pół godziny, czy godzinkę. Powinny „puścić” wodę i wytrącić gorzki posmak, który potem grzecznie opłuczemy. Następnie na patelni smażymy je z obu stron na złoto, po czym odkładamy na osobny talerz wyłożony ręcznikami papierowymi, co by nam owe bakłażany obsiąkły z ewentualnego tłuszczu.

Olej po bakłażanach znów rozgrzewamy, szklimy szybko cebulę i wrzucamy mięcho. Tak jak mówię – idealna jest oczywiście przemielona cielęcinka, ale z racji tego, że jest to dość duży wydatek (pół kilo…) najlepiej mieć wieprzowo-wołowe. Sama wieprzowina dawałaby niestety posmak w stylu „kuźwa, jem ogromnego kotleta mielonego”. 😉 Smażymy zatem mięso. Na dobry początek trzeba je posolić. I smażymy dalej. Można w międzyczasie dorzucić kilka posiekanych ząbków czosnku, albo po prostu sypnąć czosnkiem w proszku. Byle dużo. Gdy już nam puści wodę i nieco jej odparuje, czas na pieprz czarny, którego nie powinniśmy żałować. Znów ze dwie, trzy minutki niech się smaży. Pod koniec dosypujemy mojej „świętej trójcy”, czyli rozmarynu, tymianku i majeranku (tego ostatniego najmniej). Smażymy jeszcze chwilę i jeśli jesteśmy leniwi (jak ja), wlewamy pół litra przecieru z kartonu (Podravka ;)). I niech nam to pyrka.

Wracamy też do mięsa, które mocno już zesmażone i wyduszone z pomidorami powinno mieć mało wody, a wręcz prawie nic (zwłaszcza jak dość długo pyrkało). No i teraz finisz. Układamy warstwami nasze precjoza. Najpierw bakłażany (nie muszą idealnie zakrywać dna), potem warstwa mięsa, lekko posmarować kwaśną śmietaną. I następna warstwa, bakłażany, mięsko, śmietana. U mnie to już był koniec, nie było nic, zatem położyłem ostatnią warstwę bakłażanów, posmarowałem leciutko kwaśną śmietaną i posypałem obficie żółtym serem. Zapiekamy cały interes tak 20 do 30 minut. A potem tylko wcinać, bo już Freddy M. śpiewał „Musaka Ibrahim, Allah, I pray for you” ;))))))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • A to nie ma być feta..?
    Muszę kiedyś spróbować, ale ja ser żółty jadam tylko w formie kanapkowej, najlepiej jako twarde sery. W potrawach jest mi za tłusto.

    • Anonim

      Powiem Ci szczerze, że musaka teoretycznie obejdzie się nawet i bez tego sera – ja go po prostu lubię. W najprostszej postaci to jest mięso w sosie pomidorowym + bakłażany, polane beszamelem. Z racji, że za leniwy z reguły na beszamel jestem, zastępuję go śmietaną, a że na zapiekankach lubię żółty ser – to go tam dodaję. Ale nie musi być go dużo, a można wręcz czasem całkiem pominąć.

  • Tulipanek88

    Bardzo fajny przepis. Zjadłam musakę pierwszy raz jakiś miesiąc temu w restauracji dom smaków na muranowie i od tej pory za mną chodizła 🙂

    • Ten stary już przepis jest zabawny z dwóch powodów – po pierwsze, to czas kiedy kompletnie nie umiałem robić zdjęć 😀 (co widać), po drugie – musaka z dodatkiem wieprzowiny przyprawi o zawał każdego wyznawcę Proroka. ;)))

      Ale zaglądaj na bloga, bo jak się zbiorę wreszcie, to mam w zanadrzu parmigianę (parmigiana di melanzano – coś na kształt włoskiej wersji, też na bakłażanach, ale bez mięsa, dość ciekawe).

  • Tulipanek_88

    Fakt, wyznawców proroka owszem 🙂 ale wychodzi bardzo dobra 🙂 (A knajpkę o której wspomniałam polecam w ogóle, jeśli lubisz kuchnię tamtych rejonów i bywasz czasem w stolicy).