Canelloni na zadupiu

 Nie ukrywam, że potwornie bawią mnie nazwy potraw. Np. kurczak fitness to po prostu albo kurczak gotowany albo na warzywach. Tak samo pizza wiejska po prostu ma nawalone kiełbachy i kiszonego ogóra. No to skoro przy tej konwencji jesteśmy, dzisiaj przepis na canelloni na zadupiu.

 

 

 

 

 

 

Co potrzebujemy?

Opakowanie Canelloni

Cebulę

3-4 ząbki czosnku

20 dag kiełbasy (podwawelska była git)

kartonik 0,5l przecieru pomidorowego

25dag pieczarek (albo grzybków leśnych, ale to będzie wtedy canelloni myśliwskie ;))

ser żółty

śmietanę 18%

przyprawy wszelakie

 

I jedziemy:

Na oleju zesmażamy cebulkę, solimy, a gdy jest mocno podsmażona wrzucamy pokrojoną w małą kostkę kiełbasę. Mniej więcej w połowie smażenia kiełbasy wrzucamy posiekane ząbki czosnku, pieprzymy nieco (czarny pieprz to generalnie będzie podstawa tutaj). Jak nam się i kiełbacha zeskwarczy nieco, wrzucamy pokrojone w małą kostkę pieczarki i smażymy dalej. Posypujemy perwersyjną ilością pieprzu po raz drugi. Gdy i pieczary będą już w miarę git, wlewamy przecier. Możemy popieprzyć po raz trzeci ;), a na pewno sypiemy od serca rozmarynu. Jeszcze niech się to na patelni przesmaży, co by najrzadsze sprawy z przecieru odparować.

 

Gdy już farsz mamy gotowy, szykujemy sobie nasze bajeranckie naczynko. I teraz jeśli kroiliście w wielką kostkę bo macie w dupie to co piszę, to sory gregory, ale nici z nadziewania. Generalnie nadziewamy canelloni farszem i układamy w wysmarowanym śmietaną naczynku. Gdy już mamy całą warstwę, dokładamy tam na wierzch resztę farszu jaka zostanie, smarujemy sowicie śmietaną tak, żeby wszystko przykryć, a na końcu posypujemy sporą ilością żółtego sera. Posypujemy na wierzchu pieprzem, ale już leciutko i wsadzamy do piekarnika.

 

Zapiekamy właściwie do skutku – ser powinien być brązowawy, a jeśli wbijemy widelec to canelloni już mięciutkie, acz na ząb. Wtedy wyjmujemy i raczymy się tym + pedalską lampką czerwonego półwytrawnego. 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...