Danie chińskawe, czyli światłowód z rozmaitościami

 Na początek anegdotka. Ponieważ szykuję się na zrobienie (wreszcie!) jakichś studiów i jakoś tak wyszło, że trzeba będzie próbować do Poznania na Sinologię, to i pomyślałem sobie, że się doszkolę (gdyby jednak była rozmowa) z dwóch rzeczy, o które chciałbym żeby pytali: filozofii i kuchni. Z pierwszą łatwo, bo kiedyś studiowałem, a druga… O, tu robi się ciekawie. Otóż mam aktualnie „na tapecie” starą komunistyczną książkę o kuchni chińskiej gdzie pani wyjaśnia plebsowi m.in. że „kalmar to zwierzątko morskie”. Zabawnie czyta się rzecz z czasów kiedy nie kalmary a srajtaśma była dobrem luksusowym. Ale ad rem – otóż pani rzeczona wspomina tam o czymś co się wg niej nazywa „glutasól”, czyli glutaminian sodu ekstrahowany z białek zboża, kukurydzy czy soi. Z radością wspomina, że wynaleziono metodę syntetyzowania glutaminianu sodu, co sprawi że będzie tańszy. O tempora! Gdyby kobieta wiedziała co się będzie działo kilkadziesiąt lat później! No i teraz moi drodzy, to między bajki można włożyć te legendy o Chińczykach (?!) ze Stadionu X-Lecia, którzy jak robili dla swoich to nie sypali glutaminianu… To jest integralny element tej kuchni.

 

Co potrzebujemy?

makaron ryżowy

kostka bulionowa

pierś kurczęca

mieszanka przypraw – chińska

mieszanka warzyw – chińska (czyli grzybki mun, kiełki fasoli mung, marchew i inne bzdety)

 

I jedziemy:

A teraz do rzeczy. Nabrałem przez to wszystko ochoty na coś choćby chińskawego. Wiadomo – makaronowe warzywka. Ponieważ z kasą krucho ostatnio, zamiast kupowania wszystkiego „po słoiczku”, postawiłem na „Mieszankę Chińską” – tym razem konsumencko reklamujemy Hortex, nie marketowe „no name”, nie Bonduelle. Hortex jest ok (pod względem składu), reszta jest nie ok. Do tego bierzemy tak zwany „światłowód” czyli Makaron Ryżowy (Tao Tao chyba jako jedyny). Jedna kostka bulionowa i kurzy cycek. Do tego też z braku laku Przyprawę Chińską Kamisu (Kamis robi niezłe, acz z glutasolą – moim nowym ulubionym słowem ;)).

Cycka kroimy na paski, tak pi razy drzwi 1×3 cm, mogą być dłuższe. Światłowód zalewamy odpowiednią ilością wody, w którą wrzuciliśmy kostkę bulionową. Myk polega na tym, że makaron ryżowy (tak jak i ryż) jest higroskopijny, czyli zasysa wodę – zatem zrobienie delikatnego bulionu zmieni nieco jego dość blady smak (tu można kombinować do woli). Makaron po trzech minutach odcedzamy i odstawiamy, w międzyczasie smażąc na oliwie (akurat oliwę mam – grzech nie skorzystać) paski z piersi kurczaka posypane lekko przyprawą. Jak nam się kurczak zrobi, walimy warzywka, pewnie już lekko rozmrożone – smażymy jeszcze czas jakiś, na pewno zobaczycie wizualnie kiedy się „zrobią”, bo kruche będą raczej cały czas. Jak nam się warzywka zrobiły, dorzucamy do gara (oj wierzcie mi, gara…) makaron i smażymy chwilę całość, a potem – proszę bardzo, żarełko gotowe, jeszcze tylko dosypać przyprawy, jeśli nam mało. Szybko, w miarę tanio i cholernie smacznie. Jedyne czego nie zrobiłem to jakiś sosik, ale niestety w sklepie nieopodal był tylko „czarny” sojowy, a on jest zbyt mocny i słony. Ale na pewno coś wykombinujecie. 😉

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...